Archiwum dla Marzec 2013

Miałam…

Marzec 23, 2013

Dzień dobry.

Miałam napisać coś poważnego. Nic wielkiego, po prostu temat poważny.

Jednak Stasiuk obudziła się i zawołała, że już nie śpi. Ona bowiem nie płacze, tylko właśnie woła. Pobiegłam do niej szybko, żeby nie obudziła Yody, powitał mnie beztroski rzyg i zachwycony moim widokiem niemowlak z szerokim uśmiechem na malutkiej twarzy.

Wiadomo, zmieniamy pieluchę, zakładamy półśpiochy zamiast piżamy, ogarniamy sypialnię, schodzimy na dół.

Stasiuk się tuli, spokojna, ciepła jak kot. Słońce wschodzi, ptaki powoli się budzą i zlatują do karmnika, marcowy śnieg skrzy jak cholera, zimno jak diabli, kotom nawet nie przykazujemy wyjść na dwór.

Stasiuk zasypia. Mogłabym odłożyć ją do łóżeczka, ale nie ma we mnie tej mocy, żeby ratować swoją świętą godzinę. To nic, że skróci się do piętnastu minut, a może nawet do wyszarpanej pięciominutówki.

Siadam, a właściwie prawie kładę się na fotelu, a ciałko mojej córki przykleja się do mnie w niemowlęcym bezwładzie i beztrosce snu. Patrzę na jej marszczące się czółko, na te poważne miny, które robi przez sen.

Utula mnie. Zasypiam.

Świat nie istnieje poza nami.

pikfe

Tylko słońce wschodzi.

gasie

Źródło.

Reklamy

“Po co leźli?” (2).

Marzec 15, 2013
Dzień dobry.

Nie wiem, skąd mój podziw i umiłowanie dla wspinaczy i himalaistów. Czy przez uwielbienie gór, które przyszło razem z tatą? Czy przez miłość i podziw dla przyrody (w tym i gór), którego nauczył mnie Dziadek Leśnik? Czy dlatego, że ojciec jednej z moich koleżanek ze szkoły podstawowej był himalaistą i traktował nas, dzieciaki, z fantastycznym luzem i powagą jednocześnie?

Śmierć polskich himalaistów pobudziła internautów do dyskusji na ich temat. I choć zwykle nie czytam internetowych komentarzy (czyli najczęściej steku bzdur), tym razem je przejrzałam.

Nigdy nawet przez moment nie przeszło mi przez myśl, że można himalaistów wyzywać od najgorszych, od egoistów, którzy zostawiają najbliższych, od białych, tfu, zdobywców. Nie mnie jednej wprawdzie, ale są – okazuje się – spore rzesze, które właśnie tak myślą i swoimi przemyśleniami się dzielą.

Że debile robili to dla sławy.

Ja mam takie przemyślenie, że dla sławy można wystąpić w telewizyjnym show, ale wspinanie się zimą na ośmiotysięczniki trudno mi pogodzić z pragnieniem jej zdobycia. Może inaczej: to może być tylko poboczna motywacja. Są tysiące (zwłaszcza w naszych czasach) łatwiejszych sposobów zaistnienia niż łażenie zimą po Himalajach, cierpienie mrozu, wiatru, ryzykownie życia. Potrzebę przeżycia czegoś takiego trzeba mieć w sobie, podejrzewam, że można jej nienawidzić. Nigdy nie uwierzę, że ktoś siedział przed telewizorem, frustrował się myślą o własnym nieudolniactwie i wpadł nagle na genialną myśl, że skoro sąsiad lansuje się w Big Brotherze, to on polansuje się na K2 zimą.

Że podziwiać to można samotną matkę, a nie kretynów, którzy zabijają się w górach.

Porównania podziwu dla samotnej matki i pogardy dla wspinacza jakoś nie potrafię zrozumieć. To dwa zupełnie różne porządki, o coś zupełnie innego tu chodzi. Przecież podziw dla jednych nie zakłada automatycznie pogardy dla drugich. Ale jednak warto zapytać: gdzie byśmy byli, gdyby nie ludzie którzy chcą i potrafią wyjść poza to, do czego jesteśmy zdolni w normalnym, codziennym, zrutynizowaym życiu?

Tak, ja wiem, ktoś musi zostać, żeby ktoś inny mógł odejść. Nie krytykuję tych, którzy zostają i tych, którzy nie próbują. Każdy z nas ma swój ośmiotysięcznik, pewnie skrojony na miarę własnych możliwości. Niektórzy mają to szczęście, że nie nazywa się on Broad Peak i nie istnieje w całkowicie namacalnej rzeczywistości. Ale wydaje mi się, że nie ulega wątpliwości, że wspinacze przekraczają granice tego, do czego zdolni jesteśmy na codzień. Pokazują jak daleko może zajść człowiek wbrew wszystkiemu. Jak duża siła w nim tkwi, kiedy naprawdę głęboko pragnie zrealizować swoje marzenie, pokonać przeciwności, osiągnąć szczyt możliwości. Że my, ludzie, potrafimy przekraczać nie tylko granice zła i potworności, o czym codziennie z niekłamaną radością informują nas media, ale potrafimy też zaryzykować własne życie, żeby zrealizować marzenie.

