Posted tagged ‘pogoda na Wsi’

Śnieżna sobota.

Grudzień 11, 2010

Dzień dobry.

Co tu dużo gadać, znowu nas zasypuje. Przy czym – co już wiadomo – my w gruncie rzeczy się z tego cieszymy.

Jeśli chodzi o prezenty w tym roku, to szczerze mówiąc nawet nie wiem od czego zacząć. Poprzednio jakoś nieźle nam szło, zwykle wyrabialiśmy się przed czasem ( i – mam nadzieję – nie dawaliśmy rzeczy, które potem obdarowani sprzedawali na allegro za złotówkę, bo nikt więcej nie chciał dać), a teraz jest ciężko. Ja jestem trochę uziemiona w domu – miałam wybrać się Do Miasta w tym tygodniu, ale pech chciał, że ciało wybrało się do szpitala. A znowu załatwiać wszystko na wariata w jeden dzień?

Tymczasem Święta tuż, tuż.

Dziś małe koty urządziły sobie pływalnię w misce z wodą, co oczywiście zakończyło się wylaniem wszystkiego na podłogę. Big B doprawił potem herbatą z sokiem malinowym…

Sikorki nadal się nie pojawiają – choć Big B twierdzi, że jedzą wtedy, kiedy my nie patrzymy. Bandyta oczywiście wmiata wszystko, co mu damy, a Siódmy – o dziwo! – częściej wychodzi na dwór, ale i tak za mało. Jest ogólnie dużym kotem, ale weterynarz ostatnio go zważył i … może powinnam przyjmować zakłady?

Pięć kilogramów i czterysta gramów. Bestia, co? Tutaj razem z Białą.

Małe koty za to rozkochały się w filetach z kurczaka i dzięki za to, bo wychodzi taniej niż karma w saszetkach, a jest i bardziej treściwe. Z różnych whiskasów i perfect fitów po wyschnięciu zostają takie malutkie, czarne skwareczki.

Podejrzewamy projektanta tego fotela (na którym śpią koty)  o posiadanie kota i skryty zamach na klientów poprzez zaprojektowanie fotela dla kotów, sprzedawanego potem jako fotel dla ludzi 😉

Swoją drogą, tłuszcze Siódmego widać tu całkiem dobrze.

Oglądałam ostatnio sporo zdjęć Ze Wsi, z lata, z wiosny… pamiętacie, jak zielono tu było? Ponieważ to też jest wpis z serii „taki zwykły dzień” odsyłam tutaj.

Sad wygląda teraz nieco inaczej.

Od kiedy mieszkam Na Wsi dużo bardziej odczuwam zmiany pór roku. Nie tylko wiosny na lato i lata na zimę, ale też wczesnej wiosny na trochę późniejszą, nie mówiąc już o jesieni. Kwitną inne rośliny, inne jest światło słońca, inne są dni i noce. Inne ptaki śpiewają.

Czeka się na kwitnienie, potem na zawiązywanie i na opad czerwcowy. Każdego dnia obserwuje się pogodę, czy aby nie grad, czy aby nie za sucho. Każdego dnia jabłka są większe, aż do samych zbiorów na jesieni. Człowiek patrzy potem na marniejące liście, aż do zimowej golizny drzew.

Teraz, po obejrzeniu tych zdjęć z lata, brakuje pięknej lipy i zielonej trawy, doniczek i  skrzynek z kwiatami.

Właśnie tam mieszka Bandyta. Siedzi sobie czasem za dnia w tym okienku i spogląda na podwórko.

Trzymajcie się ciepło w śnieżną sobotę.

pikfe

Reklamy

Uhaha, zima zła!

Styczeń 23, 2010

Dzień dobry.

Jak wygląda zima w mieście, większość z nas niestety wie. Nie zawsze jest może tak źle, ale sądząc po niezbyt entuzjastycznych opiniach internetowych mieszkańcy miast jakoś tak generalnie nie są zachwyceni.

Nic zniewalającego, prawda? Sama zresztą nie byłam w stanie zrozumieć, jeszcze w zeszłym roku, czemu Big B chce, żeby spadł śnieg. Zwariował czy co? Jak już wiecie, ja już wiem, czemu dobrze jest, kiedy zimą na wsiach jest śnieg.

Cóż, u nas nikt nie odśnieża i nie czyni czarnych, syfiastych gór brei na poboczu każdej drogi.

