Archiwum dla Kwiecień 2011

Wietrzenie regałów (1).

Kwiecień 29, 2011

Dzień dobry.

Jeśli ktoś z Czytelników sądzi, że nie piszę, ponieważ Tygrysek jest już na świecie, to jednak się myli. Tygrysek nadal jest w brzuchu, ciąża donoszona, leki odstawione  – i nic. Czekamy, pewnie się doczekamy.

Mamy już bibliotekę – ostatnio właśnie przyjechała ekipa i zabudowała nam pół korytarza. Sądziłam, że zanim ją zapełnimy upłyną lata świetle, ale myliłam się. Ledwo się mieścimy, więc należy się podzielić i sprawić, żeby inni również mieli problemy z panoszącymi się książkami.

W środę (o ile nic nie… wypadnie) losowanie. Standardowo, wpisujcie się w komentarzach, można nawet na dwa zestawy.

Zestaw pierwszy:

Noblista Hemingway opisuje swoje afrykańskie polowania, a Peter Beard, zafascynowany osobą Karen Blixen, Afrykę fotografuje.

Zestaw drugi:

Ani Lema, ani Bagińskiego przedstawiać nie trzeba.

Szczęścia życzę, o ile ktoś będzie miał ochotę 🙂

pikfe

Reklamy

Znienawidzone słowa.

Kwiecień 18, 2011

Dzień dobry.

Nieco nerwowa jestem ostatnio, stąd ten wpis.

Język jest delikatną materią, bardzo subiektywną w odbiorze. Różne słowa mają dla różnych ludzi różne zabarwienie.

Są słowa, które koją i takie, których lubimy używać.

Lubię słowo chusta i słowo las.

Ale są też słowa, których się nie cierpi.

I tu narażę się pewnie blogerkom i blogerom piszącym o książkach: u mnie na czele rankingu słów znienawidzonych jest… stosikowo.

Co to w ogóle znaczy? Nie dość, że zdrobnienie, to jeszcze słowotwór bardzo dziwny. Stosik książek? Dla mnie – brzmi fatalnie.

Dodatkowo: stos książek kojarzy mi się raczej z ponurymi kartami europejskiej historii książek niż z wizytą w księgarni.

Stosikowo czyli JAK?

Kiedyś do szału doprowadzało mnie słowo piosenka. Teraz już nie.

Nie lubię też stosować zapisu fonetycznego angielskich wyrażeń, tych wszystkich fejsów, branczów i lajtów.

Tu językowo tkwi duży bałagan, bo jakoś ludzie używający Fejsa jeżdżą raczej na weekend niż na łikend i mają IPhone’a, a nie Ajfołna 😉

No i nie lubię zdrobnień. Teraz szczególnie, ale ogólnie nie są mi bliskie.

Na obiadek kotlecik z cebulką? A może chcesz pomidorka?

Bardzo popularne – zdrabnianie w kuchni. Porcje jednak niekoniecznie drobne, a widok dorosłych ludzi jedzących zupkę pomidorową albo świeży chlebek z masełkiem… Cóż, jak zawsze – co kto lubi.

**

*

Jakich słów nie lubicie?

pikfe

P.S. Ja nie lubię jeszcze internetowego skrótu WTF.

Kokon.

Kwiecień 13, 2011

Dzień dobry.

Nadszedł dziwny okres mojego życia, ten czas graniczny – tuż przed porodem. W niedzielę mam odstawić leki i zobaczymy czy Tygrysek zechce od razu przyjść na świat czy też będzie wolała jeszcze poczekać. Ja bym na jej cierpliwość nie liczyła, ale przecież – choć tylko trzykilowa istota  – to już jednak własne zdanie ma. I ten pierwszy raz uczę się jej zdanie szanować.

Trudno jest mi się skoncentrować na czymkolwiek, teraz mam trudność już nawet z czytaniem gazet i newsów w Necie. Najlepiej leży mi się i wygląda przez okno – widzę głównie niebo. Myśli krążą trochę bez ładu i składu, czas mija w niezbyt produktywny sposób, ale mnie to w tej chwili uszczęśliwia.

