Archive for the ‘Francja’ category

Do uzupełnienia, ale coś uzupełniłam :)

Październik 6, 2011

pikfe pozdrawia 🙂

Reklamy

Do uzupełnienia.

Październik 5, 2011

Dzień dobry.

Ale jeden wpis uzupełniony 🙂

pikfe

do uzupełnienia

Październik 4, 2011

Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (18).

Październik 3, 2011

Dzień dobry.

Znowu do uzupełnienia, bo cholera, posiała gdzieś listy do Big B!

pikfe

Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (17).

Październik 2, 2011

Dzień dobry.

Mam w planach jednak coś tu uzupełnić, choć to już nie wrzesień, a październik zaczyna mieć się ku końcowi.

Pogoda jak u nas była we Francji drugiego października 2007 roku w małej mieścinie Yport: dziś jest fatalna pogoda, aż trudno to opisać. Na dworze jest szaro, buro, panuje chłód i wilgoć, jest mgła, cisza, a Yport wygląda jak umarłe w jesiennej, nadmorskiej mżawce. To dość deprymująca pogoda, robi się tak strasznie, kiedy jest mało ludzi (a raczej w ogóle ich nie ma) na ulicach.

Dalej piszę jednak, że Północ nas zachwyciła… Architektura…

Pomimo tej niezbyt udanej pogody wybyłyśmy oczywiście z domu, choć nie bez pewnych problemów… Dziś był bardzo miły dzień, choć zaczął się strasznie. Przy naszym hotelu jest bardzo wąska uliczka [raczej nasz hotel stoi przy bardzo wąskiej uliczce, ale mniejsza z tym] i tu Olinus zaparkowała, naprawdę blisko muru. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że ustawiła auto przodem do wysokiej i stromej górki, w połowie której stoi nasz hotel i ta wąska droga naprawdę prowadzi dość ostro w górę. Stwierdziła, że wyjedzie tyłem, kazała mi iść na skrzyżowanie naszej uliczki i innej [ojoj], też bardzo małej 9i rzadko uczęśzczanej0 i tamować ruch. Odpaliła auto, poszły straszne czarne dymy z rury wydechowej, wycie piekielne, po czym auto zgasło. Włos zjeżył mi się na głowie, a Olinus otworzyła drzwi i powiedziała z kwaśną miną, że nie ma siły, że ona stąd nie wyjedzie za nic na świecie. Okazało się, ze za trzy centymetry stracimy lusterko, które właśnie ta odległość oddzielała od muru… Na szczęście przyglądał się temu właściciel, zszedł i zaproponował, że wyjedzie autem, a Olinus bez najmniejszych oporów wyraziła zgodę. On wsiadł i pomknął pod tę górkę, żadne dymy nie poszły, on na tej górce jeszcze wykręcił i nie wyglądał na człowieka, który zmierzył się ze śmiercią (Olinus tak wyglądała po tych dymach) – Olinus stwierdziła, że pan uratował nam życie, bo ona by nie wyjechała. Potem wyjaśnił nam jeszcze jak dojechać do Honfleur, jest może lekko zdziwaczały i demoniczny, ale bardzo miły.

Jednak zamiast do Honfleur pojechałyśmy tego dnia do Etretat. Wrzucam więcej niż jedno zdjęcie, bo piękno tego wybrzeża jest nie do opisania.

Etretat i jego piękne klify zostały uwiecznione przez Moneta w serii obrazów, które możecie podziwiać tutaj. Miejsce faktycznie jest magiczne, a ta pogoda, cóż, tylko dodała mu uroku.

Monet jednak nie musiał oglądać – co za szczęście – dość koszmarnej zabudowy nabrzeża. Z daleka jeszcze tak nie razi…

… ale z bliska…

Po tej wycieczce pojechałyśmy jeszcze do Fecamp, nieco większego miasta, ale tam jakoś nic szczególnie nas nie zachwyciło.

Po powrocie do Yport poszłyśmy jeszcze wieczorem na naszą plażę, i jak notuje Olinus, dość późno się położyłyśmy.

I tak minął kolejny fantastyczny dzień.

pikfe

P.S. I prawdziwie szokujący fragment z listu do Big B: Cieszę się bardzo, że Cię zobaczę, ale chętnie zostałabym jeszcze we Francji.

Nawet już nie tęsknię… 😉

Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (16).

Październik 1, 2011

Dzień dobry.

Pierwszego października udało się nam dojechać na Północ Francji.

Po drodze znalazłyśmy miasto (miasteczko), które nas całkiem oczarowało: Les Grandes Dalles (tu zdjęcie lotnicze, szóste od góry, tu mapa google). Tak pisałam do Big B: miasteczko było malutkie, z plażą, ciche, wyludnione i bardzo się nam tam podobało, ale niestety nie było ani hotelu, ani nawet pokoi dla gości. Szczerze mówiąc to to miasteczko było nawet trochę straszne – przez te budynki [w stylu normandzkim] i przez wyludnienie – trochę kojarzyło mi się nawet z „Lśnieniem”. Trochę jak takie miasto z koszmaru – wielkie domy z zamkniętymi okiennicami, pusto na ulicach, szara pogoda, cisze… Naprawdę fajnie tam było, szkoda, że nie było gdzie spać.

