Archiwum dla Marzec 2010

Big B i pikfe w Domku.

Marzec 24, 2010

Dzień dobry.

Big B i pikfe przeprowadzili się dzisiaj, pomimo niekompletnej kuchni i ogólnego chaosu 🙂

To jest ten bardziej porządny pokój, na sypialnię lepiej nie patrzeć… Pokój gościnny jest zdecydownie bardziej wyjściowy, nawet z tymi hałdami rzeczy. Po drugiej stronie wygląda tak:

No i wreszcie jest miejce na wymarzone biurko od Dziadków 🙂

Ogólnie rzecz ujmując wszystko jest jeszcze na wariackich papierach, ale i tak jest świetnie :))))))))

Idzie pikfe cieszyć się z przeprowadzki.

pikfe

Reklamy

Prace nadal trwają.

Marzec 21, 2010

Dzień dobry.

Prace nad kuchnią nadal trwają. W rzeczywistości jest to trochę bardziej skomplikowane niż w mojej głowie.

Znalazłam dziś taką instrukcję w Internecie 🙂

Choć przyznaję – nie brakowało nawet jednej śrubki, a instrukcje są, wbrew temu co wyżej, w miarę czytelne i generalnie większych problemów nie mamy. Tyle, że bez AardvarKa, jego doświadczenia i narzędzi byłoby nam dość trudno tę kuchnię poskładać do kupy tak, żeby się nie rozpadła.

Hit sezonu zaprezentowały Metriki (od nazwy rączek do szafek kuchennych) czyli Owca i Baran, ale o tym dopiero po złożeniu kuchni.

pikfe

Tak sobie.

Marzec 19, 2010

Dzień dobry.

Nie zawsze w życiu wszystko układa się tak, jak powinno – tak, jak byśmy tego chcieli. I zboczenie z tej naszej drogi, upatrzonej i wymarzonej, choćby tylko małe zbłądzenie, każe zacząć znów czuwać.

Obawiać się częściej.

Pomyśleć czasem o kruchości.

Docenić jeszcze bardziej to, co jest.

Big B miał tej zimy wypadek, niegroźny. Nie jechałam wtedy z nim, spałam. Zadzwonił i powiedział, co się stało. To było dla mnie jak złoty strzał, chociaż przecież rozmawiałam z nim przez telefon, zapewniał, że wszystko jest w porządku.

Całe moje życie to szczęście. Nic potwornego mnie nie dotknęło i pamiętam o tym codziennie. Każde wyjrzenie poza ten klosz szczęścia ma w sobie coś przerażającego, więc nie wyglądam, najdłużej jak się da.

I mam nadzieję, że tym razem też się uda i wszytsko będzie dobrze. Wszystko będzie jak dawniej.

pikfe

Papierologia wyższa.

Marzec 11, 2010

Dzień dobry.

Wczoraj dokonało się. Zakupiliśmy kuchnię. Wydawało się, że nic prostszego, pomknąć do IKEI i rach-ciach.

Ooooo nie. Nie ma łatwo.

Projekt mieliśmy gotowy, wycyzelowany przeze mnie. Wydrukowaną listę zakupów. Niby łatwe. Niby. Na niby.

Uderzamy na stoisko kuchenne. Pech, akurat wszyscy sprzedawcy są zajęci robieniem ludziom projektów. No to czekamy. Dochodzimy do wniosku, że weźmiemy tańszy kran.

Wreszcie jest wolny pan. Wyglądał, jakby był uwolniony, więc nasze najście pewnie go nie ucieszyło. Niemniej był bardzo miły i pomocny, zwrócił uwagę na parę dodatkowych rzeczy.

Może wymienimy szafkę na droższą, ale bardziej praktyczną? Po konsultacjach – wymieniamy.

