Posted tagged ‘złe samopoczucie’

Coś, czego nie cierpię.

Luty 16, 2011

Dzień dobry.

Już od jakiegoś czasu rzecz chodzi mi po głowie, a dziś wpis Dosi mnie zmobilizował.

Jak dać sobie radę z takim stanem? Depresyjnym, lękliwym, neurotycznym? Z galopem idiotycznych myśli o nieszczęściu, samotności i nieudolności? Z wymyśloną galerią problemów, która niepotrzebnie zaprząta głowę, odciągając od tego, co naprawdę ważne?

Każdy ma na to jakieś sposoby. I w związku z tym każdy chętnie doradzi.

Mój ulubiony zestaw – ten, którego nie cierpię – to: weź się w garść; jesteś silna; dasz sobie radę, bo musisz.

Dostaję gęsiej skórki, kiedy to słyszę. Już dawno mnie przestrzegano, że to jedna z najgorszych rzeczy, jakie można powiedzieć komuś, kto ma doła. Daj sobie sam radę.

Wbrew pozorom, całkiem sporo osób próbuje poprwaić w ten sposób humor innym. Dodać animuszu.

Mam nieco depresyjną naturę, mam złe okresy w życiu.

Ale na szczęście dostałam kiedyś parę dobrych rad. Nie tych, które napierają na mnie, jakbym miała udowodnić komuś, że jestem jakąś Superwoman. Bo nie jestem. Jestem normalnym człowiekiem, a nie takim, który wiecznie daje radę.

Są chwile, są dni, że nie daję.

Ale mam świadomość, że takie dni nie doprowadzą do niczego dobrego. I mam w pamięci dobrą radę, którą już dawno, dawno temu dostałam: zrób cokolwiek.

Idź na spacer.

Przygotuj obiad.

Zrób zdjęcie.

Uporządkuj książki.

Cokolwiek. Zrób to dla siebie, a nie po to, żeby komuś coś udowodnić.

Nie udawaj, że jest dobrze, kiedy nie jest. Daj głowie pocierpieć, ale nie zmuszaj jej do tego. Życie nie jest pasmem szczęścia, nie może zawsze być dobrze.

Zawsze może być gorzej, w tym może trzeba upatrywać jakiejś nadziei, jak ponoć Irlandczycy, choć to lekko perwersją trąci.

To, co się stało, nigdy nie jest najgorsze, bo najgorsze nigdy się nie zdarza: jeśli umiera droga i szanowana babka, to przecież mógłby umrzeć także drogi i szanowany dziadek; jeśli spali się zagroda, ale uratują się kury, to przecież mogły także kury paść pastwą płomieni; a jeśli nawet i one się spaliły, no, to nie wydarzyło się jeszcze najgorsze, bo samemu się nie umarło. A jeżeli nawet – wtedy mijają wszystkie troski (…)

(Heinrich Böll, Dziennik irlandzki, Znak 2007, strr. 125)

Czasem myślę: it could be worse.

Nigdy nie oczekuję litości w takich złych dniach. Czułości, bliskości, to tak. Ale nie litości. Litość byłaby zabójcza, bo pozwoliłaby mi leżeć w łóżku/ zastygnąć na kanapie.

Nie daję czasami rady, nie wstydzę się tego i potrzebuję szturchańca. Ciepłego mleka do łóżka, uśmiechu, tulenia i szturchańca.

Od usłyszenia, że trzeba wziąć się w garść prosta droga do myśli, że jest się mięczakiem, bo się nie umie, bo się zalega, bo jest źle. A to przecież nieprawda.

To nie usprawiedliwienie. To nieprawda. Smutek, strach są przecież częścią nas.

I dlatego tak bardzo potrzeba wtedy osoby, która to rozumie, nie chlapnie głupoty, tylko przez ten smutek poprowadzi. Pomoże, a nie wyręczy.

I pokaże, że może być pięknie. Bo przecież może.

pikfe

Reklamy