To jest dla mnie wielkie pocieszenie, za to dziękuję.

pikfe

„Po co leźli?” (1).

Marzec 14, 2013

Dzień dobry.

800px-7_15_BroadPeak

Źródło.

***

Mając na uwadze wszystkie okoliczności, zaistniałe warunki, moje doświadczenie i historię himalaizmu jak i wiedzę z zakresu fizjologii i medycyny wysokogórskiej, po jeszcze dodatkowych konsultacjach z lekarzami i współorganizatorami wyprawy w Polsce można uznać Macieja Berbekę i Tomasza Kowalskiego za zmarłych.
Biorąc pod uwagę czas jaki upłynął od ostatniego kontaktu, wysokość na której miało to miejsce, stan w jakim się już wtedy znajdowali, bieżące fatalne warunki pogodowe i wszystkie inne czynniki podjąłem decyzję o zakończeniu wyprawy.

Źródło.

***

tyberium1111

himalaiści mają więcej wspólnego z gęsią śnieżną niż z człowiekiem,

śmierć himalaisty to śmierć gęsi śnieżnej nie człowieka

tyberium1111

Z czym mierzą się himalaiści?

himalaiści mierzą się przede wszystkim z głupotą i chorą ambicją białego człowieka.

Źródło (w komentarzach).

***

„Ocieramy się o tę granicę i w naszych rozmowach w górach było takie określenie: czy dotknąłeś już drugiej strony lustra, czy tam już zajrzałeś? I ktoś, kto tego uczucia doświadczył, w podświadomości chce do tego wracać, potrzebuje być w tej sytuacji, gdy poziom adrenaliny będzie tak duży, a stawka będzie tak wielka, że znowu mu się za tę drugą stronę lustra uda spojrzeć”.

Źródło.

***

53. SHILLA – 7025 m – Himalaje Zachodnie, Pendżab, pasmo Zaskar – w r. 1860 – nieznany pracownik hinduski oddziału topografów Survey of India, pracującego pod kier. H. Keelana, wychodzi na szczyt celem zatknięcia tyczki pomiarowej. (…) S. byłaby więc pierwszym zdobytym przez człowieka szczytem siedmiotysięcznym.

Źródło: J.K. Dorawski, Człowiek zdobywa Himalaje, Wydawnictwo Literackie Kraków 1957, str. 396 [podkreślenie moje]; uzupełnienie.

***

Wspinanie się zimą na ośmiotysięczniki to jeden z tych niewytłumaczalnych impulsów, które każą człowiekowi przystąpić do działania prowadzącego do dobrowolnego uwolnienia się od wszystkiego innego, nawet od własnego bezpieczeństwa i od czasu; do realizacji marzenia, które czyni człowieka tak cholernie żywym, podnieconym, całkowitym panem własnej egzystencji. Himalaizm zimowy jest i zawsze będzie niczym innym jak aktem wolnej woli, daleko bardziej kłopotliwym niż może się wydawać. Nawet jeśli wokół ciebie jest tuzin innych ludzi, nadal jesteś samotny; jesteś daleko od wszystkich i od wszystkiego nawet jeśli posiadasz wszystkie telefony satelitarne, jakie świat ma do zaoferowania; jesteś bezbronny pomimo zaawansowanej technologii i całego sprzętu. (…) Człowiek pragnie dotrzeć tam, gdzie podąża jego myśl. Na Księżyc, na Marsa, Wenus, w głąb oceanów, jaskiń, przepaści, pustyń i gór. Oto właśnie chodzi we wspinaczce zimowej. O pragnienia dotarcia tam, gdzie człowiek wcześniej nie dotarł (…).

Źródło [tłumaczenie – wybaczcie – moje].

***

733975_472893829432423_882960348_n

Źródło.

pikfe

Miłość.

Marzec 11, 2013

Dzień dobry.

Napisałam kiedyś, że miłość do pierwszego dziecka jest jak tsunami, które porywa z brzegu.

Miłość do drugiego jest inna. Nie lepsza, nie gorsza, inna. Jak zanurzenie się w ogromnej, spokojnej rzece.

Miłość do pierwszego jest jak nieznany ląd, do drugiego jak bezpieczna przystań.

Pierwsza jak nowy kochanek, druga to stary przyjaciel.

Jak porywisty wiatr na górskiej przełęczy i łagodna bryza o zachodzie słońca.

Jak wyjście w pustkę burzowej nocy i jak odnalezienie schronienia.

Jak zachłyśniecie się i jak spokojny oddech śpiącego niemowlęcia.

Jak zakochanie się i jak pełnia szczęścia.

pikfe