Posted tagged ‘Polityka’

Zakupy Jarosława.

23 marca, 2011

Dzień dobry.

Rzadko tykam tematy polityczne, ale w chwilach wielkiego zdenerwowania – zdarza się.

Poglądy moje są już prawdopodobnie znane, więc krygować się nie będę.

PiS nie jest, nie był i nigdy nie będzie moją partią – nie odpowiadają mi ich ani poglądy obyczajowe, ani gospodarcze. W zasadzie nic mi nie odpowiada i niestety – co z bólem przyznaję, bo nic chlubnego – cierpię na szczególną awersję do Jarosława Kaczyńskiego. Nie jestem w stanie oglądać tego gościa. Na zdjęciu, zniosę. W telewizji – nie.

I tu wczoraj taki news! Jarosław Kaczyński na zakupach!

Tuska wina, wszystko wina Tuska!

Słusznie jakiś internauta zauważył: to Tusk ma sklepy na Żoliborzu?

Już by chociaż powiedział, że gospodarki wolnorynkowej, której Tusk jest takim orędownikiem, więcej sensu to było miało. Wiadomo jednak, że nie o sens tu chodzi, niestety.

Wszystko podrożało – zgadza się i nikt będący przy zdrowych zmysłach temu nie zaprzeczy. Ale nie tak, jak to pan Kaczyński opowiada. Jasne, można też kupować żywność ekologiczną i wydać ze trzy razy tyle w osiedlowym sklepiku ekologicznym. Wtedy to dopiero będzie różnica!

Ale to nie elektorat PiSu kupuje w takich sklepikach.

Tylko czemu nie Biedronka? Tam przecież kupują najbiedniejsi, a z mojej ubogiej wiedzy o świecie wynika, że przecież to właśnie ich podwyżki dotykają najbardziej i to oni kupią cukier tam, gdzie jest taniej, a nie tam, gdzie kosztuje 6,60.

Dramatycznie populistyczne. Ciekawe, co Kaczyński zrobiłby, żeby cukier był tani… Odgórnie wyregulował rynek?!

Ja zrobiłam wczoraj zakupy w internetowej Almie, sklepie drogim. I kupiłam schab, bo kurczaka akurat nie mieli – pewnie internauci wykupili, bo w Almie taniej niż na Żoliborzu.

Mój koszyk
1. Schab bez kości 17,99 zl/kg
Waga kg:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń
2. Cukier Diamant biały 5,49 zl/szt
Ilość sztuk:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń
3. Chleb farmerski 3,99 zl/szt
Ilość sztuk:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń

4. Jaja Czachorowski kl. L 10 szt 4,59 zl/szt
Ilość sztuk:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń
5. Jabłka 3,99 zl/kg
Waga kg:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń
6. Ziemniak pakowany 5,19 zl/szt
Ilość sztuk:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń
7. Mąka pszenna Lubella Poznańska 2,59 zl/szt
Ilość sztuk:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń

Przy kasie zapłaciłabym49,32 zł. Gotówką 😉

To by było na tyle.

pikfe

. Schab bez kości 17,99 zl/kg
Waga kg:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń
2. Cukier Diamant biały 5,49 zl/szt
Ilość sztuk:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń
3. Chleb farmerski 3,99 zl/szt
Ilość sztuk:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń

4. Jaja Czachorowski kl. L 10 szt 4,59 zl/szt
Ilość sztuk:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń
5. Jabłka 3,99 zl/kg
Waga kg:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń
6. Ziemniak pakowany 5,19 zl/szt
Ilość sztuk:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń
7. Mąka pszenna Lubella Poznańska 2,59 zl/szt
Ilość sztuk:
Razem: zł Dodaj produkt do listy zakupowej Usuń

Dlaczego żal mi Lecha Kaczyńskiego?

25 kwietnia, 2010

Dzień dobry.

Staram się czytać Rzeczpospolitą (w Internecie), ale prawie zawsze przyprawia mnie to o lekki szał, a już w ostatnim okresie o szał więcej niż lekki. Nie to, żebym kochała Wyborczą (kocham Politykę), ale jest mi jednak światopoglądowo bliższa. No, ale niby nie powinno poprzestawać się na jednym tylko tytule, więc sięgam czasem po drugi.

I tak sobie dziś pod wieczór sięgnęłam, po miłym dniu, spędzonym u nas z Dziadkami, Mami i Uialem. Wiecie – dobre jedzenie (mam nadzieję!), miłe rozmowy, spacer w ładną pogodę, a potem, po ich odjeździe, ciekawa książka. Aż coś mnie cholera podkusiło. Najpierw poczytałam o tym, jak to Klich kłamie/ Bielan kłamie. To chyba tyle w kwestii tego głębokiego pojednania, co je zapowiadano.

