Posted tagged ‘palenie’

Ja nie palę.

Listopad 30, 2009

Dzień dobry.

Big B też nie.

Choć mój „artykuł” na I360 mógł być mylący. Ale artykuł był pisany trochę wcześniej niż teraz.

Nie palimy już dość długo, jak na nas – od piątego października, to już prawie dwa miesiące.

I jakie jest życie bez papierosa?

Da się przeżyć, ale momentami jest ciężko, a nałóg wciąż próbuje podstawić nogę. A to spotkam się z kimś, kto pali… i co?! Big B nie będzie, nikt mnie przecież nie wyda, nikt się nie dowie, a to tylko jeden papierosek, no, może dwa. Może trzy, ale tylko na tym spotkaniu… no, może tylko na spotkaniach z tą osobą.

I to byłby koniec, bo w końcu Big B by się dowiedział i też zapalił. I już nic by nas wtedy nie utrzymało w postanowieniu rzucenia, zaczęlibyśmy znów palić i znów musielibyśmy przechodzić mękę rzucania. Jak wiadomo – ja rzuciłam definitywnie, żeby więcej nie musieć rzucać.

Bo rzucamy od dawna przecież – w grudniu 2007 postanowiliśmy, że w lipcu 2008 rzucimy, bo to idiotyczne odpalać papierosa komuś, z kim chce się spędzić resztę życia. Nie chodziło o cerę, zęby, fakt, że z lekka się tym papieroskiem zawsze zajeżdża, nie, nie. Chodziło nam o raka, choroby serca i te inne świństwa, które palaczom przyplątują się częściej. I chodziło o to, żeby spędzić ze sobą jak najwięcej czasu.

I rzuciliśmy w lipcu 2008.

Aż popełniliśmy błąd (o czym w artykule) i zapaliliśmy tylko okazyjnie, co szybko okazało się być prostą drogą z powrotem do nałogu. Potem ja przestałam palić, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, no a potem znów zaczęłam. I rzucaliśmy pewnie jeszcze jakieś 10 razy (np. na jeden dzień), aż w końcu doprowadziło mnie to do nerwicy i stwierdziłam, że ja już więcej rzucać nie chcę, a palić nie możemy, więc… ufff, na razie nie palę. I na szczęście jeszcze nie tyję. I nawet nie tknęłam słoika Nutelli, która była mi bardzo potrzebna w lipcu 2008.

Czy czuję się lepiej? Na pewno głowa boli mnie mniej, a z doświadczenia wiem, że nie będziemy tak rzęzić w górach.

I tęsknię za papierosem, oj, tęsknię. Czasem bardzo mocno.

Ale koniec – rzuciłam i koniec, bez zbędnych filozofii, jak kiedyś pisał sielim. Nie ma co, nie palimy i tyle.

pikfe

Reklamy

Nadal nie palę.

Październik 20, 2009

Dzień dobry.

Nadal nie palimy, choć w Anglii paliliśmy. Tak naprawdę rzuciliśmy po powrocie z Anglii.

I czemu ja nadal wytrzymuję i nie jest to męka piekielna?

Bo mam dość rzucania palenia. Już dość dawno zrozumiałam, że rzucić trzeba.

1228230962_nosmoking-7minutes-595x595

Ale – co pewnie wie wielu palących – rzucić jest trudno i przerabia się miliony oszukańczych pułapek mózgu, a poza tym: co tu dużo ukrywać? Palenie jest przyjemne.

Niestety, prowadzi do niezbyt przyjemnych rzeczy i nie tylko o raku płuc mówię. U mnie rzucenie palenia ukróciło o 90% bóle głowy. Zaczynałam palić – wracały.

Wracając jednakże do rzeczy – rzuciłam palenie (po raz pierwszy z dziwnym poczuciem, że mi się uda), bo … miałam dosyć rzucania palenia. To mnie dręczyło – no, dobrze, znowu zaczniemy, ale potem znowu będzie się trzeba męczyć z rzucaniem, a wytrzymaliśmy już trzy dni. W efekcie palenie przestało mi sprawiać taką frajdę, jak sprawiało mi na studiach.

Na studiach nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby rzucić. Paliłam, bo chciałam.

A teraz paliłam, bo nie mogłam rzucić.

Rzucanie palenia dręczy.

Po co mam się dręczyć ciągle od nowa?

I tak się motywuję mocno, aż tu nagle znajduję kurs ewolucji języka, a tam „pikfe”. I cóż „pikfe” znaczy?

No proszę… tak się nie robi.

Language Change and Evolution

Dialekt Waldeck      Współczesny niemiecki Współczesny angielski
iks                                              Eis                                                ice‘
driksiç                                 dreißig                                          thirty‘
pikfe Pfeife           (smoking) pipe‘
likp                                         Leib                                               body‘
fukst                                      Faust                                                fist‘

pikfe