Posted tagged ‘praca’

Jednak za mało.

Grudzień 14, 2009

Dzień dobry.

Spadł śnieg, to prawda, ale za mało. Poza tym po południu prawie cały stopniał.

Co w sprawie pracy mojej poszukiwań już dawnych.

Generalnie – i to kieruję do wszystkich osób, które studiują takie kierunki, jak kulturoznawstwo – trzeba robić bardzo dużo. Ja bym tak teraz zrobiła – od pierwszego roku walczyć o jakieś staże (… tylko jakieś sensowne, może najlepiej z jednego klucza?), może coś opublikować, zaczepiać się przy festiwalach, konferencjach, gdziekolwiek i … zdobywać doświadczenie, a na czwartym roku, kiedy zajęć już mniej, najlepiej poszukać sobie jakiejś bardziej stałej roboty. Ja byłam głupia i nie myślałam o tym, co będę robić po studiach (tzn. myślałam – byłam pewna, że po prostu wyjadę do Francji i … tam się zobaczy, bo na początek to przecież au-pair), a potem byłam jeszcze głupsza i poszłam na jeszcze jedne głupie studia, na których skończenie zabrakło mi cierpliwości, co było jeszcze głupsze niż pójście na nie. Wniosek jest łatwy do przewidzenia i smutno – prosty: niestety nie mądrzałam z wiekiem, a może wręcz przeciwnie. Głupiałam. Nie popełniajcie moich błędów.

I druga rzecz – moim zdaniem humanista powinien mówić dobrze co najmniej w dwóch językach. Gdyby nie to – nie dostałabym pracy, którą potem straciłam przez poronienie całkowite. Nie były istotne moje studia, nie patrzyli też na brak doświadczenia – liczyło się to, że dogadam się po angielsku i po francusku. I naprawdę tylko to się liczyło.

No i w sprawie szukania pracy – ja nadal częściowo zgadzam się z tym, co pisałam. Wysyłanie cv&lm jest frustrujące, kiedy nikt na nie nie odpowiada; potencjalny pracownik (na bzdurne stanowisko, a nie jakiegoś tam… szefa banku) spowiada się w cv&lm pięć pokoleń wstecz, a często nawet nie wie, czy praca jest na jedną, dwie czy trzy zmiany. O pensji nie wspominam. Może jeśli pracodawcy piszą o „atrakcyjnym wynagrodzeniu”, to pracobiorcy powinni pisać „atrakcyjne wykształcenie”?

Ale – ja, szukając pracy, zrobiłam za mało. Zdecydowanie. Powinnam własnoręcznie roznosić te cholerne cv&lm, niepotrzebnie dałam się wówczas tak sfrustrować, a dałam się niestety mocno. Siedziałam w domu, a to jest złe rozwiązanie. Jest tyle możliwości – choćby wolontariat, byle tylko nie siedzieć w chałupie. Wydawało mi się, że nikt mnie nie docenia, a po pierwsze – ja nie doceniałam samej siebie (co chyba niestety nie zmieniło się za bardzo), a po drugie – że niby za co miał mnie docenić potencjalny pracodawca? Wewnetrznym okiem zobaczyć, że w domu siedzi skulona i bidna pikfe, rozczulić się swoim wrażliwym ja przyszłego pracodawcy i zastukać do drzwi z bukietem kwiatów i zaproszeniem na stanowisko zastępcy dyrektora?!

Jak to Owca ostatnio mądrze mi powiedziała – w ogóle dużo mądrych rzeczy gadała ostatnio ta Owca – trzeba jak najszybciej pogodzić się z faktem, że będzie się zaczynało od zera i walczyć o więcej, niekoniecznie jak szczur w koszulce lidera. I tyle.

Mądry Polak po szkodzie, cholera.

pikfe

Kulturoznawca szuka pracy. Część druga.

Grudzień 13, 2009

Dzień dobry.

Dziś część druga i ostatnia o szukaniu pracy z dyplomem kulturoznawcy.

Ja wiem, że skończenie tych studiów to nie jakiś stygmat; wiem, że można się przekwalifikować i przecież tylko parę moich cv&lm było na stanowiska jakoś tam związane ze studiami. Tak zwana przeze mnie poniżej Nowa Praca była posadą księgowej w ogromnej korporacji księgującej. Z filmem noir niewiele ma to wspólnego.

