Archiwum dla Grudzień 2009

Życzenia dla Was.

Grudzień 24, 2009

Dzień dobry.

pikfe życzy

z okazji Świąt

przede wszystkim zdrowia

zaraz potem szczęścia

zaufania do drugiej połówki

i przyjaciół

kochającej i wspierającej rodziny

pogody w weekendy

odnalezienia i pielęgnowania

swojej pasji

trochę ekstra kasy

zawsze się przyda

mniej stresu

więcej uśmiechu i dystansu

do rzeczywistości

Wesołych Świąt

pikfe

pikfe kiedyś.

Grudzień 22, 2009

Dzień dobry.

Skończyły się koty co wtorek z mojego starego bloga, więc od dziś – jeszcze parę wpisów, które lubię i koniec eksploatowania tego, co już kiedyś napisałam.

Ze dwa razy chyba poprosiłam bliskie mi osoby albo też osoby, które z różnych powodów cenię, żeby opublikowały coś na moim blogu podczas mojej nieobecności. I choć było tych osób całkiem sporo, to wpisy zdarzyły się tylko dwa razy. Za pierwszym razem zdecydowała się Lisica, za drugim Owca. Dziś wpis Lisicy, który do tej pory mnie bawi 🙂 Owca – za tydzień.

10 lutego 2009
Złote Myśli Pikfe
Moja przyjaźń z Pikfe trwa już kilka ładnych lat, podczas których miałyśmy często okazję pisać do siebie listy. Pole mam dosyć ograniczone ze wzgledu na brak uprzedniej zgody autorki na opublikowanie niniejszych, ale mam nadzieję, że jeszcze jakiś list dostanę…

Oto próbka twórczości Pikfe z lat wczesnych 🙂

26.06.2005
(…) G., Ty też jesteś maniaczką, ale pozostałaś przy normalnych strukturach umysłu(…)
To jeden z największych komplementów, jakie w życiu otrzymałam 🙂

29.11.2006
(…) To dziwne, ale on się wcale nade mną nie użala. Czasem to trochę straszne, ale w gruncie rzeczy pozytywne, chociaż czasem trochę denerwujące. Ostatnio nawet o tym rozmawialiśmy i Big B. zwrócił na to uwagę mówiąc: „oj kochanie, ty pewnie chciałabyś, żebym ja więcej się nad tobą poużalał”…)
Przyznam szczerze, że ja do tej pory tak myślę o swoim związku…

15.12.2006
(…) Objadałam się bardzo śniadaniami w hotelu – był szwedzki stół:). Zjadałam jajko, bagietkę z białym serem, dwa tosty z dżemem, jogurt waniliowy, croissanta (albo dwa). Jakoś nie mogłam się powstrzymać (…)
Pikfe we wcieleniu „upodobanie szczegółu”

07.01.2007
(…) Te same problemy po prostu – pewna aspołeczność, chęć robienia CZEGOŚ i konieczność robienia niekoniecznie tego, czego by się najbardziej chciało, niechęć do wydzwaniania, proszenia i załatwiania, a jednocześnie – mimo wszystko! – głębokie przeświadczenie, że inaczej się nie da i – mimo tego! – brak samozaparcia, zdecydowania, wytrwałości, ciągle tylko jakieś boczne ścieżki, chwilowe zainteresowania, które czynią CEL (którego nawet nie umiemy określić) jeszcze bardziej mglistym i rozmazanym. (…)
Lubię bardzo ten fragment, to taka diagnoza nas sprzed dwóch lat. Miło jest wiedzieć, że choć odrobinkę więcej tego zdecydowania w nas dzisiaj…(Nawet jeśli Pikfe twierdzi inaczej 🙂

Więcej na razie nie będzie – czekam na opinię autorki. Kiedy czytałam te listy aż mi się łezka w oku zakręciła. Pikfe, jesteś cudowną przyjaciółką.

Wracaj do nas szybko!

Lisy

I wyjątkowo komentarz, jako, że Lisica prosiła o opinię 🙂

Ty też jesteś cudowną przyjaciółką, ale nie wiem, czy mogę podtrzymać normalne struktury umysłu po tym, jak opisałaś mnie w umiłowaniu do szczegółu 🙂
~pikfe, 2009-02-11 16:36

pikfe

Podłoga w naszym domku ułożona :)

Grudzień 21, 2009

Dzień dobry.

Ułożona, co nie znaczy, że skończona, ale i tak jesteśmy zachwyceni 🙂 Big B w naszej przyszłej sypialni, tej z widokiem na skrzyniopalety.

Przyszły pokój dziecinny, na razie gościnny, z fantastycznym widokiem na ścianę chłodni. Stąd ta biała poświata bije po oczach.