I następnie trafiłam na blogowy wpis obrońcy prostych Polaków i znawcy ich duszy, Pawła Lisickiego. Przyznam, że już wcześniej dał mi się we znaki swoimi osądami, ale dziś już nie wytrzymałam.

Otóż, Paweł Lisicki wie, czemu żałowałam Prezydenta (nie tylko ja naturalnie). Wcale nie dlatego (no… w części może tak), że to była dramtyczna katastrofa; że człowieka ogarnie zwykły, ludzki smutek, kiedy wydarzają się takie (i większe i mniejsze) tragedie; że zginęli inni ludzie; i że jakim by Prezydentem Lech Kaczyński nie był, był jednak urzędującym Prezydentem.

Nie, mówi Lisiecki, nie tylko dlatego. On zna polską duszę, on wie, co w niej piszczy.

Myślę, że jednym – podkreślam jednym, a nie jedynym – z powodów powszechnej i głęboko przeżywanej żałoby Polaków po śmierci Lecha Kaczyńskiego było przekonanie, że przed katastrofą go krzywdzono. Że za życia go nie doceniono. Że zbyt łatwo i bezkrytycznie przyjmowano wszelkie złośliwości, szyderstwa i kpiny pod jego adresem. Nieczyste sumienie i chęć zadośćuczynienia powinny mieć przeto, mniemam, również istotny wpływ na stosunek do jego brata.

http://blog.rp.pl/lisicki/2010/04/23/portret-polskiej-duszy/

Ale jest chyba jeszcze jeden powód owego wybuchu żalu i smutku: nie do końca czyste sumienie. Czy to możliwe, by ten człowiek, którego śmierć wspomina się z takim oddaniem i bólem, był tym samym niemal groteskowym przywódcą? Jest jakaś gwałtowna dysproporcja między dzisiejszą dość powszechną zgodą (mimo pojawiających się protestów)na to, by Lech Kaczyński spoczął na Wawelu wśród najwybitniejszych Polaków a ową niedawną jeszcze pogardą i lekceważeniem jego osoby. Między zgodą na powszechne wyśmiewanie prezydenta i jego obecną apoteozą. Tak, myślę, że tym, co kieruje tylu ludzi na ulice, jest głębokie poczucie niesprawiedliwości wyrządzonej Kaczyńskiemu.

http://blog.rp.pl/lisicki/2010/04/13/zaloba-i-kicz-pojednania/

To jest właśnie to! Ja rwę włosy, bo zarykiwałam się się ze śmiechu przy Irasiadzie; łzy gorzkiego żalu leję, bo nie wiedziałam, że w naszej reprezentacji grał Pereiro; w czerń się owijam, bo zdębiałam z osłupienia, kiedy przeczytałam o małpie w czerwonym.

I tak obficie te łzy wylewając i planując pielgrzymkę na kolanach za niesprawiedliwości wyrządzone Prezydentowi, dochodzę do wniosku, że ja chyba wcale Prezydenta nie żałuję – tylko swoich czynów żałuję. Nie człowieka mi szkoda, tylko sumienie własne oczyszczam przy tej okazji.

I oczywiście, w ramach pokuty pognam do urny zagłosować na Jarosława Kaczyńskiego, w ramach zadośćuczynienia jego bratu.

Normalnie to przeczytałam i poczułam się, jakbym odwiedziła konfesjonał. Ach, ta kościelna retoryka, zawsze się sprawdza.

pikfe

No, można się trochę wściec.

16 kwietnia, 2010

Dzień dobry.

Zwykle nie zajmuję się tematyką polityczną (w zasadzie – nigdy się nie zajmuję) na tym blogu, i miałam na ten temat nie pisać, ale od tego, co się dzieje i od tego, co można w Internecie wyczytać, to nawet ja dostaję już skrętu kiszek.

Czy Polacy poszaleli?

Nie ulega wątpliwości – 10. kwietnia zdarzyła się tragedia, nie tylko dla rodzin ofiar, ale także dla Polski. To nie podlega żadnym wątpliwościom, niezależnie od wcześniejszych, indywiduualnych osądów. Jednakże to, co dzieje się teraz, zaczyna mi wyglądać na jakieś ogólnonarodowy dziki szał.

Ja już nawet nie chcę pisać o rzekomych spiskach; tajemniczym zamachu i przejmowaniu władzy czy licytowaniu się, kto bardziej żałuje i kto więcej zapłaci za nocleg w Krakowie, bo to trafia u mnie do szufladki no comments.

Parę rzeczy jednak mnie wzburza.