A, kuchenka mikrofalowa jest za połowę ceny, więc może kupimy lepszy okap? Nasz jest najtańszy, więc odejmując połowę kuchenki, cenę taniego okapu i drogi kran, wychodzi, że za lepszy okap nic nie dopłacimy. Wiadomo – tak jakby wychodzi, ale i tak weźmiemy lepszy okap.

A listy przy blacie? No tak, weźmiemy.

A może garnki weźmiemy? Są taniej o 50%. Big B morduje mnie wzrokiem, bo niedawno uparłam się, żeby kupić dwa, takie jak teraz cztery dostalibyśmy za stówę. No dobra, i tak musimy dokupić patelnię i rondel, podliczamy, że osobno patelnia i rondel kosztują drożej niż stówa. No to bierzemy te garnki.

Big B pyta: Teraz już chyba wystarczy ci garnków, kochanie?

Panu trzeba przyznać, jest biegły w tym co robi, jest sympatyczny.

To teraz drukujemy talony. Taaaak, talony. W swojej naiwności myślałam, że lista naszych zakupów pomknie jakąś wewnętrzną siecią do kasy, ale NIE.

Zmywarki nie ma, trzeba przyjść po nią jutro i wziąć talon. Liczymy, że Mami nas zbawi przed kolejną podróżą do Miasta. Dzwonimy. Zbawi nas.

Mamy zatem te talony, idziemy więc po sofę. Małą, dla naszych gości do spania.

OOOoooo, tu pani musi dodrukować do listy z kuchni, bo zapłaciliśmy za pomoc w zakupach (czyli pracownicy IKEI znajdą nam wszystko w magazynie samoobsługowym).

AAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!! Chcemy jeszcze kupić regały na stoisku przechowywanie, czy to znaczy, że będą nam drukowali tę listę po raz trzeci?

Wyłączam się, obsługuje nas pani, więc Big B załatwia. Nie wiem, jak to w końcu załatwił, bo idę na stanowisko przechowywania, ale nikogo tam nie ma, a przecież muszę mieć talon na regały.

Wracam.

Big B załatwia.

Idę.

Jest pracownik, więc czekam. Czekam, czekam, bo akurat komuś projektują szafę.

Big B dzwoni, że regałów nie kupimy, bo nie ma ich na stanie.

No dobra, idziemy do kasy.

W magazynie samoobsługowym regały są. Big B leci po talon.

Przy kasie się odłączam. Lecę załatwiać transport. Oczywiście, najpierw trzeba mieć talony, a Big B ugrzązł przy kasie, bo pani kasjerka się pomyliła.

Czekam. Długo to trwa, w końcu się udaje.

Mamy talony, paragony, kartę.

Po długich pertraktacjach Big B załatwia transport, ale musimy zawieźć Mami zlecenie transpotu, bo bez niego nie dołączą do transportu zmywarki.

My bez zlecenia nie odbierzemy kuchni, więc Owca musi wysłać zlecenie przesyłką konduktorską zaraz jak tylko Mami załatwi ze zmywarką (na którą oczywiście musiała wziąć talon).

Mówię Wam, było świetnie.

pikfe

P.S. Na talony dali nam papierową teczkę…

Dotkliwy brak Internetu.

Marzec 9, 2010

Dzień dobry.

Niestety nasz l….x znowu odmówił posłuszeństwa, padł trzeci z kolei, więc z Internetem mamy spory problem. Teraz korzystam z uprzejmości Mami. Nie będę tu pisała elaboratów, ponieważ zaraz zbieramy się z powrotem na Wieś (i nie, nie przyjechaliśmy do Miasta tylko po to, żebym mogła skorzystac z sieci 😉 – próbowaliśmy kupic kuchnię, co nam się nie powiodło. Może jutro się uda.)

Przepraszam za wszystkie maile, na które nie odpisuję; za komentarze, których nie moderuję; za szybkie pisanie z doskoku.

