Archive for the ‘Stasiuk’ category

Uwielbiam moje dzieci.

24 września, 2014

Dzień dobry.

Yoda to nocny marek, chodzi spać późno i późno wstaje; Stasiuk pada zwykle zdecydowanie wcześniej, ale godzina siódma rano to dla niej prawie środek dnia.

W czasach, kiedy obydwie spały jeszcze za dnia, Stasiuk budziła się dokładnie wtedy, kiedy zasypiała Yoda.

Sądziliśmy, że gorzej być nie może, naiwni rodzice.

 

 

Kiedy Yoda poszła do przedszkola, Stasiuk przestała spać w dzień.

pikfe

 

Święty Mikołaj.

27 grudnia, 2013

Dzień dobry.

Przed Świętami było łatwo.
– Mamo, czy Święty Mikołaj będzie się cieszył, jak dam to siostrze?
– Mamo, czy Święty Mikołaj się cieszy, że zrobiłam siku na kibelek?
– Yoda, jak zjesz te kluski, Święty Mikołaj na pewno będzie bardzo zadowolony.

A po Świętach?
Jak się wychowuje dzieci po Świętach?

🙂

pikfe

Życzenie.

19 listopada, 2013

Dzień dobry.

Chciałabym wychować moje dzieci tak, żeby umiały podejmować decyzje, które uczynią je szczęśliwymi.

pikfe

Tyle mam do powiedzenia…

5 czerwca, 2013

… a i nie mam czasu, i mi go szkoda na wszytko inne.

Mam za to półroczne niemowlę z nadprzyrodzonymi zdolnościami wyczuwania przez sen tego, w jakiej mama jest pozycji (ma stać, nie leżeć!) oraz …

img027

samodzielnie rysowała Yoda,

podpisał Big B.

pikfe

Miałam…

23 marca, 2013

Dzień dobry.

Miałam napisać coś poważnego. Nic wielkiego, po prostu temat poważny.

Jednak Stasiuk obudziła się i zawołała, że już nie śpi. Ona bowiem nie płacze, tylko właśnie woła. Pobiegłam do niej szybko, żeby nie obudziła Yody, powitał mnie beztroski rzyg i zachwycony moim widokiem niemowlak z szerokim uśmiechem na malutkiej twarzy.

Wiadomo, zmieniamy pieluchę, zakładamy półśpiochy zamiast piżamy, ogarniamy sypialnię, schodzimy na dół.

Stasiuk się tuli, spokojna, ciepła jak kot. Słońce wschodzi, ptaki powoli się budzą i zlatują do karmnika, marcowy śnieg skrzy jak cholera, zimno jak diabli, kotom nawet nie przykazujemy wyjść na dwór.

Stasiuk zasypia. Mogłabym odłożyć ją do łóżeczka, ale nie ma we mnie tej mocy, żeby ratować swoją świętą godzinę. To nic, że skróci się do piętnastu minut, a może nawet do wyszarpanej pięciominutówki.

Siadam, a właściwie prawie kładę się na fotelu, a ciałko mojej córki przykleja się do mnie w niemowlęcym bezwładzie i beztrosce snu. Patrzę na jej marszczące się czółko, na te poważne miny, które robi przez sen.

Utula mnie. Zasypiam.

Świat nie istnieje poza nami.

pikfe

Tylko słońce wschodzi.

gasie

Źródło.

Miłość.

11 marca, 2013

Dzień dobry.

Napisałam kiedyś, że miłość do pierwszego dziecka jest jak tsunami, które porywa z brzegu.

Miłość do drugiego jest inna. Nie lepsza, nie gorsza, inna. Jak zanurzenie się w ogromnej, spokojnej rzece.

Miłość do pierwszego jest jak nieznany ląd, do drugiego jak bezpieczna przystań.

Pierwsza jak nowy kochanek, druga to stary przyjaciel.

Jak porywisty wiatr na górskiej przełęczy i łagodna bryza o zachodzie słońca.

Jak wyjście w pustkę burzowej nocy i jak odnalezienie schronienia.

Jak zachłyśniecie się i jak spokojny oddech śpiącego niemowlęcia.

Jak zakochanie się i jak pełnia szczęścia.

pikfe

Mali pomocnicy.

27 lutego, 2013

Dzień dobry.

Czy jest coś wspanialszego niż uśmiech niemowlęcia o poranku?

***

Yoda jest już na tyle duża, że często pomaga mi przy różnych pracach domowych: razem wyjmujemy ze zmywarki, razem wieszamy pranie; bywa, że Yoda nakryje dla nas do stołu (dość to czasochłonne zadanie) albo odkurzy po zabawie w piekarzyka (czyli zabawie mąką).

img_5572

Biedny Stasiuk jest pozbawiony jeszcze takich wspaniałych możliwości, ale dziś postanowił rozwiązać dylematy matki związane ze wstawaniem. O 4.00 zadzwonił budzik, a już o 4. 10 miałam miłą towarzyszkę, która obudziła się w doskonałym humorze i oznajmiła to najradośniejszym ze swoich uśmiechów. Potem Stasiuk zrobiła, co miała zrobić i dała zmienić sobie pieluchę; zjadła, ile miała zjeść i dała utulić się do snu, a następnie położyć w łóżku.

Jak ja ją kochałam, odkładając to tego łóżka i myśląc, jak to cudownie będzie wstać, popisać i poczytać.

Widzicie, jakie pomocne mam dzieci? 🙂

pikfe

Śmiałam się, i to samo mam.

26 lutego, 2013

Dzień dobry.