Najpierw odmawia mi się prawa do poczucia żalu, ponieważ nie głosowałam na Lecha Kaczyńskiego i raczej pozytywnie się o nim nie wypowiadałam, a nawet czasem – o zgrozo! – zerkałam na stronę posła Palikota, żeby zobaczyć, ile jeszcze dni zostało do końca prezydenckiej kadencji. Tak, robiłam to. Tak, nie uważałam Lecha Kaczyńskiego za dobrego prezydenta, co więcej – nadal nie uważam. Ale może niech profesor Krasnodębski weźmie na wstrzymanie, że tak niekulturalnie się wyrażę, i oddzieli indywidualne oceny działań polityków od poczucia żalu w obliczu ich tragicznej i niespodziewanej śmierci.

Potem cały ten Wawel… Ja powiem szczerze, mnie to jest w zasadzie wszytsko jedno. Choćby położyli Lecha Kaczyńskiego w specjalnie odnowionej złotej krypcie, przy wtórze piętnastu orkiestr i ceremoniałem godnym monarchy, to moja ocena jego prezydentury się nie zmieni. Mam swój własny osąd; osąd innych uczciwie rozważę, ale jeśli uznam, że jest błędny, to nie ma możliwości, żebym go przyjęła. Ani Wawel, ani inne narodowe symbole, ani autorytety tego nie zmienią. (Tak, ja wiem, że to oburzające, że mnie ten Wawel nie obchodzi. Nie obchodzi mnie też, jak kiepski pisarz dostaje Nobla, ja mu nawet współczuję, bo on do końca życia jest tym kiepskim pisarzem, który z powodu błędu Akademii dostał Nobla.) Ale jak czytam anonimową wypowiedź posła PiS: Lech Kaczyński to nie tylko brat, ale przede wszystkim prezydent. Czy powinien leżeć na Powązkach, gdzie leży prezydent Bolesław Bierut? (cały wywiad można przeczytać tu), to ja przyznam szcerze – ręce mi opadają.

A dziś, co przelało czarę goryczy i wymusiło na mnie napisanie tego tekstu, czytam kardynała Dziwisza wypowiedź: Lech Kaczyński zginął jak bohater i zasługuje na to, by spoczywać wśród bohaterów. Tak więc ja się pytam, co to była za bohaterska śmierć? Gdzie tu bohaterstwo? Wygląda na to, że mnóstwo ludzi, którzy ginią w wypadkach lotniczych, ginią bohatersko. Pewnie o tym nie wiedzą. Może będziemy jakieś medale pośmiertne przyznawać?

Ja się buntuję, bo to jest dewaluacja pojęcia bohaterskości – bohatersko to ginie niosąc innym ludziom pomoc; walcząc z honorem; dzielnie stawiając czoła śmiertelnej chorobie. Kryteria mogę być różne, ale siedzenie na fotelu lotniczym raczej z bohaterskością nie ma nic wspólnego.

A może coś się kardynałowi Dziwiszowi pomyliło. Albo panicznie boi się latać. A może gada tak, jak czuje, że powinien. Bo Polska jest przecież Chrystusem Narodów i tu nie ma miejsca na śmierć głupią i niepotrzebną; na śmierć mającą swoje korzenie w prymitywnych politycznych sporach, w złej organizacji, w nierozsądnych decyzjach; na śmierć, której można było uniknąć.

pikfe

Cicely… w Polsce.

25 listopada, 2009

Dzień dobry.

Jako, że „Politykę” czytam z opóźnieniem, dopiero teraz przewertowałam numer z 31. października i znalazłam tam tak fantastyczny artykuł, że nie ma możliwości, żebym się nie podzieliła.

Być może niektórzy wiedzą już o mnie, że najchętniej przygarnęłabym każde zwierzątko, jak również wiele bym dała, żeby pomieszkać z wydrą (polecam „Wydry pana Gavina” Gavina Maxwella), bobrem ( „Nad rzeką bobrów” Erica Colliera, a także książka mojego dzieciństwa, przecudowna nawet teraz, „Sejdżio i jej bobry” Grey Owl) czy innym dziwacznym stworem. Jeżem na przykład.

Ów artykuł dotyczy właśnie jeży oraz grupy zapaleńców, którzy postanowili jeżom pomagać – tym potrąconym przez samochody, chorym, zmaltretowanym przez ludzi. I jeśli w pierwszym akapicie czytam, że „połączenie tych dwóch okoliczności zrodziło pasję, która pochłonęła jego życie” nie mogę tak po prostu przestać.

Czemu? Temu, że czytam o Cicely z „Przystanku Alaska”. Ruth Ann, właścicielka jedynego w Cicely sklepu, miała dwóch synów. Kapitalna scena, w której rozmawia o nich z Edem, jest dla mnie kwintesencją atmosfery tego serialu. Ruth Ann z dumą mówi o Ricku, a kiedy rozmowa schodzi na drugiego syna, Matthew, zawiesza głos i jakby ze wstydem, ze smutkiem i żalem, wyznaje Edowi straszną prawdę. Matthew robi karierę w finansach w Chicago, a Rick kierowcą ciężarówki, piszącym też wiersze, poetą.