Nie ma tłumu ludzi, którzy rozdeptują śnieg czyniąc z niego beżową maź.

Po spacerze na butach nie zostają białe szlaczki soli, a świeży śnieg za każdym razem chrzęści pod nogami.

I oczywiście bardzo, ale to bardzo często mamy szansę na mgłę, a potem na biały świat.

No fakt, musimy sami odśnieżać, ale jak bardzo nie będzie się nam chciało, to nie odśnieżymy i nikt się (poza nami) nie zabije.

Prawdziwa zima Na Wsi jest po prostu piękna. Cicha, idylliczna, biała, świeża.

Czasem to aż sama sobie zazdroszczę.

Ale doceniam.

Doceniam to wszystko, co mam.

pikfe

Spacer we mgle.

Grudzień 10, 2009

Dzień dobry.

U mnie zamiast wyczekiwanego śniegu – mgły ciągłe i nieustanne.

Jak życie dziwnie się ułożyło, jak bardzo się zmieniło przez ostatni rok.  W grudniu 2008 szukałam pracy, mieszkałam w Mieście, nie byłam chyba w najlepszym stanie od ciągłego wysyłania cv&lm, na które wcale nie było odpowiedzi.

Kiedy wstajemy, jest jeszcze ziemno i ponuro. Big B daje mi fory i nadal przynosi kawę do łóżka. Inni mieszkańcy Wsi są już pewnie dawno po pierwszym posiłku, kiedy wychodzę na dwór.

Życie jednak dziwnie się układa i potarfi zaskoczyć.

Najpierw krótki spacer zamglonym, starym sadem.

Nigdy nie myślałam, że moje życie będzie właśnie tak wyglądało.

Jeszcze  ostały się niezauważone jabłka.

Nie da się ukryć, że nigdy nie marzyłam o tym, żeby zostać sadowniczką.

Na podwórku jest ponuro.

Ja nawet lubiłam moje Miasto, poczucie wyobcowania na ruchliwych ulicach i anonimowości w kawiarniach.

A młody sad nie wygląda bardziej radośnie.

Myślałam… marzyłam o różnych zajęciach, jako całkiem młoda jeszcze wyobrażałam sobie siebie w różnych sytuacjach, robiącą różne rzeczy.

Prace gospodarskie już za nami, oszałamiająca zieloność za moim oknem dawno zniknęła.

Ale nigdy nie myślałam, że będzie to rolnictwo.

Za to czasem trafiają się takie cudeńka.

Pytam się, czy robię to, czego naprawdę chcę.

Albo zastawiam się: czy to obraz?

Życie zaskakuje.

A to są krzaki pod murem.

Albo wyglądają jak obraz, zależy jak na to spojrzeć.

pikfe

Wschód słońca o 7.17.

Październik 24, 2009

Dzień dobry.

Zbieramy jabłka, kiedy tylko można – deszcze poważnie pokrzyżowały nam plany i do końca zbiorów jeszcze daleko.

A słońce wstaje coraz później. O złotych promieniach poranka, które pomagają wstać można zapomnieć. Teraz czekamy na polu, aż zrobi się widno.

Jedziemy w nocy, we mgle gęstej jak mleko. Jest wilgotno, ale ciepło. Ludzi na drogach niewielu, w sobotę nie śpieszą się do pracy, nie o szóstej trzydzieści. Docieramy na pole, część ludzi już dojechała.

IMG_1434

Palą papierosy i gadają, jest jeszcze za ciemno, żeby zbierać.

Sad jest cichy, jest jak zaklęty. Żadna gałązka nie drgnie, żaden ptak nie poruszy napęczniałej kropli wody.

Oprócz nas, ludzi na polu, nic się nie dzieje.

Sad śpi, zaklęty w pajęczynę wilgotnej, gęstej mgły, jak zmysłowa kobieta o poranku.

IMG_1441

Powoli zaczyna przecierać oczy, szarzeje wokół nas.

Zabieramy się do pracy, ruszają ciągniki, roznosi się dźwięk jabłek wysypywanych do palety i odgłos ludzkich stóp chodzących po błocie.

Wszystkie napęczniałe krople spadają na ziemię jak deszcz.

Sad się budzi i my go budzimy. Wokół jest coraz jaśniej.

IMG_1444

Jest mokro, woda ścieka po rękach, a wilgotne jabłka wyślizgują się z dłoni.

