Archiwum dla Wrzesień 2012

I jeszcze trochę narzekania.

Wrzesień 26, 2012

Dzień dobry.

Dodam do poprzedniego wpisu, że do tego stopnia nie potrafię się teraz skoncentrować, że nawet jednej spójnej notki na temat własnych dolegliwości nie mogę, przepraszam, wymodzić.

Bo dochodzi ta dekoncentracja, rzyganie od czasu do czasu, niemożność spania na brzuchu (a tak zwykle śpię – no, ale to zrozumiałe, że w ciąży tak się człowiek nie wyśpi) oraz na rzekomo lepszym dla dziecka lewym boku (a tak śpię zaraz po brzuchu) – bo mam wtedy sensacje żołądkowe nie do wytrzymania. Robi mi się słabo, kiedy nie dojem (a sobie nie żałuję bynajmniej) oraz kiedy nie-wiem-dlaczego – w wersji hard ląduję na podłodze (ale nie gwałtownie, tylko tak lekko – o ile w ciąży coś może być lekko – osuwam się po ścianie) i siłą Mocy przyzywam szklankę Pepsi (moja Moc ma na imię Big B). Łazienkę odwiedzam co kwadrans, a w nocy mam koszmary dotyczące dziecka, siebie oraz życia – zwykle mam piękne sny, z których aż żal się budzić. Tyle, że nie w ciąży (o, błogosławiony stanie!) nie zasypiam byle gdzie w czasie dnia (teraz akurat nie zasypiam, bo jakoś Yody nie mogę zwykle przekonać…) i śpię jak normalny człowiek w nocy (ale chociaż Yoda śpi jak normalny człowiek w nocy, to już pikfe nie), a nie na odwrót!

Ciąża to nie choroba.

Całkowicie się z tym zgadzam.

Ciąża to najpiękniejszy czas w życiu każdej kobiety, my w końcu uwielbiamy rzygać, nie dosypiać, wyć bez powodu, mieć odruch wymiony na widok czegokolwiek; kochamy nie móc spać i uwielbiamy latać w nocy do łazienki, zgagę to często same sobie dla przyjemności fundujemy, a zaburzenia hormonalne to nasza druga natura. Wręcz ubóstwiamy skurcze i bóle głowy oraz kręgosłupa, a widok naszych opuchniętych stóp zawsze dodaje nam otuchy. Te wszystkie nie-dolegliwości-niechorobowe sprawiają nam prawdziwą frajdę. Trudno być szczęśliwszą! Przez te dziewięć miesięcy.

Ale przynajmniej na koniec czeka ozdrowienie… jak zwał, tak zwał 😉

pikfe

Ponarzekać.

Wrzesień 24, 2012

Dzień dobry.

Żyję, mam się dobrze, mija dwudziesty dziewiąty tydzień ciąży.

Ciąży. Oj, ciąży.

Uwielbiam być mamą, natomiast nie cierpię być w ciąży. Jest to stan, który doprowadza mnie na skraj załamania nerwowego.

Wdrapanie się na byle (naprawdę – byle) wydmę to dla mnie wyczyn – chyba rozumiecie, że osobę, która potrafi wstać o czwartej rano, żeby chodzić po górach takie rzeczy irytują?

Spać muszę na siedząco, bo zgagę mam aż do odruchu – a im więcej piję, tym gorsza zgaga, ale im mniej piję, tym straszniejsze samopoczucie.

O ile śpię oczywiście – bo chociaż Yoda właściwie przesypia całe noce, to ja budzę się na każde karmienie (jak sądzę) kolejnego dziecka.

Z Yodą pozostają mi zabawy raczej stacjonarne, co też irytujące, bo ona akurat ma inne potrzeby, a ja chętnie bym z nią zaszalała.

Chodzę spać razem z Yodą, o wpół do dziesiątej i czasem mam wrażenie, że jestem bardziej nieprzytomna niż ona.

Nie cierpię – no trudno, powiem to – czuć ruchów dziecka. Niestety, po prostu mnie to nie cieszy okładanie od środka i tyle.

A związek emocjonalny z Ziarenkiem ( a bardziej prawdopodobnie z Ziarenką) jest tak nikły, jak był w tym czasie związek z Yodą.

Ponarzekałam.

A Yoda jest cudowna. I życie ogólnie również.

pikfe

P.S. Chociaż tego nie widać – wszystkie blogi śledzę z uwagą.

Wszyscy wiedzą?!

Wrzesień 18, 2012

Dzień dobry.

Nie cierpię pism z banku!

Bez komentarza! 🙂

pikfe