Pięknym przykładem kulturoznawcy, któremu idzie dobrze jest moja przyjaciółka, Lisica. Za granicami Polski, z dyplomem teatrologa, została kierowniczką odpowiedzialną za budżet rządowej instytucji, ma pod sobą ludzi, a zaczynała tam od wolontariatu. Sama jednak mówi, że tam dyplom ma tylko takie znaczenie, że jest, a co się skończyło, to już rzadko kogo obchodzi.

07 stycznia 2009
Automat.

I zmiana tematu.
Uuu, aż ciarki przeszły mi po plecach, pewna firma odpowiedziała na moje cv takim oto mailem:

„Szanowna Pani/Szanowny Panie,
Dziękujemy bardzo za zainteresowanie naszą firmą oraz przesłanie aplikacji.
Uprzejmie informujemy, że po dokładnym przeanalizowaniu wszystkich zgłoszonych kandydatur skontaktujemy się z wybranymi osobami.
Pozdrawiamy serdecznie,
Dział Personalny”

Oczywiście, maila wystosował do mnie automat (przyszedł mniej więcej po godzinie od wysłania mojego), nie było nawet nazwiska. Napisał do mnie cały Dział! Dobrze, to niby miłe, ale przecież „serdecznie pozdrowił” mnie automat, tak mniej więcej, jak moje DVD mówi „hello”, kiedy je włączam. Ktoś kiedyś miał miłą intencję zaprogramowania maszyny na dobry i dobrze widziany uczynek i tyle.
Zależy mi na pracy, nawet bardzo, ale Cały Dział nie napisał w ogłoszeniu gdzie miałabym pracować, za ile, w jakich godzinach, ale oczywiście uraczono mnie tym, co zwykle w ogłoszeniach o pracę: stabilna firma, atrakcyjne zarobki, rozwój, fajny zespół… hm… nikt przecież nie napisze, że szef jest tyranem, pensja w zasadzie normalna, a godziny pracy to pełna dyspozycyjność albo praca na zmiany.
Wysyłam te cv, podaję wszystkie swoje dane (nie podam – od razu wyrzucą do kosza), a nie wiem nawet, co dokładnie miałabym robić, gdzie miałabym pracować, w jakich godzinach i za ile. Nie wybrzydzam, ale trochę mnie to dziwi.
W zasadzie to nie wiem nawet, czy ta praca by mnie interesowała, może od samego początku wiedziałabym, że nie. Trudno mi sobie wyobrazić powód „że nie”, to fakt, bardzo zależy mi na tym, żeby w końcu coś znaleźć, tak sobie tylko hipotetyzuję.
Moje hipotetyzowanie i zamysł nad mailem od automatu wynika pewnie z faktu, że to nie pracodawcy starają się o mnie, tylko ja o nich, ale naprawdę – być może w Działach Personalnych „dokładnie przeanalizowuje” się moje cv całkiem niepotrzebnie i to nie tylko dlatego, że  „nie spełnia oczekiwań/ wymagań”, ale też dlatego, że gdybym miała możliwość poznania bardziej dokładnie warunków, na jakich miałabym pracować, nie zdecydowałabym się aplikować. I myślę, że nie jestem jedyna.
Wiem, że takie rozmyślania to … bzdury w zasadzie, bo to się nie zmieni, a pewnie będzie jeszcze gorzej, bo jeszcze więcej będziemy dostawać „serdecznych pozdrowień” od automatów.
Poza tym to naprawdę chciałabym znaleźć już pracę, bo niebawem zrobię się malutka jak łepek od szpilki, a moje samopoczucie będzie podobne do samopoczucia człowieka, który stał się łebkiem od szpilki.

13 stycznia 2009
Takie tam.

Dobry wieczór.
Na początek:
1. pracuj.pl: Twojego profilu jeszcze nie odwiedził żaden pracodawca.
2. gazeta.pl: CV_pikfe :  Oglądane 0 razy.
3. wp: Nie masz nowych wiadomości.

16 stycznia 2009
Piątek w niezłym humorze.