Fizycznie nie czuję się ciążą umęczona – mogę spać, brzuch wcale nie jest duży, zgaga dokucza, ale w sposób do przeżycia. Jasne, trochę się toczę i sikam częściej niż najbardziej liberalne ustawy przewidują, niemniej jednak nie mam z tym jakiegoś wielkiego problemu.
Bardziej dokuczliwe jest powolne poruszanie i ogólna ociężałość, niezbyt zgodne z tym jak działam normalnie – choć Big B uważa, że jestem POWOLNA! Jeśli tak, to teraz musiałam już zastygnąć całkowicie w jego oczach.

Jestem nerwowa.
Zdrobnienia w stylu „maluszka”, „dzidziusia”, „dzidzi”, „brzuszka” sprawiają, że zalewa mnie krew. Naprawdę. Nie potrafię opanować tężejącego głosu. Wpadam w szał. Urodzę dziecko, a nie „dzidzię”. Brrr.

Boję się porodu. Nie bólu, bo o tym w ogóle nie myślę, tylko samego wydarzenia.
Jak to jest?
Czy wszystko będzie w porządku?
Kiedy się zacznie?

Poród przekracza granice mojej wyobraźni.
Na nic mi opowieści i dobre rady, bo ona dotyczą tego, co działo się z ciałem, a nie tego, co działo się z głową.
To, co dzieje się z ciałem jest prostsze do wyobrażenia; to, co w głowie – całkowicie nierealne. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak będę się czuła.
Chyba nawet nie chcę słuchać innych porodowych historii, na nic mi one, tylko mętlik w głowie większy.

Czuję się trochę jak w kokonie.

pikfe

2 grudnia 1991 rok poniedziałek

Kwiecień 6, 2011

Dzień dobry.

Dziś odnaleziony dzięki AardvarKowi pamiętnik, czyli kategoria Stary kufer.

Jak zawsze, ortografia i interpunkcja oryginalne.

2 grudnia 1991 rok poniedziałek

Dziś nie poszłyśmy do szkoły. Ponieważ Olinus Prime była chora, a ja miałam kaszel i katar. Zostałyśmy same przez pare godzin. Przyjechała mama i powiedziała że się bardzo ładnie zachowywałyśmy, ale mama nie widziała biegającej po całym do mojej młodszej siostry. Nie powiedziałam nic mamie. Umyłyśmy się, zjadłyśmy kolacje i poszłyśmy spać.

3 grudnia 1991 rok wtorek

Dziś też nie idziemy do szkoły, ale ja już nie byłam taka grzeczna, wole nie mówić o mojej siostrze. Zjadłyśmy śniadanie, umyłyśmy się, poszłyśmy do łóżka. Dziś znowu zostałyśmy na kilka godzin. Dwa razy poprawiałyśmy kordłe. Olinus Prime grała w grę jaja, a ja pisałam albo prawa konstytucji albo też ten pamiętnik.Trochę czytałam i piłam pepsi. W telewizji nic nie było.  Słuchała czterech pór roku. Mama przywiozła nam wafelki, pumpki i kalendarze świąteczne w jedynce było podkowa, w dwójce była muszelka. Trójka to słoń. Nie możemy się doczekać i zobaczyć co będzie w czwurce. Okazało się, że mama przywiozła jeszcze wafelki. Było bardzo fajnie. Posprzątałyśmy pokój. Umyłyśmy się i poszłyśmy spać. Hu psssi Hu psssi Hu psssiiii.

mała pikfe

Najbardziej rozwaliło mnie, że pisałam prawa konstutucji.

I kordła.

I co to są pumpki?! Toutes proportions gardées – coś jak sepulki?

A jaka nauka wypływa z tego pamiętnika? Wszyscy kłamią 😉

pikfe

Zgaga…

Kwiecień 1, 2011

… mnie zabije.

Sapię. Ciiiężkoooo.

Sunę. Pooowoliiiiii.

Znoszę (?) kopy w żołądek.

Znoszę (?) kopy w pęcherz.

I jestem już w 34. tygodniu 🙂

Uff, najpiękniejszy okres w życiu kobiety 😉

pikfe