Ale jest też radosna nowina – schody skończone :))))) Na cieniu ja 🙂

Mam tylko taką refleksję dotyczącą chyba wszelkiego rodzaju remontów – zawsze ktoś zrobi coś później; czegoś się zapomni; coś innego można było zrobic lepiej; nie pójdzie tak jak powinno. Ale to oczywiście nie znaczy, że się nie cieszę :))))) I absolutnie na nic się nie skarżę.

 pikfe

Szok po zalogowaniu.

Marzec 8, 2010

Dzień dobry.

Piszę w tej krótkiej chwili, kiedy MAM Internet. Nasz l….x ciągle odmawia posłuszeństwa, przyjeżdża miły pan i wymienia go na nowy, ale nie wiedzieć, czy będzie się miało Net po powrocie do pokoju jest dość… stresujące.

Dziś zalogowałam się na moje konto, a tam w statystykach WIELKI słupek – 223 osoby! Normalnie oscyluje w granicach kilkudziesięciu i to raczej trzydziestu niż siedemdziesięciu. Klikam w te statystki, żeby się dowiedzieć, co tak szaleńczo spowodowało namiętną czytelność mojego bloga. Fantastyczne opisy wycieczek w góry? Niesamowicie zabawna wesołkowatość czy może moje bestsellery z dzieciństwa? 😉

Otóż – nie.

Winną jest… jeżogłówka pokrewna, która zachwyciła nas kiedyś nad Rohackimi Stawami.

jeżogłówka pokrewna tatry     17

jeżogłówka pokrewna pośredni rohacki sta    11

pośredni rohacki staw jeżogłówka      11

jeżogłówka pokrewna tatry słowackie            8

jeżogłówka pokrewna słowacja          8

rohackie stawy jeżogłowka     8

pośredni rohacki staw jeżogłówka pokrewn   7

jeżogłówka pokrewna w tatrach         5

„jeżogłówka pokrewna”          5

roślina jeżogłówka pokrewna 4

jeżogłówka pośrednia 4

jeżogłówka rohacze    4

jeżogłówka pokrewna rohacki staw    3

jeżogłówka pośredni rohacki staw      3

pośredni rohacki staw 3

jeżogłówka słowacja   3

jeżogłówka pokrewna 3

pośredni rohacki staw i jeżogłówka pokre      2

pośredni rohacki staw jeżogłowka      2

jeżogłówka pokrewna +pośredni rohacki st    2

jeżogłówka pokrewna występowanie w tatra  2

jeżogłowka pokrewna – wystepowanie w tat  2

jeżogłówka pokrewna staw rohacki    2

jeżogłówka      2

rohacki staw+jeżogłówka pokrewna   2

Ja nie wiem, czy jakiejś szkole zadali referat o jeżogłówce czy może gigantyczna i zmutowana jeżogłówka kogoś pożarła (ale to mało prawdopodobne, wejść byłoby 223.000) czy też nagle kilkaset osób postanowiło wybrać się nad Rohackie Stawy, żeby obejrzeć tę piękną roślinę… Nie wiem, ale to mnie rozśmieszyło 🙂

pikfe

Stary kufer.

Marzec 6, 2010

Dzień dobry.

Mam taki stary kufer, a w nim pełno różnych skarbów: pudełka, w których są inne skarby; pamiętniki; stare kalendarze; fajne listy od nie zawsze fajnych chłopaków; pamiątki z dzieciństwa; stary wachlarz z kości słoniowej. Mam też parę rzeczy, którymi mogłabym niektórych poszantażować – własnoręcznie dopisany fragment wiersza z rysuneczkiem, duet z Muńkiem Staszczykiem, parę mniej cenzuralnych fotografii 🙂 Gubią się takie rzeczy w kufrze, a potem odnajdują, ale nie po to, żeby szantażować, bez obaw.