Dzień dobry.
Dziś naprawdę nieźle zaczęłam dzień – od wysyłania cv i lm (listów motywacyjnych). Doprowadza mnie na skraj załamania nerwowego – zwłaszcza pisanie lm na stanowisko… sprzedawcy w sklepie. Na sprzedawcę jednak też mnie nie chcą. Dziś po raz pierwszy zaryzykowałam stolicę. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. (…)
Jednak znalazłam prawdziwą perełkę, mającą trochę wspólnego z moim wpisem „automat”, a dotyczącą tego, jak pracodawcy opisują stanowisko i warunki pracy.Otóż natrafiłam dziś na takie ogłoszenie: „Opis stanowiska: Magazyn dzianin”
Koniec.

17 stycznia 2009
Sobota automatem.

Dziś a propos wysyłania sowich cv&lm do stolicy. Znalazłam fajny portal z ogłoszeniami o pracę, czasem znajdzie się nawet coś dla kulturoznawców. I co w naszym województwie?
„Oferty pracy.Wyniki wyszukiwania:Nie znaleziono żadnych ogłoszeń.”
Z ciekawostek nazewniczych – „windykator” to teraz… „negocjator terenowy”.

20 stycznia 2009
Odwilżowy wtorek.

Trzecia rzecz: byłam na rozmowie kwalifikacyjnej, cud się zdarzył i odpowiedziano na moje cv&lm. Rzecz pewnie jeszcze długo będzie się rozstrzygać, mam nadzieję, że w końcu rozstrzygnie się pozytywnie, choć trudno nazwać to pracą marzeń.I jutro idę na drugą rozmowę, zobaczymy.Jednak nie o tym chciałam – przed rozmową miałam dość silne postanowienie, żeby nie czytać internetowych poradników w rodzaju „jak przetrwać” i innych symulacji, ale Sybiraczka jakoś mnie na gg namówiła i prawie umarłyśmy ze śmiechu.
„Co powiedzieliby o pani dotychczasowi przełożeni?”
„Potrafi Pani pracować pod presją czasu? Proszę podać dowody.”
„Jakie są Pani wady?”
„Jakie są Pani zalety?”
„Czy gdyby Pani mogła cofnąć czas, wybrałaby Pani ten sam zawód co obecnie?”
„Jaka była Pani największa porażka?”
„Czy miała Pani kiedykolwiek kłopoty finansowe?”
„Proszę opowiedzieć o trudnym problemie, z którym musiała się Pani uporać.”
To właściwie jest sprawdzian tego, jak dobrze umiemy wciskać bajki. No bo co? Powiem, że moją wadą jest to, że wynoszę z roboty gumki i ołówki? Przyznam się?Czy może wyznam, że nienawidzę mojego zawodu, a powodem, dla którego ciągle w nim tkwię jest mój „brak elastyczności i umiejętności dostosowania do nowych sytuacji”?A może wyznam, że moje dotychczasowe szefostwo mnie nie lubi, uważa za mało ważny trybik, pomija przy awansach i nie daje podwyżek, bo mam małe dziecko i kiedy ono choruje, to ja też? JASNE.Będę błyszczeć jak brylancik oszlifowany i używać słów „kreatywna”, „elastyczna”, „nowe wyzwania”, „samorealizacja”, „kariera”, „aktywnie” i „warunki płacowe”. I tylko problem w tym, że to nie ja będę, tylko jakieś zombie powtarzające to, co TRZEBA.
Ale: nie taki diabeł straszny. Moja rozmowa była w zasadzie przyjemna i żadne z tych dziwnych, pokręconych pytań nie padło. Była rzeczowa, konkretna, w miłej atmosferze.
Tylko, że jeszcze nie zadzwonili.

W między czasie byłam na rozmowie w firmie head-hunterskiej, a potem w korporacji, w której miałam pracować. Wszystko odbyło się miło i sympatycznie, w sumie bez masy jakiś głupich pytań i niepotrzebnego zadęcia. Naprawdę byłam zadowolona, a nie pisałam o tym, bo przecież nie mogłam zapeszyć 😉 W korporacji powiedziano mi, że zajście w ciążę to nie jest żaden problem, a kiedy – zanim jeszcze poszłam do tej pracy pierwszy raz – powiedziałam, że jestem w ciaży, nikt nie kazał mi spadać, ale wręcz przeciwnie – powiedzieli, że może coś się znajdzie na innym stanowisku (poprzednie wiązało się z co najmniej dwumiesięcznym wyjazdem). No, ale potem poroniłam i cała ta historia jest już w poniższych wpisach.