I jeszcze piętro na przestrzał. Jeszcze bez drzwi, ale już czekają.

Piętro fajne, ale na razie nie będziemy z niego zbyt dużo korzystać, a to dlatego, że mamy zbyt mało mebli i schodów brak 🙂 Zamieszkamy na dole i tylko ciuchy i wannę trzymamy na górze, a z czasem wszystko się skompletuje. Obecna przewidywana data przeprowadzki – koło 20. stycznia, więc już naprawdę niedługo.

I jeszcze domek z zewnątrz, zimową porą.

Radość wielka, tylko tyle mogę Wam powiedzieć.

pikfe

Pamiętnik kota Rincewinda i kotki Esme. Część druga.

Grudzień 20, 2009

Dzień dobry.

Dziś znów koci pamiętnik.

11. października 2008

SADŁO i LIZUSOSTWO, oto co mam do powiedzenia o tym przeklętym Rincewindzie.

Ale ta pikfe mogłaby być gorsza. Przynajmniej nas nie głodzi jak… jak… tamci…

12. października 2008

Pikfe jest chora. Biedna. Leżymy z nią w łóżku, żeby było jej ciepło i miło.

13. października 2008

Ta biedna pikfe nadal jest chora. Jest miła, pamięta, żebyśmy nie byli głodni (może nawet inaczej – wreszcie ktoś pamięta, żebyśmy ciągle byli najedzeni!), żeby w kuwetach było czysto, żeby woda była czysta, bawi sie z nami i nas głaszcze. Leżymy z nią w łóżku, żeby było jej ciepło i żeby wiedziała, że jej współczujemy.

14. października 2008

Biedna, nawet nigdzie dziś nie poszła. Chyba nie zabraknie dla nas jedzenia, bo ona nie będzie mogła iść do sklepu?! Wylizałem miskę po jogurcie, kiedy nie patrzyła, a w nocy zarżnęliśmy z Esme ręcznik papierowy. Ale był ubaw! Esme trochę się bała, że pikfe wstanie i zacznie wrzeszczeć, jak czasem Sybiraki w środku nocy, ale powiedziałem, że pikfe NA PEWNO nie wstanie. Nie wstała, tylko rano coś tam pomarudziła. Zabawna jest.

15. października 2008

Pikfe jest chora i nigdzie dziś nie wyszła. Znowu. ma to swoje plusy, bo cały dzień jest z nami i mamy stały dopływ jedzenia. Chyba już nigdy nie będziemy głodne, dwa szczęśliwe i syte koty.

Ta osoba, pikfe, jest bardzo spokojna. Siedzi w łóżku i czyta, a drugą ręką nas głaszcze. Trochę podżarłam jej torbę, a nawet nie wrzeszczała. Nie wiem, co Sybiraczka by ze mną zrobiła, może nową torbę? Rincewind bawił się z nią w „uha!robię z ciebie idiotę!” i pikfe świetnie się bawiła. Co chwila wyskakiwała zza murku i udawała, że łapie Rincewinda. On uciekał, chował się, ona się kładła, więc on znowu wyłaził, a ona znowu dawała się nabrać i wyskakiwała. Z uśmiechem na twarzy, chyba nie muszę dodawać. Pod koniec to już żal było patrzeć.

16. października 2008

Dzisiaj Rincewind wściekł się na pikfe, bo trzymała moją stronę! zagroził, że zawezwie Sybiraków, ale powiedziałam, że jeszcze zesłaby na nich jaka lawinę i nigdy by nie wrócili, co zamknęło mu ten obtłuszczony ryjek.

Jak zwykle Rincewind ułożył swoje tłuste cielsko na kaloryferze, sadełko ładnie spływało bokami. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak długo on się musi tam mościć, żeby złapać wreszcie równowagę między jedną obtłuszczoną stroną a drugą. Pikfe leżała w łóżku i spokojnie się temu przyglądała, a ja wskoczyłam na taboret, który stoi obok kaloryfera i spokojnie czekałam, aż gruby kocur wygodnie się ułoży. I kiedy to juz się stało, zaczęłam robić to, co wkurza go najbardziej – gryźć go w jajka. I pikfe nie zaregowała, śmiała się! Rincewind warczał i wściekał się, ale żal mu było ruszyć cielsko, więc znosił obgryzanie przez pewnien czas. A pikfe przyglądała się i śmiała z furii tego spaśloka.

Jakby pikfe była facetem, to by się do cholery nie śmiała! Bardzo śmieszne. Obydwie są na poziomie umysłowym rybki akwariowej. Rincewind.

