Archiwum dla Lipiec 2009

Zakopane. Część pierwsza.

Lipiec 31, 2009

Dzień dobry.

Miło jest pisać o wakacjach w Zakopanem, nie zaprzeczam. Wolałabym jeszcze tam być i chodzić, ale przecież dwa tygodnie to i tak duuużo.Widać to po ilości zdjęć, które zrobiliśmy, nieco ponad tysiąc (choć to podobno nie jest dużo) i dlatego właśnie wpis z Zakopanego będzie się ciągnął jak ciągutek przez dni parę. Pratchett co prawda zalicza oglądanie cudzych zdjęć z wakacji do tortur piekielnych, ale tu każdy może w każdej chwili uciec nie urażając opowiadającego.

Dzień przyjazdu.

W sobotę rano, jedenastego lipca, podskakiwałam z podniecenia jak piłka. Nie wiem, czy już o tym nie pisałam, ale uwielbiam jeździć z Big B samochodem i jednym z naszych przyjemniejszych wspomnień jest podróż do Dunkierki, 1300 kilometrów jednego dnia. Dzień na podróż wypadł dobry, nie gotowaliśmy się w aucie, ale też nie padało. Przy samym Zakopnem zaskoczenie – nie można jechać przez Chochołów, remont mostu, więc zawracamy do Nowego Targu, zwykle usilnie omijanego i ostatni odcinek pokonujemy w ogonku.

Ale zaraz potem spacer w Dolinie Małej Łąki.

Tatry_lipiec_2009_IXUS 013

Iść po południu na spacer do doliny, bajkowo po prostu. W moich nowych butach i w doskonałym humorze miałam wrażenie, że unoszę się nad ziemią.

Dzień drugi.

Dziś tak zwane rozchodzenie. Zwykle wystarczała nam Ścieżka  nad Reglami, ale Big B postanowił wprowadzić pewne modyfikacje i w ten sposób wylądowaliśmy raniutko, chwilę przed szóstą, na Toporowej Cyrhli.

Tatry_lipiec_2009_IXUS 016

I stamtąd szybkim krokiem na Kopieniec, na którym Big B jeszcze nie był, a ja już byłam, razem z Owcą, AardvarKiem i Stalkerem. Widziałam wtedy nieprawdopodobnie przystojnych górali w rozchełstanych koszulach, jadących na pięknych, czarnych koniach i słyszałam spiewające góralki i ich głos pasuje do Tatr. Tym razem było cicho i spokojnie, pół człowieka.

Tatry_lipiec_2009_IXUS 017

I choć może tego nie widać, było chłodno. Idealny ranek na przekąskę na Kopieńcu i na podziwianie widoków.

Obraz 017

Schodząc na stronę góralskich chałup na polanie, dopiero zaczynamy nasze rozchodzenie i chociaż teoretycznie wiem, co mnie czeka, to w praktyce jedynie mgliście to sobie wyobrażam. Przez Psią Trawkę idziemy do Poalny Waksmundzkiej, a ludzi dość mało – jak na Tatry, jak na lipiec. No… na szlaku z Cyrhli chyba zawsze jest mało ludzi. Zastanawialiśmy się z Big B czemu, przecież tam jest pięknie.

Tatry_lipiec_2009_IXUS 037

Tatry_lipiec_2009_IXUS 036

Ścieżka ma dwie wady – pierwszą jest jej czasochłonność, a drugą fakt, że w zasadzie nigdzie nie prowadzi – na szczyt żaden, nad staw żaden, nawet nie do jakiejś znanej doliny. I jest pusta. Ale, ale – ludzi nie było zbyt wielu nawet na dojazdowej drodze do murowańca, a to nastraja pozytywnie. Szliśmy sobie spokojnie aż do Polany Waksmundzkiej, gdzie nie poszliśmy skrótem, a ja uratowałam dwa topiące się robaczki. Jak by Lisica powiedziała, pikfe w umiłowaniu do szczegółu, co także na zdjęciach dobrze widać:)

Tatry_lipiec_2009_IXUS 056

I Polana Waksmundzka, właśnie przez nią prowadzi dziki skrót do szlaku do Murowańca, który wije się wśród drzew.

Tatry_lipiec_2009_IXUS 040

Stamtąd, nie siedząc zbyt długo (owady latające!) udaliśmy się do Murowańca, ale nie przez przełęcz Krab, jak poprzednim razem, ale szlakiem zielonym. Mimo tego – zachwycające Dolina Pańszczycy.

Obraz 022

Obraz 029

W Murowańcu lepiej nie mówić, co się działo. Weszłam po stempelek i uciekłam, Big B nawet nie ryzykował wejścia. Dziki tłum stojący w duchocie i gorącu po miskę strawy, masakra. A potem już nudy – drogą dojazdową do Psiej Trawki i na Cyrhle. Nie powiem, byłam nieco zmęczona. Jak na rozchodzenie, to wycieczka trochę za długa, ale cały dzień piękny, na szlaku spokój, więc wróciliśmy w szczęściu.

pikfe

O Zakopanem pisałam na starym blogu, można porównać parę zdjęć. Ja to uwielbiam.

P.S. 1 Kota na Cyrhli nie było, a ja miałam ze sobą saszetkę – przez całą wycieczkę…