Archiwum dla Październik 2011

Widok na Everest.

Październik 24, 2011

Dzień dobry.

Co powiecie na to?


To widok na południową ścianę (mam tę informację tylko z jednego źródła) Mount Everestu. Kamera została zainstalowana na wysokości pięciu tysięcy sześciuset metrów (z tego, co się orientuję, kamera znajduje się we włoskim obserwatorium meteorologicznym, o dzień drogi od jednej z głównych baz trekkingowych) przez Włochów.

Ja pewnie nigdy tam nie dotrę, nawet nie wiem, czy mam chęć. Na sam szczyt na pewno jej nie mam, a i myślę, że do trekkingów znajdą się mniej zatłoczone miejsca.

Ale usiąść rano przed komputerem, z kubkiem ciepłej herbaty, i odpalić sobie widok na Mount Everest, o którym tyle czytałam (jak jeszcze myślałam, że może kiedyś będę miała ochotę na niego wejść) – to lubię.

Linka do tej strony dostałam od AardvarKa, nie będę wiśnia i też się podzielę:  http://www.evk2cnr.org/WebCams/PyramidOne/everest-webcam.html

Może też to polubicie?

pikfe

Eksperyment. Do przemyślenia.

Październik 23, 2011

Dzień dobry.

[Dziewięciomiesięczne] dziecko umieszczono na końcu trzymetrowego kojca, którego podłoga miała wzór szachownicy. Dwa metry od brzegu szachownica zmieniała się w szklaną taflę (wytrzymującą ciężar dziecka), co dawało złudzenie gwałtownego spadku. Aby sprowadzić dziecko nad do „urwisko”, na drugim końcu kojca umieszczono ruchomą zabawkę. Matkę ustawiono za dzieckiem. Polecono jej zrobić przerażoną minę ( zmarszczone brwi, uchylone usta z opuszczonymi kącikami), w momencie, gdy dziecko zbliży się do „urwiska”. Rozpoczyna się eksperyment: dziecko skuszone zabawką rusza w jej stronę, dopełza do „urwiska”, zauważa je i natychmiast się zatrzymuje. (…) Odwraca się w stronę matki i badawczo przygląda się jej twarzy. Gdy widzi przerażoną minę, natychmiast zawraca do punktu wyjścia. Doświadczenie zostaje powtórzone. Tym razem jednak matka ma się uśmiechać. Dziecko rusza, zatrzymuje się przy fałszywym urwisku, odwraca się, bacznie przygląda uśmiechniętej twarzy matki i uspokojone pędzi do przodu w kierunku zabawki.

Przy pierwszym podejściu powstała konotacja negatywna, spowodowana wyrazem lęku na twarzy matki. Dziecko podzieliło to uczucie i uciekło przed wyzwaniem. Za drugim razem, przejmując od matki pozytywną emocję, odważnie przemierzyło dystans dzielący je od zabawki. W obu przypadkach posłużyło się odniesieniem do twarzy matki, by ukierunkować sowje działanie. Za każdym razem przyswajało znaczenie, jakie matka nadawała doświadczeniu.

Bertrand Cramer, Co wyrośnie z naszych dzieci?, Wydawnictwo Nisza, strona 107.

pikfe

P.S. A Francję z pewnością uzupełnię.

Do uzupełnienia, ale coś uzupełniłam :)

Październik 6, 2011

pikfe pozdrawia 🙂

Do uzupełnienia.

Październik 5, 2011

Dzień dobry.

Ale jeden wpis uzupełniony 🙂

pikfe

do uzupełnienia

Październik 4, 2011

Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (18).

Październik 3, 2011

Dzień dobry.

Znowu do uzupełnienia, bo cholera, posiała gdzieś listy do Big B!

pikfe

Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (17).

Październik 2, 2011

Dzień dobry.

Mam w planach jednak coś tu uzupełnić, choć to już nie wrzesień, a październik zaczyna mieć się ku końcowi.

Pogoda jak u nas była we Francji drugiego października 2007 roku w małej mieścinie Yport: dziś jest fatalna pogoda, aż trudno to opisać. Na dworze jest szaro, buro, panuje chłód i wilgoć, jest mgła, cisza, a Yport wygląda jak umarłe w jesiennej, nadmorskiej mżawce. To dość deprymująca pogoda, robi się tak strasznie, kiedy jest mało ludzi (a raczej w ogóle ich nie ma) na ulicach.

Dalej piszę jednak, że Północ nas zachwyciła… Architektura…

Pomimo tej niezbyt udanej pogody wybyłyśmy oczywiście z domu, choć nie bez pewnych problemów… Dziś był bardzo miły dzień, choć zaczął się strasznie. Przy naszym hotelu jest bardzo wąska uliczka [raczej nasz hotel stoi przy bardzo wąskiej uliczce, ale mniejsza z tym] i tu Olinus zaparkowała, naprawdę blisko muru. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że ustawiła auto przodem do wysokiej i stromej górki, w połowie której stoi nasz hotel i ta wąska droga naprawdę prowadzi dość ostro w górę. Stwierdziła, że wyjedzie tyłem, kazała mi iść na skrzyżowanie naszej uliczki i innej [ojoj], też bardzo małej 9i rzadko uczęśzczanej0 i tamować ruch. Odpaliła auto, poszły straszne czarne dymy z rury wydechowej, wycie piekielne, po czym auto zgasło. Włos zjeżył mi się na głowie, a Olinus otworzyła drzwi i powiedziała z kwaśną miną, że nie ma siły, że ona stąd nie wyjedzie za nic na świecie. Okazało się, ze za trzy centymetry stracimy lusterko, które właśnie ta odległość oddzielała od muru… Na szczęście przyglądał się temu właściciel, zszedł i zaproponował, że wyjedzie autem, a Olinus bez najmniejszych oporów wyraziła zgodę. On wsiadł i pomknął pod tę górkę, żadne dymy nie poszły, on na tej górce jeszcze wykręcił i nie wyglądał na człowieka, który zmierzył się ze śmiercią (Olinus tak wyglądała po tych dymach) – Olinus stwierdziła, że pan uratował nam życie, bo ona by nie wyjechała. Potem wyjaśnił nam jeszcze jak dojechać do Honfleur, jest może lekko zdziwaczały i demoniczny, ale bardzo miły.

Jednak zamiast do Honfleur pojechałyśmy tego dnia do Etretat. Wrzucam więcej niż jedno zdjęcie, bo piękno tego wybrzeża jest nie do opisania.

Etretat i jego piękne klify zostały uwiecznione przez Moneta w serii obrazów, które możecie podziwiać tutaj. Miejsce faktycznie jest magiczne, a ta pogoda, cóż, tylko dodała mu uroku.

Monet jednak nie musiał oglądać – co za szczęście – dość koszmarnej zabudowy nabrzeża. Z daleka jeszcze tak nie razi…

… ale z bliska…

Po tej wycieczce pojechałyśmy jeszcze do Fecamp, nieco większego miasta, ale tam jakoś nic szczególnie nas nie zachwyciło.

Po powrocie do Yport poszłyśmy jeszcze wieczorem na naszą plażę, i jak notuje Olinus, dość późno się położyłyśmy.

I tak minął kolejny fantastyczny dzień.

pikfe

P.S. I prawdziwie szokujący fragment z listu do Big B: Cieszę się bardzo, że Cię zobaczę, ale chętnie zostałabym jeszcze we Francji.

Nawet już nie tęsknię… 😉