02 marca 2009
Żywot farciary i żal.

Dobry wieczór.Mam sporo szczęścia – jestem już w domu, ciąża pozamaciczna pozostała w sferze podejrzeń. I całe szczęście. W Nowej Pracy (o której jeszcze napiszę, ale nie dziś) zrozumieli, że nie mogłam przyjść pierwszego dnia na oficjalne rozpoczęcie i bez żadnej łaski powiedzieli, że mogę przyjść jutro. To miłe i budujące. Nawet nie umieram na zawał przed tym pierwszym dniem, a podejrzewałam, że to może się zdarzyć.

03 marca 2009
Śmierć idealistki.

Dzień dobry.
W nocy kiepsko spałam – denerwowałam się chyba pójściem do pracy, która oficjalnie zaczęła się wczoraj, ale ja miałam w tym czasie badanie usg w szpitalu. Jak napisałam wczoraj, ludzie z Nowej Pracy powiedzieli, że mogę przyjść ten jeden dzień później.
Rano wstałam, skontrolowałam gardło Stalkera, które okazało się być czerwone i zapadła decyzja, że zamiast do szkoły pójdzie do lekarza, więc miałam więcej czasu, żeby się przygotować nie musząc go odprowadzać.
Spakowałam herbatę, kawę, cukier, kubek, dokumenty, nawet śniadanie i dwa jabłka, po czym wsiadłam w tramwaj i przez zamglone miasto pojechałam do Nowej Pracy.

Nie dostałam Nowej Pracy – już na miejscu okazało się, że mój stan zdrowia („poronienie całkowite”) nie predestynuje mnie do wyjazdu na szkolenie do Francji, bo przecież dzień przed owym wyjazdem mogę zadzwonić, powiedzieć, że źle się czuję i nie pojechać. No bo jak było z tym szpitalem? Przecież nie przyszłam Pierwszego Dnia do pracy.
Szczerze mówiąc nawet o tym nie myślałam – jeśli jest nawet małe prawdopodobieństwo krwotoku do brzucha i utraty jajnika, coś takiego jak Pierwszy Dzień w Nowej Pracy przestaje się liczyć. Mimo tego napisałam do Nowej Pracy maila informując, jaka jest moja sytuacja, zadzwoniłam przed i po badaniach, powiedziałam, że wszystko jest ok.
Wcześniej też byłam głupia i naiwna, choć mnie przed tym ostrzegano – napisałam, że prawdopodobnie jestem w ciąży. Dostałam bardzo miłego maila, że szczerość się liczy, że jestem godna zaufania. I teraz wyszło, że kręcę – jestem w ciąży, nie jestem, ląduję w szpitalu.

Na poziomie lodowatej racjonalności rozumiem tą decyzję, ale emocjonalnie to kop.
Odbieram to trochę jako karę za to, co przeszłam i za to, że uczciwie o tym informowałam. Trzeba być suczą suką, a nie bawić się w pisanie szczerych maili w nadziei, że ktoś to doceni. Teoretycznie dano mi – za co powinnam być ogromnie wdzięczna – trzecią (?) szansę – gdzieś w kwietniu, pod koniec, może mnie przyjmą, do tego czasu mam się relaksować, badać (ciekawe skąd mam wziąć ubezpieczenie? Będę musiała zarejestrować się jako bezrobotna) i czytać książki, skoro tak to lubię (w końcu – jestem szczęściarą, że mam jeszcze tyle wolnego i mogę sobie poczytać). W sumie, przez cały okres bezrobocia nie przeczytałam ani jednej książki, teraz mam nieprawdopodobną szansę nadrobić te zaległości, hmmm.