17.października 2008

W nocy zarżnąłem kolejny ręcznik papierowy. Mieszkanie było białe. Pewnie pikfe nie bawiła się tak dobrze jak wczoraj, kiedy sprzątała papier pociety prawdziwą kocią furią.

Może się Rincewind unosić emfatycznie, ale przecież wiecie, jak długo powstrzymywał się od jedzenia 🙂 W ogóle. I myślicie, że nie łasił się o więcej?Wypisywać cuda na kiju to każdy potrafi, ale nie każdy zna znaczenie słowa „konsekwencja”.

Bo ty akurat znasz, głupia Esme. Rincewind.

Znam, Rincewind, znam. Esme.

18. października 2008

19. października 2008

O nie! Pikfe pakuje walizki! Czyżby kotogłody mieli wrócić?! Trzeba się najeść do oporu!

O nie!!! Kotogłody wróciły! A jak się cieszą, że nas widzą! I wiecie, szczyt bezczelności, podobno pikfe dawała nam jeść ponad normę. No, my mamy w tej sprawie diametralnie inne zdanie. Dobra norma jest wtedy, kiedy koteczek jest szczęśliwy, bo wtedy i jego tak zwany właściciel – bo przecież wiadomo, że w rzeczywistości jest na odwrót – jest wyspany, szczęśliwy i nie ma na głowie zrzędzącego kota. Albo dwóch.

Ale skoro Sybiraki wybierają dla nas drogę głodu, to dla siebie – drogę cierpienia!

Pikfe! Wróć!

kocur Rincewind&kotka Esmeralda

przy małym współudziale pikfe

Pamiętnik kota Rincewinda i kotki Esme. Część pierwsza.

Grudzień 19, 2009

Dzień dobry.

Na dziś coś specjalnego.

4. października 2008

Jakoś dziwnie się zachowują… I spakowali walizki… Sybiraczka ciągle do kogoś dzwoni i szaleje. Jednak lepiej być kotem.

Oczywiście znowu nas zostawili! Pewnie jak zwykle wrócą pijani i rano będą jęczeć z bólu. Naprawdę lepiej jest być kotem.

Nie przyszli pijani! Wcale nie przyszli! Są za to jacyś inni!! Rincewind oczywiście – ta sprzedajna kupa tłuszczu – już się łasi, ale mnie nawet nie zobaczą! Schowałam się pod szafkami w kuchni i nie wyjdę stąd dopóki nie wróci ukochana Sybiraczka i ukochany Sybirak! Nie będę nawet jadła!

5. października 2008

Wrócili. Na szczęście. Nie lubimy innych. Esme może mówić, że jestem sprzedajny, ale jeść trzeba. Tłuszcz grzeje, a koty lubią ciepło. Ci nowi dają dużo jeść, nie mogłem nawet zjeść wszystkiego. Zresztą w nocy Esme podżerała z mojej miski! To są zasady przez małe „z”.

6. października 2008

Wzięli walizki i wyszli! Dramat! Czy oni myślą, że koty nie wiedzą co to znaczy!?

W domu są jakieś inne rzeczy, jakieś inne zapachy. To tych, co tu byli. Mam nadzieję, że ta wstrętna baba nie wróci!

Esme znowu siedzi pod szafką. Ona naprawdę jest zdziwaczała. Ja jestem elastyczny i z łatwością dostosowuję się do nowych warunków. Mam pełną miskę, ta „baba” zabiega o moje względy i drapie mnie po brzuchu. Dobrze, że nie jestem człowiekiem i nie muszę zabiegać o względy kota. To nie licuje.

Sybiraczko! Sybiraku! Gdzie jesteście?! Czy mam umrzeć z tęsknoty pod szafkami w kuchni patrząc jak Rincewind pławi się w obżarstwie i pieszczotach?! Niech go pies pożre! Tęsknię!

7. października 2008

Jadłem dziś kiełbaskę. Niezła. Ta pani ma na imię pikfe i jest miękka jak brzuch tej głupiej Esme. Wystarczy na nią spojrzeć, a ona od razu „Co, kotku? Smutno ci? Nie martw się, Sybiraki wrócą. Pewnie tęsknisz?” Akurat. Myślę o tej kiełbasie, którą ona je, więc w nadziei otrzymania od życia tego, co mi się należy, ocieram się o ramie pikfe i wymownie patrzę na kiełbasę. Pikfe pojęła. Jem kiełbasę.

Esme się nie odzywa, po tym jak powiedziałem, że jadłem kiełbasę z ręki pikfe. Wyzwała mnie od podłych zdrajców, którzy myślą sadłem. Jednak jest jakaś dziwna.