I kiedy zaczęłam czytać o panu Andrzeju Kuziomskim, pomyślałam o Ricku. Z dumą o Ricku.

Człowiek poświęcił swoje życie ratowaniu jeży – mieszka z nimi, poznał ich zwyczaje i potrzeby, wie nawet, czym karmić małe jeżątka, żeby nie pozdychały. W tej chwili ma w mieszkaniu ponad trzydzieści tych zwierząt, karmi je, troszczy się, udziela rad, jeździ do weterynarzy (tych, którzy znają się na rzeczy – większość niestety się nie zna, o czym można przeczytać tutaj). Opisuje fantastyczne zachowania tych miłych zwierząt: „Igliwiak był w szoku. Przez kilka dni w ogóle nie chciał jeść. Za to potem momentalnie się oswoił. Trzeba było mu zrobić specjalną kratkę, żeby mógł się wspinać na łóżko, bo co pół godziny musiał przyjść się przytulić (…) Jedne, jak Pulpet, są przymilne i ugodowe, inne, jak Jeżynka, strasznie awanturne. Normalnie jeż, jak chce pokonać stopień, zwija się w kulkę i stacza. Ona skakała na cztery łapki. Musiała wszędzie wejść, wszystko obwąchać, a w poszukiwaniu nowych zabawek potrafiła ściągnąć człowiekowi skarpetkę (…)”.

Teraz pan Andrzej Kuziomski tonie w długach, grozi mu eksmisja. Ale – bajki na szczęście nie koniec – Kuziomski poznaje podobnych sobie ludzi, Jerzego Zembrowskiego i jego żonę, którzy pragnęli uratować jeża, ale niestety Jasiek Wędrowniczek zdechł przez niekompetencję lekarzy weterynarii.  Jerzy Zembrowski, jak sam mówi, „aby spłacić dług wobec Jaśka”, postanawia pomóc Andrzejowi Kuziomskiemu. Zakładają Stowarzyszenie Ochrony Nasze Jeże, dostają obietnicę od Lasów Państwowych, że Stowarzyszenie dostanie tereny pod budowę ośrodka dla jeży z prawdziwego zdarzenia. I zaczęło się – strona internetowa, zainteresowanie prasy, szukanie sponsorów.

Pomyślałam, że oczywiście moglibyśmy adoptować jednego jeżyka, kiedy już doprowadzimy ogród do stanu używalności (co, mam nadzieję, nastąpi w przyszłym roku) – niektóre jeże już nie nadają się na powrót do Natury i dla takich Stowarzyszenie szuka opiekunów; pomyślałam, że wpłacę jakieś pieniądze na konto; pomyślałam, że napiszę maila, że to wszystko fantastyczne; pomyślałam, że napiszę o jeżach i o Stowarzyszeniu na blogu, na Babskim Combrze i na Interii360 – byle tylko więcej osób wiedziało.

Zasiadłam do komputera, razem z „Polityką”, co by się wesprzeć i zaczęłam przeglądać stronę internetową Stowarzyszenia Nasze Jeże. Znalazłam wzruszającą historię o Jaśku, artykuł Adama Wajraka i naprawdę dość sporo informacji o jeżach. Znalazłam też coś jeszcze.

„Szanowni Państwo
W ostatnich wypowiedziach medialnych Andrzej Kuziomski żali się, iż nie otrzymuje pomocy od naszego Stowarzyszenia, co dementujemy i wyrażamy oburzenie!
W październiku otrzymał od nas pomoc w wysokości prawie 3 tys. zł, zaś łącznie już 5,5 tys. zł. na leki dla jeży, usługi weterynaryjne, karmy, środki czystości itp. Od początku listopada br. otrzymujemy wiele informacji o pozorowanym opiekowaniu się jeżami przez Kuziomskiego – w celu wyłudzania darowizn na prywatne konto od ludzi dobrej woli oglądających wystąpienia medialne o człowieku, który „poświęca się jeżom”. (…)
W związku z powyższym, wstrzymujemy współpracę z Andrzejem Kuziomskim – do czasu wyjaśnienia powstałych podejrzeń i wątpliwości przez odpowiednie organy i urzędy. Chcemy wiedzieć, czy człowiek ten jest uczciwy i oddany jeżom, czy jednak nie padliśmy ofiarą wyłudzacza?”. (całe oświadczenie można przeczytać tutaj)

Koniec bajki, koniec Cicely. I to przecież w sumie niezależnie o tego, kto w tym sporze jest winny.

pikfe