Chciałam tej pracy, choć mijała się z moimi marzeniami, ale przecież „(…) kobieta, która chce uprawiać literaturę, musi mieć pieniądze i własny pokój.” (Virginia Woolf, „Własny pokój), a ja miałam na to szanse tylko pod warunkiem, że dostałabym tę pracę.
Chciałam się starć i uczyć, także po to, żeby mieć czym zająć głowę w tym trudnym dla mnie czasie. Naprawdę chciałam być uczciwym i pracowitym pracownikiem, który przykłada się do tego, co robi. Nowa Praca na początku wzbudziła bardzo dobre uczucia – rozmowy kwalifikacyjne bez zadęcia, dobre warunki, rzekome docenienie mojej szczerości. Jak to Owca napisała, kiedy powiedziałam jej, że odpowiedź na mojego maila o ciąży była przemiła – „takie zachowania jak twoje i takie odpowiedzi jak Nowej Pracy pokazują, że może nie jest jeszcze tak tragicznie na tym świecie.” No tak. To nasze frajerstwo życiowe.

Bardziej optymistycznie patrząc, chwilę po tym, jak się popłakałam i załamałam, już wtedy, kiedy udało mi się wzniecić w sobie gniew na świat – jest we mnie coś, czego ta sytuacja w ogóle nie dotknęła; rdzeń mojej osobowości po którym to wszystko spływa; duma, której Nowa Praca nie złamie. Właśnie tam dzień dzisiejszy nawet nie dotarł. Jestem twarda, nie wpadnę w depresję, nic z tych głupich rzeczy. Ludzie nie wyprowadzą mnie w ten sposób z równowagi, chociaż może to tak wyglądać. Myślę, że właśnie ta odporność psychiczna uczyniłaby ze mnie dobrego pracownika – są w końcu rzeczy na tym świecie, które trzeba przeżyć i przeboleć, a kupa faktur do zrobienia jest przy nich czymś lekkim jak piórko. Mam w sobie tak dużo miłości, którą kochani rodzice i kochani dziadkowie i Owca obdarzyli mnie za dziecięcych lat i tak dużo miłości, którą obdarzają mnie nadal, od paru lat razem z Big B, że takie akcje przejdą do pomroku dziejów.

Dziś jednak dzień podziękowań za pozbawianie ludzi złudzeń, za pokazanie, jak należy postępować, żeby dostać pracę. Powinnam łgać jak cham i tyle. Potłuc lustra w domu, żeby czasem nie natknąć własną twarz i łgać od początku do końca. Za moją szczerość dostałam być może tę trzecią szansę (pierwsza była chyba wtedy, kiedy napisałam, że jestem w ciąży; druga – kiedy napisałam, że nie jestem; trzecia jest pewnie teraz – tak sobie myślę, ale farciara ze mnie), tym razem już nieco błyszczącą od łaski. Bo ja powinnam być wdzięczna – to wszystko to troska o Nową Pracę i o mnie – właśnie w tej kolejności. Teraz mam czas na relaks, taki czas, żeby sobie przemyśleć, jak postępować na tym świecie, żeby z obiegu nie wypaść. Przemyślę to dobrze.

Przypomina mi się „Apollo 13” – kto został zdrowy, choć miał być chory i kto poleciał zdrowy, ale się pochorował. Cóż, nie jego wina.

Po tym wszystkim wyjechałam Na Wieś, do Big B i już tu zostanę, w roli bardzo dla mnie zaskakującej – sadowniczki.

pikfe

P.S. Jutro chyba jakieś refleksje o poszukiwaniu pracy.

Kulturoznawca szuka pracy. Część pierwsza.

Grudzień 12, 2009

Dzień dobry.

Postanowiłam zgromadzić razem wszystkie mojego posty(ze Starego Bloga), które dotyczyły poszukiwania pracy. Myślę, że to lektura dość ciekawa będzie.

Ja chciałam tylko przypomnieć, że skończyłam studia wyższe, z oceną bardzo dobrą na dyplomie, całkiem nieźle znam dwa języki, tylko doświadczenia brakowało. Niemądra byłam, zamiast na staże, wolałam jeździć na korepetycje, bo bardzo to lubiłam.

17 listopada 2008
Poniedziałkowy wieczór.

