Archiwum dla Luty 2013

Mali pomocnicy.

Luty 27, 2013

Dzień dobry.

Czy jest coś wspanialszego niż uśmiech niemowlęcia o poranku?

***

Yoda jest już na tyle duża, że często pomaga mi przy różnych pracach domowych: razem wyjmujemy ze zmywarki, razem wieszamy pranie; bywa, że Yoda nakryje dla nas do stołu (dość to czasochłonne zadanie) albo odkurzy po zabawie w piekarzyka (czyli zabawie mąką).

img_5572

Biedny Stasiuk jest pozbawiony jeszcze takich wspaniałych możliwości, ale dziś postanowił rozwiązać dylematy matki związane ze wstawaniem. O 4.00 zadzwonił budzik, a już o 4. 10 miałam miłą towarzyszkę, która obudziła się w doskonałym humorze i oznajmiła to najradośniejszym ze swoich uśmiechów. Potem Stasiuk zrobiła, co miała zrobić i dała zmienić sobie pieluchę; zjadła, ile miała zjeść i dała utulić się do snu, a następnie położyć w łóżku.

Jak ja ją kochałam, odkładając to tego łóżka i myśląc, jak to cudownie będzie wstać, popisać i poczytać.

Widzicie, jakie pomocne mam dzieci? 🙂

pikfe

Reklamy

Śmiałam się, i to samo mam.

Luty 26, 2013

Dzień dobry.

Nie tak dawno temu moja mama opowiadała mi, że uwielbiała patrzeć, jak spałyśmy razem z Olinusem. Że stawała w drzwiach do naszego pokoju i godzinami się przyglądała i że uwielbiała to.

Ja na to, że raczej mnie to dotyczyć nie będzie, bo jak tylko zasną, od razu rzucam się do ciekawszych aktywności, a widok dziecka śpiącego w łóżeczku specjalnie mnie nie wzrusza. To tak jak z dziecięcymi częściami ciała – każdy lubi coś innego. Nigdy nie rozumiałam zachwytu nad malutkimi stópkami, będąc zawsze pochłonięta przez przepiękne, cieniutkie i kruche szyjki.

Zresztą, kiedy zobaczę obydwa Potwory śpiące w swoim pokoju, w swoich łóżeczkach, zanim ja będę się słaniać, to raczej nie zachwyt, a zdumienie wmuruje mnie obok futryny.

No, ale dopadło i mnie.

Nie mogę wstać.

Brakuje mi chwili ciszy i spokoju jak powietrza (pierwszy dzień jest do wytrzymania, drugi da się przeżyć, ale co to za życie, trzeci to już mogiła). I nie chodzi mi nawet o towarzystwo (a raczej jego brak), tylko o ciszę właśnie; ciszę, która pozwala się skoncentrować i odpocząć. Wieczorem nie mam szans, Stasiuk zasypia o dwudziestej pierwszej, równo ze mną, bo to, czego nie cierpię najbardziej to bycie niewyspaną.

Jedyna szansa to wczesne rano, od czwartej, bo od piątej ryzyko jest już wielkie, Stasiuk często się budzi o tej porze.

Nie mam problemu ze wstaniem z powodu niewyspania (to byłoby raczej dziwne). Mam problem ze wstaniem z powodu bycia obok śpiącego Stasiuka. Nawet nie to, że śpimy przytulone (bo nie śpimy). Nawet nie to, że się w nią wpatruję (bo się nie wpatruję, ze strachu choćby, że poczuje moje spojrzenie i się zbudzi, hi, hi).

Po prostu leżę obok niej w ciszy.

I w tej ciszy, w tym spokoju, w myśleniu o tym, co mogę tu napisać, co mogę napisać w ogóle, co mogę napisać w listach, w tym właśnie kocham ją jeszcze mocniej.

To miłość chyba trzyma mnie w tym łóżku, tak jak moją mamę zatrzymywała przy futrynie.

pikfe

Walka wewnętrzna.

Luty 20, 2013

Dzień dobry.

Walka wewnętrzna to określenie cokolwiek przesadzone, a jednak w jakimś sensie adekwatne.

Jest za dwadzieścia szósta rano, wstałam o piątej, nie śpię od czwartej (ale dramatu nie ma, bo śpię od dziewiątej, jako zwolenniczka spania wtedy, kiedy śpią dzieci). W domu cicho, starsza śpi z tatą, młodsza jeszcze nie budzi się, kiedy zostaje sama w łóżku, a przynajmniej nie zawsze. Koty nakarmione, kawa wypita.

A ja przed monitorem.

Niesamowite.

Bo czyste naczynia są w zmywarce, a nie na półkach.

Bo mokre pranie leży w pralce, a suche prasowanie wisi na suszarce.

Bo obiad na dzisiaj istnieje tylko jako pozycja na tygodniowym menu.

Nie jest to dla mnie łatwe, tak po prostu nie wyjąć ze zmywarki, kiedy mam czas. Nawet taki czas.

WOLNY.

Dla BigB to bułka z masłem. Jego wolne wypada raczej wieczorami, ok, wtedy zwykle mamy wszystko zrobione po całym dniu, niemniej jednak on nie traci czasu na głupoty, kiedy Yoda i Stasiuk śpią.

Czy mam się frustrować, że ja robię od piątej rano? No nie, z tego wyleczyłam się już przy Yodzie i po prostu robiłam od tej piątej, bez bagażu frustracji. Teraz jest trudniej, bo kiedy są dwie czasu jednak mniej, a frustrować się czasem trochę łatwiej (wstajesz o czwartej, żeby pobyć chwilę samej, a dziecko postanawia zapewnić towarzystwo już dziesięć minut później).