Słońce wstało, ale światło z trudem przedziera się grubą, puchową warstwę mgły. Pola wyglądają jak niedbałe szkice.

Oprócz nas wszystko nadal jest nieruchome.

IMG_1457

Aż w końcu robi się normalnie.

Choć mgła nie ustępuje.

IMG_1451

Oto nasze pierwsze półtorej godziny w pracy.

pikfe

Ciężki dzień.

Październik 18, 2009

Dzień dobry.

Zbiory nadal trwają.

Zdarzają się ciężkie dni, jak wczoraj, kiedy świat przypominał Krainę Zmarłych z Mrocznych Materii Pullmana – jednostajnie szare niebo, zamknięte na Wszechświat, jak kopuła więzienia; nawet najmniejszego tchnienia wiatru, najlichszego promienia słońca, wszystko bez ruchu, bez cienia. Matowe w świecie bez słońca. Wokoło wilgotno i trupio zimno, chociaż to nie takie zimno, które szczypie w policzki i orzeźwia, ale zimno, które opatula serce i spowalnia człowieka, każąc mu myśleć o zimnie.

Byłam najszczęśliwszą osobą na Ziemi, kiedy wreszcie wróciliśmy do domu i dokleiłam się do kubka z gorącą herbatą, a potem do wanny z bardzo ciepłą wodą. Potem kołdra, lampka, książka, jedyne lekarstwo na takie dni.

Skończyłam Pullmana. Bardzo mnie przygnębił, tak, jak wczorajszy dzień. Nie, nie zasmucił, przygnębił, poczułam się uwięziona w tej literackiej wizji bez wyjścia. Są też inne takie książki, które zostawiają ciężar na sercu. My jako autorzy nigdy byśmy tak nie zrobili. Nie chcemy takiego zakończenia, przeżywamy je i po tym wszystkim, co przeszliśmy z bohaterami, co przeszliśmy z Historią – nie zgadzamy się z tym zakończeniem. Chcemy innego.

Ale to jest powieść.

I innego zakończenia nie ma. Zostajemy uwięzieni w wizji autora. Nie ma dyskusji, chociaż mamy na nią ochotę. Mamy pomysł na alternatywne zakończenie i chętnie przekonamy do niego autora, ale on nie będzie z nami gadał. On już napisał, dla niego to przeszłość, a my wczoraj, dzisiaj, jutro szamoczemy się z tym jego pomysłem z przeszłości.

Jakie zakończenia Was przygnębiają? Które byście zmienili, gdybyście mieli taką możliwość?

Ukojenie McEwana, Władca Pierścieni, Opowieść Podręcznej Atwood,  Maska i Solaris Lema z tych, które w tej chwili pamiętam.

pikfe

Koty świata.

Październik 14, 2009

Dzień dobry.

Na taką pogodę jedynie koty. Robię im zdjęcia w czasie podróży, więc nie dość, że są kotami, to jeszcze niosą ze sobą wiele wspaniałych wspomnień.

Koty z Forcalquier we Francji.

IMG_2469

P1010724

P1010719

Kot z Etretat.

IMG_2544

Kot z Cambridge.

IMG_3275

Kot z Mane we Francji.

P1010696

Kot paryski.

P1010619

Kot z tego miejsca w Camargue we Francji.

P1010675

Życzę przetrwania tych ciężkich dni, kto tylko może niech bierze kota na kolana.

pikfe

Prognozowanie pogody.

Październik 13, 2009

Dzień dobry.

Dziś tylko parę słów o prognozowaniu pogody, a może raczej o wróżeniu? A co będzie, to się zobaczy?

Pogoda jest dla nas istotna – w czasie deszczu nie zbieramy jabłek i człowiek tak trochę chciałby wiedzieć, co go czeka następnego ranka. Idzie do pracy czy nie idzie?

Zasiadam więc do netu, klikam w linki do czterech przepowiedni i oto, co mi przepowiadają.

1. Pada od czternastej, temperatura odczuwalna -5.

2. Od ósmej pada śnieg z deszczem, temperatura odczuwalna -5.

3. Pada od jedenastej, temperatura temperatura odczuwalna ponad -10.

4. W ogóle nie pada, temperatura odczuwalna -15.

W zasadzie to moglibyśmy z Big B obstawiać na jakieś prognozy i wygrywać np. masaż stóp 😉

Co ciekawe, ja zawsze tę pogodę sprawdzam. Nie wiem dlaczego.

pikfe