Dobry wieczór.
Pogoda paskudna, zimno i pada i już naprawdę wcześnie robi się ciemno. To dość męczące widzieć słońce tylko rano z tramwaju – o ile oczywiście jest słoneczny dzień.
Zwolniłam się dziś z pracy już całkiem oficjalnie, zostaje mi popracować do końca tygodnia, dokończyć swoje sprawy. I chociaż nie mam pracy od następnego poniedziałku, to mimo wszystko się cieszę, bo teraz wiem, że moja praca nie okazała się tym, czym na początku wyobrażałam sobie, że będzie.
Jeśli po niecałych dwóch miesiącach traci się całkowicie zapał i wiarę w siebie, a narasta poczucie niedocenienia i bezsilności, to chyba nie ma sensu.
Nie zwolniłam się z powodu mojej śmiesznej nieco pensyjki, tak samo jak nie zatrudniłam się z jej powodu. Chciałam coś robić, niestety okazało się, że moje pomysły są gorsze oraz za kosztowne (nie uważam, żeby takie były). Nasze wizje były całkowicie różne, dyplomatycznie rzecz ujmując.
Czułam się niedoceniona, a mój początkowy entuzjazm został pokonany w przeciągu niecałych dwóch miesięcy, w trakcie których nauczyłam się, że moje pomysły powinny być realizowane za darmo oraz że nie mam co liczyć na żadne rady, poza „zastanowimy się”. Nie chciałam świecić oczami i powtarzać tego samego ludziom wokół, liczyłam za to na konstruktywną krytykę, dyskusję, chociaż podjęcie próby wyjaśnienia mi, dlaczego nie, dlaczego pomysł jest zły lub może i dobry (za darmo), ale zbywany tylko „ach”.

27 listopada 2008
I kolejny dzień…

Wysyłanie CV – któregoś z kolei CV bez odpowiedzi – ma w sobie ogromny ładunek negatywnych emocji, że tak to jakoś głupio ujmę. Wiem, że mi nie odpowiedzą, a mimo tego to robię, wygrzebuję jakieś oferty na różnych portalach i za każdym razem mam wrażenie, że razem z tym głupim mailem wysyłam trochę swojej pewności siebie,
a niestety – nikt nie odsyła mi jej z powrotem.
Czy naprawdę tak łatwo jest wyrzucić moje pięć lat studiów i dwa języki do kosza tylko dlatego, że nie jest to wykształcenie kierunkowe albo że brakuje doświadczenia?
Okazuje się, że moje subiektywne poczucie własnej wartości – jestem inteligentna, zdolna, łatwo się uczę etc. – jest całkowicie sprzeczne z całkiem zdawałoby się obiektywnymi sformułowaniami z CV.
Nie ma znaczenia, jakim jestem człowiekiem, tylko jakim mogłabym być pracownikiem, a jak widać po mojej skrzynce mailowej, pracownikiem za szybko nie zostanę, a przecież to, jakim jestem pracownikiem liczy się do tego, jakim jestem człowiekiem.
Obiektywnie, czarno na białym – jestem do kitu. Smutne.

30 listopada 2008
Niedzielny wieczór.

Mało pisałam w tym tygodniu, szczerze mówiąc niespecjalnie miałam ochotę po rozsyłaniu CV i listów motywacyjnych, na które nikt nie odpowiada. Pewnie lepiej zrobiłabym pisząc bloga, bo tu jeszcze od czasu do czasu ktoś zajrzy i chociaż przeczyta. (…)

Nachodzą mnie takie myśli niezbyt pozytywne: co można powiedzieć o osobie, która ma 26 lat, nadal mieszka z mamą i nie pracuje? Co byście o niej powiedzieli, gdybyście mnie nie znali? 😦
Mimo wszystko trudno jest w ten sposób o sobie nie myśleć.

02 grudnia 2008
I już nie taka znowu nowość.
Dobry wieczór.
Oto minął kolejny dzień naznaczony milczeniem w sprawie cv. Dość frustrujące, ale nie siedzę z założonymi rączkami/ nie płaczę pod kołdrą/ nie snują mi się p0 głowie myśli samobójcze. Wróciłam do pisania mojego starego opowiadania i sprawiło mi to ogromną frajdę. Napisałam list do przyjaciółki. Prasowałam i sprzątnęłam w domu, żeby nie czuć się całkiem bezużyteczną. Ze Stalkerem pouczyłam się angielskiego. Znalazłam w domu kolejną książkę do przeczytania. Nie było tak źle.

09 grudnia 2008
Wtorkowe przedpołudnie.

