Posted tagged ‘zbiory’

Proza zbiorów.

Listopad 9, 2009

Dzień dobry.

U mnie dziś leje, na dworze jest przygnębiająco listopadowo. Brzydki, smutny dzień.

I dlatego dziś niedawne wspomnienie z mroźnego dnia zbiorów, zimnego, ale piękniejszego niż dzisiejsze ponuractwo.

IMG_1476

Muszę też napisać sprostowanie. Czy zbiory są czynnością poetycką, jak mogłoby wynikać z tego wpisu? Czy powinny kojarzyć się w umysłach z polską wersją francuskiego winobrania? Czy to czysta radość zbierania płodów ziemi?

IMG_1474

Można tak na to spojrzeć. Poetycko. Na zdjęciach jest pięknie.

IMG_1469

Ale można też nie dostrzegać poezji. I na pewno ci, którzy pracują fizycznie najciężej, dostrzegają jej najmniej.

IMG_1484

Na polu trzeba być przed siódmą, co dla niektórych oznacza, że wsiadają na rower przed szóstą i jadą na mrozie, we mgle, czasem w lekkiej mżawce kilka (kilkanaście?) kilometrów ruchliwą drogą, mijani przez tiry i pędzące osobówki.

IMG_1492

Przyjeżdżają na podwórko i od tej pory do momentu, kiedy otworzą drzwi mieszkania nie usiądą już w ciepłym pomieszczeniu, żeby nie wiem jak było im zimno. Dostają zbieracz, na kilkanaście kilo jabłek, będzie im wisiał na plecach całe osiem godzin. Przeniosą w nim tonę jabłek. Niedobrze, jeśli mniej. Tona to taka zwyczajowa norma.

IMG_1489

Z kilkunastokilogramowym obciążeniem pochylą się nad skrzyniopaletą kilkaset razy.

IMG_1486

Jeśli będzie padało, zejdą do domu. Ale jeśli drzewka nie będą bardzo mokre – nie. Jeśli będzie mróz – też nie. Będą przemoczeni, niektórzy po pachy. Z rękawiczek (ale nie mogą być za grube) będzie można wyciskać wodę po godzinie. Biada temu, kto nie ma kaloszy. Zmarzną na zimnym wietrze na kość, ale mają do przepracowania osiem godzin.

IMG_1491

I nigdy nie awansują. Nie dostaną premii kwartalnej. Nie dostaną też wielkich pieniędzy.

IMG_1485

Tak też można spojrzeć na zbiory. Proza życia tkwi nawet w pięknie oszronionych liści jabłoni.

Czy wiecie, jakie jabłko potrafi być lodowate po mroźnej nocy? A przypominam, grube rękawiczki są zabronione.

pikfe

Wschód słońca o 7.17.

Październik 24, 2009

Dzień dobry.

Zbieramy jabłka, kiedy tylko można – deszcze poważnie pokrzyżowały nam plany i do końca zbiorów jeszcze daleko.

A słońce wstaje coraz później. O złotych promieniach poranka, które pomagają wstać można zapomnieć. Teraz czekamy na polu, aż zrobi się widno.

Jedziemy w nocy, we mgle gęstej jak mleko. Jest wilgotno, ale ciepło. Ludzi na drogach niewielu, w sobotę nie śpieszą się do pracy, nie o szóstej trzydzieści. Docieramy na pole, część ludzi już dojechała.

IMG_1434

Palą papierosy i gadają, jest jeszcze za ciemno, żeby zbierać.

Sad jest cichy, jest jak zaklęty. Żadna gałązka nie drgnie, żaden ptak nie poruszy napęczniałej kropli wody.

Oprócz nas, ludzi na polu, nic się nie dzieje.

Sad śpi, zaklęty w pajęczynę wilgotnej, gęstej mgły, jak zmysłowa kobieta o poranku.

IMG_1441

Powoli zaczyna przecierać oczy, szarzeje wokół nas.

Zabieramy się do pracy, ruszają ciągniki, roznosi się dźwięk jabłek wysypywanych do palety i odgłos ludzkich stóp chodzących po błocie.

Wszystkie napęczniałe krople spadają na ziemię jak deszcz.

Sad się budzi i my go budzimy. Wokół jest coraz jaśniej.

IMG_1444

Jest mokro, woda ścieka po rękach, a wilgotne jabłka wyślizgują się z dłoni.

Słońce wstało, ale światło z trudem przedziera się grubą, puchową warstwę mgły. Pola wyglądają jak niedbałe szkice.

Oprócz nas wszystko nadal jest nieruchome.

IMG_1457

Aż w końcu robi się normalnie.

Choć mgła nie ustępuje.

IMG_1451

Oto nasze pierwsze półtorej godziny w pracy.

pikfe

Oj, jest problem.

Wrzesień 30, 2009

Dzień dobry.

Dawno nie pisałam. Prawda jest taka, że jestem trochę znużona po południu i mam średnią chęć na komputer.

Może to jednak tylko półprawda? Obawiam się, że brakuje mi słów. Brakuje mi ich ciągle, a wszystko, co napiszę wydaje mi się głupawe/oczywiste/naiwne/pozbawione sensu/nieciekawe/grafomańskie/żałosno-patetyczne/nudne etc, etc.

Trwają zbiory. Co można mówić o zbieraniu jabłek?

Że to fajne.

Że praca na dworze.

Że ma w sobie coś radosnego, jak winobranie, tyle, że winobranie jest dużo lepiej rozreklamowane i ludzie są gotowi robić to w ramach wakacyjnej przygody.

Że piękna jesień, piękne światło, rano migoczące w każdej kropli rosy.

Że sad pachnie jesienią i jesiennym słońcem.

Że podglądamy ptaki.

Że trudno jest pisać o zbieraniu jabłek codziennie – obfitość owoców jest, ale obfitości w fascynujące zdarzenia brakuje. Albo nie, może nie brakuje, tylko ja nie potrafię jej dostrzec.

Bo może można byłoby wydać zbiór opowiadań o jabłkach? O dramatycznym losie rozdzielonej pary, z której jedno trafia do palety, a drugie na ziemię; o jabłku, które spada i gnije, czekając na mrozy; o innym, które trafia w palecie do chłodni i leży tam, zgnaiatane przez inne, do marca; o ostracyźmie innych jabłek wobec tego, które zaczęło gnić na drzewie; o makabrycznej zbrodni zwójki, która wżarła się jabłku do serca; o jabłku leczącym swoje rany po gradzie; o jabłkach, które powoli umierają na umierającym drzewie.

Wczoraj deszcz, więc nie pracowaliśmy, miałam cały dzień wolny, a ani razu nie pomyślałam o tragediach dziejących się w sadzie 😉 Od dziś już praca i – sorry – no weekend, w soboty też zbieramy. A ja nadal tkwię w niemocy, co mnie gnębi.

pikfe

Zbiory.

Wrzesień 10, 2009

Dzień dobry.

Nie mam za bardzo czasu na pisanie, wczoraj zaczęliśmy zbiory i mamy dużo pracy.

O takich dniach można zapomnieć.

230553f1bf73f2selection_214_22

(komiks dzięki Owcy)

Ale ja się bardzo cieszę, lubię to.

pikfe