Zatem: nie robię, piszę. Uczę się o BigB, on jakoś nie ma nigdy wyrzutów sumienia. I wiem, że to on ma rację, bo lepiej zadbać o swoje dobre nastawienie niż o naczynia w zmywarce albo o wyprasowane body. Ostatecznie założę niewyprasowane, ale przynajmniej warczeć przy tym nie będę.

Wyjmę pranie z Yodą, wyprasuję ze Stasiukiem, a ze zmywarki naprawdę szybko da radę powyciągać, zresztą Yoda bardzo lubi to robić. Z obiadem ostatnio dałyśmy sobie radę w trójkę, Yoda asystuje siedząc na blacie, a Stasiuk w foteliku samochodowym obok Yody czeka, aż wreszcie będzie coś nowego do powąchania.

A ja mam teraz chwilę dla siebie.

I czasem myślę sobie tylko, że są pary w których ona robi od piątej rano i wścieka się, że on śpi, więc jak on się budzi, to ona na niego wrzeszczy, a on zaczyna wtedy wrzeszczeć na nią, że od piątej nie będzie, a jej nikt nie każe; a ona, że kto niby to zrobi, jak nie ona itd., itp.

Acha, i na sam koniec: gdyby BigB miał bloga, to nawet nie pisałby takich postów.

pikfe

 

Dosadnie.

Luty 19, 2013

Dzień dobry.

Sądząc po tym, gdzie znajduję kupy w pieluchach Stasiuka, moja młodsza córka ma pupę gdzieś w okolicach krzyżowych kręgosłupa!

pikfe

Poród. A właśnie, że było jak w filmie!

Luty 17, 2013

Dzień dobry.

Ciągle chodzi mi po głowie wspomnienie porodu Stasiuka, a przez to wracam też do momentu, w którym na świat przyszła Yoda. Skłamałabym mówiąc, że były to chwile miłe.

Ból był potworny, na szczęście szokująco krótki. I to nie jest ból, który pamiętam mniej albo taki, który rozmył się gdzieś, kiedy położyli Yodę na moim ciele. Uczucie nieziemskie, ale ulga, że to już koniec – także. Przy czym naprawdę się nie nacierpiałam – na porodówce byłam… niecałą godzinę. Później szok – nie wszystko pamiętam, część jak za mgłą.

Pisałam tak po narodzinach pierwszej córki. Tamten poród był taki prawie zaplanowany – panicznie bałam się, że zacznę rodzić w nocy i chyba podświadomie ten lęk doprowadził do tego, że rodziłam w czasie pracy całego szpitalnego personelu. Rano mój lekarz prowadzący powiedział, że to dziś, co bardzo mnie zdziwiło, ponieważ nie czułam absolutnie nic, co zapowiadałoby poród. Tymczasem już za pięć czwarta Yoda była na świecie.

Acha, bolało jak – wybaczcie proszę – skurwysyn.

Tym razem nie bałam się, że urodzę w nocy i oczywiście w nocy urodziłam.

Wiecie, jak to wyglądało? Jak ktoś kiedyś powie oglądając film, w którym ludzie jadą na złamanie karku na porodówkę, a rodząca kopie i bluźni w samochodzie, że tak to tylko w kinie i śmiać się będzie widząc rodzącą wpadającą na izbę, wrzeszczącą prawie, że ona do porodu i dopadającą do windy, która magicznie otwiera przed nią swoje podwoje i rusza natychmiast na górę, gdzie rodząca wypada z windy i w szalonym ataku kolejnego skurczu wpada na ławkę w poczekalni, śmiertelnie wystraszając jakiegoś przyszłego tatę, który ucieka z przerażeniem; gdzie wpada do sali i wrzeszczy, że to już, a położne wyrzucają prawie za drzwi inną mamę, której dziecko spokojniej czeka; gdzie nie ma czasu absolutnie na nic, a potem rodząca wrzeszczy jak opętana na łóżku porodowym… więc jeśli oglądalibyście taki film i ktoś by wam powiedział, że to tylko w głupawych filmach tak to wygląda, to powiedzcie mu, że nie. Że tak właśnie może być w prawdziwym życiu.

I jak przeczytacie kiedyś, że pierwsza faza porodu to trwa tyle, a druga tyle, a trzecia tyle, to ja zapewniam, że wszystkie fazy da się upchnąć w jednej godzinie, więc lepiej nie oddalajcie się od szpitala…

No i oczywiście – bolało jak skurwysyn. Ale o bólu jeszcze napiszę.

pikfe

 

Yodomowa.

Luty 15, 2013

Dzień dobry.

Przeczytaj i dopasuj.

Tata! Aaaaa ba koń!

Tata Ti nie! Tata Ti ba! Tata ja łah! Ti mama!

Tata bah! Tata łah!

Mama, koń. Mama, aaaaa. Mama, dlu!

Pa-ni bada ja. Pa-ni bada Ti.

Tata, ja bau nie!

Kapa ma!

Tato, zejdź z kanapy! Tato, wstań i weź mnie na ręce!

Tata! Wsadź lalkę na konia!

Czapki nie ma!

Tato, nie chcę jechać samochodem!

Tato, nie noś Stasiuka! Odłóż Stasiuka! Weź mnie na ręce, mama weźmie Stasiuka!

Pani doktor zbadała mnie. Pani doktor zbadała Stasiuka.

Mamo, jeździłam na koniu i były tam dzieci i zjeżdżalnia!

***

Żyje się dobrze!

pikfe