Dzień dobry.
Miewam ostatnio wolne chwile, Big B zgarnia Yodę i zabiera ją do spania.
Nagle w domu cisza i spokój. I ja, trochę w tej ciszy i spokoju zagubiona.
Z początku rzucałam się na to, co trzeba zrobić, znacie to przecież: a to podłogę zmyć, a to zupę ugotować, a to ogarnąć.
Obserwując jednak Big B doszłam do wniosku, że nie zamierzam marnować tej chwili ciszy na pierdoły. Big B sporadycznie poświęca swoje wolne chwile na takie rzeczy, czego właściwie nie mam mu za złe. Uczę się za to od mistrza. I tak, oni śpią, pranie niezdjęte, brudne nie włączone, zmywarka pełna i podłoga w sieni brudna, a ja nic na to.
Poradzimy sobie z tym, jak wszyscy wstaną.
Tylko, że ja nieco odwykłam od chwili ciszy.
Nie wiem, co mam zrobić.
A to album ze zdjęciami Yody. A to magazyn o książkach. A to książka. A to koty. A to pisanie. A to blog. A to Mastering the Art of French Cooking.
I przyznaję, czasem kończy się beznadziejnie, na siedzeniu w Sieci. Walczę z tym uparcie.
Może powinnam w poniedziałkowe ciche chwile pisać, we wtorkowe nadrabiać gazetowe zaległości, w środowe wyklejać i porządkować zdjęcia, w czwartkowe… i tak dalej.
Powinni może uczyć tego w szkołach: mądre gospodarowanie własnym czasem.
pikfe







































Najnowsze komentarze