Właśnie stamtąd jest pierwsze zdjęcie w tym wpisie. I z tego, co się orientuję, wszystkie pozostałe.

O dziwo, znalazłyśmy hotel (w Yport) 😉 Co więcej – udało się nam nawet rozpakować, ale przypłaciłam to prawie życiem. Z listu do Big B wyczytałam, że Olinus wypakowywała auto, a ja tachałam cały ten majdan po jednych schodach (z ulicy do kamienicy), a potem po drugich (na pierwsze piętro), wąskich i stromych! I kiedy niosłam wielgachny kosz wypełniony butelkami z winem, Olinus łaskawie otwierała przede mną drzwi i zarykiwała się ze śmiechu, że nogi mi tak dygają… Bardzo zabawne 😉 Naturalnie Olinus nawet nie wspomina o tym, jak się rozpakowałyśmy. Nic dziwnego!

„Znowu podróż. Wyjechałyśmy o 8 rano. Pojechałyśmy na wybrzeże, jechałyśmy przez cudowne miasteczka, ale nie było miejsc.
W końcu zatrzymałyśmy się w Yport w domu takiego miłego pana maniaka układania puzzli 🙂
Przeszłyśmy się wieczorem na plażę, z piwkiem. Zaczepiali nas jacyś młodzi bardzo kolesie.
Upiłyśmy się trochę, ale w domu pisałyśmy jeszcze listy.
Ptak przerażająco śpiewał.”

Hm… upiłyśmy się, mocno powiedziane, bo nie udało nam się wypić nawet po butelce 😉 W ogóle doszłyśmy wówczas do wniosku, że jak na naród polski, dość fenomenalne jesteśmy, ponieważ to piwo na plaży w Yport to był nasz pierwszy alkohol w czasie tego wyjazdu. I ostatni. A mimo to wyjazd wielce udany!

pikfe

P.S. W ogóle nie pamiętam przerażająco śpiewającego ptaka!

P.S. 2  Nie napisałam nawet słowa o tęsknocie 😉

Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (15).

Wrzesień 30, 2011

Dzień dobry.

Dziś wyjazd z Mane i poczatek naszej niezłej eskapady, liczącej około 1200 kilometrów!

No i najgorsze co nas czeka to jeszcze pakowanie i wypakowywanie auta – szukanie wolnego pokoju po nocy, na bagnach, to nic w porównaniu z tym koszmarem. Obliczyłyśmy, że musimy to zrobić jeszcze 7 razy (Mane, 2x Limoges, 2x Ertetat, 2x Hannower), a mamy 13 pakunów + wieszaki…

Olinus Prime nie poświęciła zbyt wiele uwagi tej podróży: „Podróż. Nic ciekawego się nie działo. Ok. 19-20 zatrzymałyśmy się w Moulins w B&B. Szybko poszłyśmy spać, bo nie było zbyt fajnie, ale lepiej niż w F1. Pikfe była bardzo dzielna!”

A jednak ta podróż, ten nocleg, to nagromadzenie, to był dla mnie przełom. Pisałam do Big B, że dziś nie denerwowałam się podróżą ani nawet tym, że jest ciemno, a my nie mamy gdzie spać. Chyba nasze przygody w Stes mnie zahartowały, czuję się prawie, jakbym miała duszę podróżnika 😉Tym razem tylko pobieżnie zaplanowałyśmy, gdzie dojedziemy (Limoges), ale w trakcie drogi zmienił się paln (wspomniane Moulins) i to nie był dla mnie koniec świata. To było spoko, bardziej praktyczne, logiczniejsze w tamtej sytuacji, choć Limoges bardzo chciałam zobaczyć.

I w ogóle list tchnie optymizmem, że tak fajnie, że faje to trzeba spod lady kupować (bo na stacjach benzynowych nie są wystawiane na widok, a to niedziela była, kioski i markety były pozamykane), że dobrze się jedzie, że żal było Mane opuszczać, ale radość wielka na Północ jechać.

Post faktum, już w Polsce, Olinus opowiadała mi, że kiedy po zmroku zatrzymałyśmy się w Moulins w B&B i ja wysiadłam z uśmiechem i dziarskim krokiem ruszyłam w stronę  strasznego hotelu samoobsługowego, nie ględząc i nie jęcząc, to ona była w takim szoku, że zęby z podłogi zbierała. A ja nawet nie zauważyłam, po prostu, zachowałam się normalnie i zrobiłam to, co do mnie należało.

Taka ulga.

pikfe