Nie tak dawno temu moja mama opowiadała mi, że uwielbiała patrzeć, jak spałyśmy razem z Olinusem. Że stawała w drzwiach do naszego pokoju i godzinami się przyglądała i że uwielbiała to.

Ja na to, że raczej mnie to dotyczyć nie będzie, bo jak tylko zasną, od razu rzucam się do ciekawszych aktywności, a widok dziecka śpiącego w łóżeczku specjalnie mnie nie wzrusza. To tak jak z dziecięcymi częściami ciała – każdy lubi coś innego. Nigdy nie rozumiałam zachwytu nad malutkimi stópkami, będąc zawsze pochłonięta przez przepiękne, cieniutkie i kruche szyjki.

Zresztą, kiedy zobaczę obydwa Potwory śpiące w swoim pokoju, w swoich łóżeczkach, zanim ja będę się słaniać, to raczej nie zachwyt, a zdumienie wmuruje mnie obok futryny.

No, ale dopadło i mnie.

Nie mogę wstać.

Brakuje mi chwili ciszy i spokoju jak powietrza (pierwszy dzień jest do wytrzymania, drugi da się przeżyć, ale co to za życie, trzeci to już mogiła). I nie chodzi mi nawet o towarzystwo (a raczej jego brak), tylko o ciszę właśnie; ciszę, która pozwala się skoncentrować i odpocząć. Wieczorem nie mam szans, Stasiuk zasypia o dwudziestej pierwszej, równo ze mną, bo to, czego nie cierpię najbardziej to bycie niewyspaną.

Jedyna szansa to wczesne rano, od czwartej, bo od piątej ryzyko jest już wielkie, Stasiuk często się budzi o tej porze.

Nie mam problemu ze wstaniem z powodu niewyspania (to byłoby raczej dziwne). Mam problem ze wstaniem z powodu bycia obok śpiącego Stasiuka. Nawet nie to, że śpimy przytulone (bo nie śpimy). Nawet nie to, że się w nią wpatruję (bo się nie wpatruję, ze strachu choćby, że poczuje moje spojrzenie i się zbudzi, hi, hi).

Po prostu leżę obok niej w ciszy.

I w tej ciszy, w tym spokoju, w myśleniu o tym, co mogę tu napisać, co mogę napisać w ogóle, co mogę napisać w listach, w tym właśnie kocham ją jeszcze mocniej.

To miłość chyba trzyma mnie w tym łóżku, tak jak moją mamę zatrzymywała przy futrynie.

pikfe

Dosadnie.

19 lutego, 2013

Dzień dobry.

Sądząc po tym, gdzie znajduję kupy w pieluchach Stasiuka, moja młodsza córka ma pupę gdzieś w okolicach krzyżowych kręgosłupa!

pikfe

Poród. A właśnie, że było jak w filmie!

17 lutego, 2013

Dzień dobry.

Ciągle chodzi mi po głowie wspomnienie porodu Stasiuka, a przez to wracam też do momentu, w którym na świat przyszła Yoda. Skłamałabym mówiąc, że były to chwile miłe.

Ból był potworny, na szczęście szokująco krótki. I to nie jest ból, który pamiętam mniej albo taki, który rozmył się gdzieś, kiedy położyli Yodę na moim ciele. Uczucie nieziemskie, ale ulga, że to już koniec – także. Przy czym naprawdę się nie nacierpiałam – na porodówce byłam… niecałą godzinę. Później szok – nie wszystko pamiętam, część jak za mgłą.

Pisałam tak po narodzinach pierwszej córki. Tamten poród był taki prawie zaplanowany – panicznie bałam się, że zacznę rodzić w nocy i chyba podświadomie ten lęk doprowadził do tego, że rodziłam w czasie pracy całego szpitalnego personelu. Rano mój lekarz prowadzący powiedział, że to dziś, co bardzo mnie zdziwiło, ponieważ nie czułam absolutnie nic, co zapowiadałoby poród. Tymczasem już za pięć czwarta Yoda była na świecie.

Acha, bolało jak – wybaczcie proszę – skurwysyn.

Tym razem nie bałam się, że urodzę w nocy i oczywiście w nocy urodziłam.

Wiecie, jak to wyglądało? Jak ktoś kiedyś powie oglądając film, w którym ludzie jadą na złamanie karku na porodówkę, a rodząca kopie i bluźni w samochodzie, że tak to tylko w kinie i śmiać się będzie widząc rodzącą wpadającą na izbę, wrzeszczącą prawie, że ona do porodu i dopadającą do windy, która magicznie otwiera przed nią swoje podwoje i rusza natychmiast na górę, gdzie rodząca wypada z windy i w szalonym ataku kolejnego skurczu wpada na ławkę w poczekalni, śmiertelnie wystraszając jakiegoś przyszłego tatę, który ucieka z przerażeniem; gdzie wpada do sali i wrzeszczy, że to już, a położne wyrzucają prawie za drzwi inną mamę, której dziecko spokojniej czeka; gdzie nie ma czasu absolutnie na nic, a potem rodząca wrzeszczy jak opętana na łóżku porodowym… więc jeśli oglądalibyście taki film i ktoś by wam powiedział, że to tylko w głupawych filmach tak to wygląda, to powiedzcie mu, że nie. Że tak właśnie może być w prawdziwym życiu.

I jak przeczytacie kiedyś, że pierwsza faza porodu to trwa tyle, a druga tyle, a trzecia tyle, to ja zapewniam, że wszystkie fazy da się upchnąć w jednej godzinie, więc lepiej nie oddalajcie się od szpitala…

No i oczywiście – bolało jak skurwysyn. Ale o bólu jeszcze napiszę.

pikfe