Dzień dobry.
Dwa powody, żeby studiować na politechnikach, a nie na kulturoznawstwach 😉
1.pracuj.pl: Twojego profilu jeszcze nie odwiedził żaden pracodawca.
2. gazeta.pl: CV_pikfe :  Oglądane 0 razy.

17 grudnia 2008
Wtorkowe smutne refleksje.

Ech,
1. pracuj.pl: Twojego profilu jeszcze nie odwiedził żaden pracodawca.
2. gazeta.pl: CV_pikfe :  Oglądane 0 razy.
3. wp: Nie masz nowych wiadomości.

18 grudnia 2008
Sam początek czwartku.

Wow, dostałam dziś odpowiedź na maila w sprawie pracy.

„Szanowna Pani,
Bardzo dziękujemy za wyrażanie zainteresowania pracą w firmie x.
Pani aplikacja została przez nas rozpatrzona, jednak na kolejny etap rekrutacji zaprosiliśmy inne osoby.
Z poważaniem.”

19 grudnia 2008
Bardzo wcześnie w piątek.

P.S. 2 I z codziennych komunikatów:
1. pracuj.pl: Twojego profilu jeszcze nie odwiedził żaden pracodawca.
2. gazeta.pl: CV_pikfe :  Oglądane 0 razy.
3. wp: Nie masz nowych wiadomości.

Proza zbiorów.

Listopad 9, 2009

Dzień dobry.

U mnie dziś leje, na dworze jest przygnębiająco listopadowo. Brzydki, smutny dzień.

I dlatego dziś niedawne wspomnienie z mroźnego dnia zbiorów, zimnego, ale piękniejszego niż dzisiejsze ponuractwo.

IMG_1476

Muszę też napisać sprostowanie. Czy zbiory są czynnością poetycką, jak mogłoby wynikać z tego wpisu? Czy powinny kojarzyć się w umysłach z polską wersją francuskiego winobrania? Czy to czysta radość zbierania płodów ziemi?

IMG_1474

Można tak na to spojrzeć. Poetycko. Na zdjęciach jest pięknie.

IMG_1469

Ale można też nie dostrzegać poezji. I na pewno ci, którzy pracują fizycznie najciężej, dostrzegają jej najmniej.

IMG_1484

Na polu trzeba być przed siódmą, co dla niektórych oznacza, że wsiadają na rower przed szóstą i jadą na mrozie, we mgle, czasem w lekkiej mżawce kilka (kilkanaście?) kilometrów ruchliwą drogą, mijani przez tiry i pędzące osobówki.

IMG_1492

Przyjeżdżają na podwórko i od tej pory do momentu, kiedy otworzą drzwi mieszkania nie usiądą już w ciepłym pomieszczeniu, żeby nie wiem jak było im zimno. Dostają zbieracz, na kilkanaście kilo jabłek, będzie im wisiał na plecach całe osiem godzin. Przeniosą w nim tonę jabłek. Niedobrze, jeśli mniej. Tona to taka zwyczajowa norma.

IMG_1489

Z kilkunastokilogramowym obciążeniem pochylą się nad skrzyniopaletą kilkaset razy.

IMG_1486

Jeśli będzie padało, zejdą do domu. Ale jeśli drzewka nie będą bardzo mokre – nie. Jeśli będzie mróz – też nie. Będą przemoczeni, niektórzy po pachy. Z rękawiczek (ale nie mogą być za grube) będzie można wyciskać wodę po godzinie. Biada temu, kto nie ma kaloszy. Zmarzną na zimnym wietrze na kość, ale mają do przepracowania osiem godzin.

IMG_1491

I nigdy nie awansują. Nie dostaną premii kwartalnej. Nie dostaną też wielkich pieniędzy.

IMG_1485

Tak też można spojrzeć na zbiory. Proza życia tkwi nawet w pięknie oszronionych liści jabłoni.

Czy wiecie, jakie jabłko potrafi być lodowate po mroźnej nocy? A przypominam, grube rękawiczki są zabronione.

pikfe

Zbiory.

Wrzesień 10, 2009

Dzień dobry.

Nie mam za bardzo czasu na pisanie, wczoraj zaczęliśmy zbiory i mamy dużo pracy.

O takich dniach można zapomnieć.

230553f1bf73f2selection_214_22

(komiks dzięki Owcy)

Ale ja się bardzo cieszę, lubię to.

pikfe