Otwieram to pudło od czasu do czasu, prawie zawsze przy okazji jakiś większych porządków. Część rzeczy, które zbierałam, traci swoje znaczenie i przestają być dla mnie w jakikolwiek sposób wartościowe. Albo mnie żenują, jak moje wiersze (ale tych nie wyrzuciłam, muszą zostać jako nauczka, a poza tym w dobrym dniu mogą sprawić naprawdę dużo radości) czy listy miłosne (chyba nigdy niewysłane, skoro są w kufrze) z okresu wczesne liceum-romantyczna dusza. Maksimum egzaltacji. Minimum sensu.

Wczoraj otworzyłam kufer, ponieważ niedługo będziemy się przeprowadzać, a śmieci się ze sobą nie zabiera, więc przyszedł czas, żeby przejrzeć to i owo. I tak powstaje tu nowa kategoria, Stary kufer.

Wczoraj znalazłam dwie książki, żeby nie było wątpliwości, ja je napisałam. Jedna opowiada o jeżu Kolcu, a druga o leśnych skrzatach, Gapciu i Mędrku.

Jakiś fragment tu zapodam. Radość pierwszego rozdziału. Pisownia oryginalna.

Poznajemy jeża Kolca.

Jeż Kolec był jednym mieszkańcem lasu Świętokrzyskiego. Był malutkim jeżykiem, którego urodziła matka imieniem Bimba. Jest mały, nie ma jeszcze bardzo ostrych igieł. W każdej rodzinie musi się znaleźć jakiś mały mądrala. Takim właśnie był Kolec. Zawsze chciał znaleźć prostszy sposób niż mama pokazywała. Na przykład wziąść jabłko, które już spadło z drzewa. Mama powiedziała – wrzódcie nosem na kolce jabłko, ale Kolec znalazł prostszy sposób wlazł na kamień i na jabłko skoczył igłami w dół. Jabłko się nadziało i był pierwszy od rodzeństwa. Zbliżał się wieczór. Idziemy spać – powiedziała mama.

Rozdział trzeci.

Kolec poznaje przyjaciela.

Idzie sobie Kolec przez las, aż spotyka wiewiórkę. Kto ty jesteś – zapytał Kolec. Jestem wiewiórką i mam na imię Kosia, a ty jak masz na imię? Kolec – odpowiedział jeż. Będziemy przyjaciółmi – postanowili. I tak zostali przyjaciółmi.

Kiedyś łatwo było znaleźć przyjaciela… A najpiękniejsze jest to, że szkoła u zwierząt trwa tylko jeden tydzień, a pozostałe 47 miesięcy są wakacje, tak, że Kolec miał dużo czasu, żeby bawić się z Kosią 🙂

Książka o skrzatach jest poważniejsza, ponieważ skrzaty mają obowiązki – zajmują się ratowaniem zwierząt z opresji. W rozdziale drugim wkładają z powrotem do gniazda małego wróbelka Ćwirka, potem Gapcio ratuje sowę ze złamanym skrzydłem, a Mędrek zająca Kicka (który pojawiał się wcześniej, jako posłaniec w rozdziale drugim). Najbardziej jednak dramatyczny jest rozdział szósty.

Skrzaty ratują czmiela Hinka.

Latał Himek po dziecinnym pokoju ludzi. Czmiel, czmiel mamo czmiel – zawołały dzieci. Mama natychmiast weszła do pokoju dzieci z łopką na muchy. Wtedy zraniła czmiela Hinka w skrzydło. Weszły skrzaty i zobaczyły co się święci. Gapcio strzelił z swojego łuku strzałą usypiającą w matkę i dzieci. Ile działa ta strzała – zapytał Mędrek. Pięć minut – odparł Gapcio. Musimy zabrać czmiela Himka do spitala – powiedziały skrzaty – ma złamane skrzydełko powiedział Mędrek. Skrzaty zaniosły czmiela do szpitala. Później wszystko było dobrze.

Ciekawe, co znajdę w starym kufrze przed przeprowadzką.

pikfe