8. października 2008

Wyszłam spod szafek i chowam się za żaluzjami. Obserwuję tę dziwną osobę, a Rincewind posunął się już nawet do tego, że wychodzi jej na powitanie! I jadł jej z ręki! Znowu! Jakie to było obrzydliwe! Sprzedawczyk jeden. Sybiraczko! Sybiraku! Czemu mnie zostawiliście?!

9. października

Pikfe mówiła komuś, że jestem jak pustak. Ciekawa metafora. Postanowiłem odzyskać swoje łóżko i twardo broniłem swojego miejsca, a preferuję obronność bierną i permanentną, ale żeby od razu porównywać mnie do pustaka? Dobrze, że nie beton. Szczerze mówiąc to raczej ona jest betonem. Pół nocy stałem nad nią i darłem japę, a ona spała. Irytujące.

10. października 2008

Rano Esme weszła do sypialni i posyłając mi piorunujące spojrzenie wskoczyła na deskę do prasowania. Moim zdaniem patrzyła z zazdrością, ale przecież nigdy się do tego nie przyzna. Poza tym – o czym w swojej podłej hipokryzji nie pisze – od dwóch dni je z miski i uwierzcie mi, o wiele więcej niż tyle, żeby tylko przeżyć. Honor i godność pisane z małych liter, oto cała Esmeralda!

cdn.

kocur Rincewind&kotka Esmeralda

przy małym udziale pikfe

Zimowe pory Na Wsi.

Grudzień 18, 2009

Dzień dobry.

Nooo, spadło trochę tego śniegu, ale nie jest to ilość, która mnie zadowala. Chciałabym, żeby tak porządnie sypnęło, żeby przysypało Wieś, żeby śnieg wszystko przykrył, a nie tylko lekko nakrył.

Lepsze to oczywiście niż ostatnie mgły, ale pozostaje pewien niedosyt. Jakby tylko przystawka do głównego dania. Pamiętacie, jak kiedyś napadało w Sylwestra? To by było dobre 🙂

Wiecie, co mi się marzy? Ze dwa dni padania śniegu, ale nie tych drobinek, które lecą z nieba, tylko porządnych, dużych płatków, potem mróz i słońce, taka prawdziwa mroźna, zimowa, słoneczna Wigilia.

Do tego marzy mi się, żebyśmy siedzieli w naszym domku i patrzyli przez okno, jak sypie śnieg, a koty leżały obok nas i mruczały przez sen. Kocyk, herbatka, cisza i spokój.

Nie miałabym też nic przeciwko temu, żeby być teraz w Zakopanem, ale tym razem to szczęście przypadło Ani Nowakowskiej.

I dobrze, czasem można się Tatrami z kimś podzielić 😉 Pięknie, pięknie jak zawsze.

fot. Krzysztof Nowakowski

Pomimo okropnych zapowiedzi (plusowe temperatury! deszcz!) ja nadal mam nadzieję na prawdziwą zimę. Co prawda niewiele osób podziela moje pragnienie, ale trudno, w tej kwestii pozostaję outsiderką, odkąd mieszkam Na Wsi.

pikfe

Koty, które były i koty, które są. Część szósta.

Grudzień 17, 2009

Dzień dobry.

Dziś kolejna historia o kotach, tym razem prawie wcale nie moich, choć jestem pewna, że Esme i Rincewind (tak, tak, zbieżność nie jest przypadkowa) wolałyby mnie 😉

(Sybiraki, którym wydaje się, że mają dwa koty – akurat jest całkiem odwrotnie, dwa koty mają Sybiraków – wściekają się teraz przed komputerami i szykują jakieś podłe komentarze. Ale i tak danie główne mam dla nich na jutro).

Spędziłam z kotami, które mają Sybiraków dwa tygodnie, w czasie których Sybiraki cieszyły się podróżą poślubną w pięknych Tatrach. Sybiraczka codziennie dopytywała się o swoich właścicieli, ale oni nie wyglądali na specjalnie zestresowanych faktem nagłego zniknięcia podopiecznych.  Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni / Gdy nie ma dzieci w domu – to jesteśmy niegrzeczni. No, ale byłam ja. Ja byłam dobra i nie głodziłam koteczków, które mogą jeść tylko jeden rodzaj suchej karmy (choć Esme lubi podobno wrąbać trochę niebieskiej karimaty), bo inaczej sensacje okrutne budzą Sybiraków po nocach. Koteczki dostają od Sybiraków jakieś śladowe ilości karmy i ja się wcale nie dziwię, że lecą do misek na złamanie karku. Też byśmy lecieli.

O karmienie kotów toczy się miedzy nami coś na kształt żartobliwego sporu – Sybiraki dają kotom przepisowe ilości jedzenia (albo tak mówią, bo koty i tak do szczuplaków nie należą), a ja przez okres, kiedy zajmowałam się Esme i Rincewindem – no cóż, raczej im nie żałowałam. Tak, trochę się pomyliłam, więc z lekka nieświadomie, ale jak oni mi potem powiedzili JAK MAŁO powinnam tym kotom dawać, to ja się dziwić przestałam, że koty budzą Sybiraków po nocach.

Byc może z powodu tej nieco większej dawki karmy niż zwykle koty przez te dwa tygodnie były grzeczne i kochane, nie budziły mnie po nocach, nie jęczały (z głodu!;) ), naprawdę słowem poskarżyć się nie mogę. Rincewind zapałał do mnie uczuciem od samego początku w zasadzie, a już drugiej nocy spał razem ze mną w łóżku. Esmeralda była nieco bardziej powściągliwa (siedziała pod szafkami w kuchni), ale w końcu i ona przekonała się do mnie.

Ręka moja, żeby nie było wątpliwości.

Esme i Rincewind są kotami rasowymi i niestety potwierdzają tezę, że kot rasowy intelektem nie dorównuje dachowcowi.

Rincewind staje nad świeczką. I stoi. Swąd palonego włosa rozchodzi się w powietrzu. Sybirak rzuca się z wrzaskiem na kota, żeby uratować go od samospalenia. Kot ucieka od tego wrzasku, nie od ognia.

Choinka. Stoi. Błyszczy. Sybiraczka twierdzi, że koty jej nie zauważyły. Prawie całe Święta.

Oto wciąż niespalony (ale nie kupujcie Sybirakom świeczek) Rincewind.

Rincewind jest sprzedajny (czyżby magia imion?!) – najbardziej kocha tych, którzy zarządzają jedzeniem.

Rincewind jest – oj, trzeba to przyznać – rozpuszczony jak jasna cholera 🙂 Jeśli Sybiraczka nie zawoła go do łóżka w stylu „Koteczku kochany, Rincewindku malutki, chodź i połóż się na mojej poduszce” kot może: drapać kanapę bardzo głośno (bo przecież nie chodzi o pazury, tylko oto, żeby oni nie spali, jak on nie śpi), walić łapami w kartony, walić w drzwi, walić w podłogę koło Sybiraczki głowy. Nie wiem, czy robił to, kiedy razem mieszkaliśmy, ale ja mam bardzo mocno sen i byle stuki-puki mnie nie obudzą.

Esme patrzy na Ciebie.

Esme jest kotem tchórzliwym – raczej ciężko jest liczyć, że zobaczy się ją przy pierwszej wizycie. To kot, który naprawdę nie lubi obcych. Lubi za to (choć teoretycznie nie może) wędzoną, hiszpańską, cieniutko pokrojoną wędlinę, która w cudowny sposób zniknęła z mojego talerza, a zaraz potem Esme zniknęła pod szafką. I obyło się bez sensacji. Może wędlina była podobna w smaku do karimaty? 😉

I jeszcze kawałek ze Starego Bloga, bo Esme i Rincewind pojawiają się nie po raz pierwszy.

13 czerwca 2009
Ech…
Dzień dobry.
Całej pogodzie winny kot Rincewind i kotka Esmeralda!
A było tak – osoby niesłusznie uważające się za właścicieli wyżej wymienionych kotów, czyli Sybiraki, postanowiły wyrwać się z Miasta na Wieś – na wieczór, na noc i na następny dzień, ale w którymś momencie radosnego dnia wśród sadów pojawił się w ich odrażających ludzkich umysłach podły plan, aby zostać na kolejną noc.

A koty? Same? Głodne? O nie, drodzy PAŃSTWO.

Esmeralda poczęła ważyć napar w kotle – wydobywały się z niego ciężkie, czarne chmury.
Rincewind otworzył balkon, ubrał białą szatę.
Wyszedł na balkon, stanął na tylnych łapach i ryknął jak Saruman zagarniając kłęby czarnych chmur, które Esmaralda pracowicie gotowała w swoim kotle.
Rincewind – Saruman stał i ryczał na balkonie, a chmury leciały i leciały, aż w końcu doleciały na Wieś i zmusiły tak zwanych właścicieli do powrotu w kocie pielesze.
Ilekroć Sybirak albo Sybiraczka napomknęli o tym, żeby może jednak zostać, wiatr się wzmagał, deszcz lał się strumieniami, a czarne chmury nadciągały bezlitośnie.

Cóż, przynajmniej wiemy czemu.

pikfe