Posted tagged ‘kot na drzewie’

Siódmy daje radę.

25 czerwca, 2010

Dzień dobry.

Nie mam ostatnio weny, chyba jakoś się mijamy. Ona w domu, ja z kotami na spacerze; ja w domu z kotami, ona podziwia deszczowe chmury. I tak w kółko.

Koty mnie absorbują. Siódmy ciągle chce być na spacerze (ona trochę się boi i ogranicza do małego wycinka naszego podwórka), zaczął już dawać drapaka w sad i w krzaczory. Skubany nauczył się, że stamtąd za nic w świecie go nie wyciągniemy i jak tylko słyszy za sobą szybsze kroki, radośnie przechodzi w galop i zwiewa.

Na szczęście już niebawem (w poniedziałek) uszczęśliwię kota, który będzie mógł łazić samopas i niech hula kocia dusza! Data nie jest przypadkowa – po prostu minie już czas uodparniania się po szczepieniach dl;a kotów wychodzących.

Jasne, że boję się jak cholera – obok mamy drogę; wałęsają się psy i lisy, a nasze koty nie są wiejskimi stworzeniami i Siódmy może liczyć na to, że jak on się zjeży i naprycha to tamten wielki pies ucieknie – albo chociaż nie podejdzie. Dlatego też na razie noce będą spędzały w domu. Wiem, że to okrutne, ale a) nie mamy jeszcze klapki dla kotów; b) ja chciałabym w nocy pospać, a bez klapki będę się budzić na każde skrobnięcie.

I Siódmy pewnie też będzie się trochę bał, ale wiem już, że nie Domek, Big B i pikfe są jego szczęściem, ale dwór. I jestem prawie pewna, że gdyby miał możliwość wyboru między ryzykiem spacerów a spokojem domowego zacisza u pikfe na kolanach, wybrałby to pierwsze.

Tymczasem, w oczekiwaniu na poniedziałek, Siódmy uczył się łazić po drzewach. Znalazł sobie małą sosenkę i na niej opanował podstawy tej trudnej sztuki, a potem po raz kolejny zaryzykował lipę podwórkową i … udało mu się! Wlazł na górę, nawet trochę się pokręcił po grubych konarach. Problem był jedynie z zejściem…

Ze wsi spokojnej, wraz kotem – gumą, przesyłam trochę ciepła w te zimne letnie dni.

pikfe

Gruby kot na drzewie.

28 Maj, 2010

Dzień dobry.

Na dziś mam dla Was foto-story – Siódmy wchodzi na naszą lipę. On bardzo chce i usilnie próbuje: rzuca się z rozbiegu albo próbuje powoli, stojąc pod drzewem i rozważając możliwe warianty wejścia, ale niestety w sposób satysfakcjonujący udało mu się do tej pory wejść tylko raz – wtedy, kiedy musieliśmy potem ściągać Dziewczynę przy pomocy drabiny. Siódmy ma ewidentny problem z grawitacją – tyłek za bardzo mu ciąży.

Na początek mamy kota rozważającego możliwe drogi.

Zaraz potem szybki skok i… jeszcze tak wysoko dziś nie był!

No i zaczęło się kombinowanie, jakby tu przenieść się na drugą połowę pękniętego pnia.

Ale niestety zakończyło się porażką.

I tak została Siódmemu ziemia do eksplorowania.

Obydwa wyglądają na bardzo zadowolone z życia, kiedy są na dworze.

pikfe

Nadal tu jestem.

23 Maj, 2010

Dzień dobry.

Nadal jestem, tylko Uial gościł u nas ostatni tydzień i jakoś tak się złożyło, że on i Big B okupowali komputery, a mnie zabrakło siły przebicia. Przez ten kwadrans dziennie zdążyłam tylko pobieżnie przejrzeć niektóre blogi i poczytać trochę informacji ze świata.

Cała Polska żyje teraz powodzią, ja również. Ale nie tylko tą straszną, niszczycielską i brudną, która tędy i owędy dociera nawet w nasze dość suche rejony – my tylko w jednym sadzie moglibyśmy uprawiać ryż.

Dziś powódź objawiła nam także swoje ładniejsze oblicze, na terenach gdzie nikomu nie szkodzi, bo też nikt nie wpadł na pomysł, żeby się tam wybudować – zresztą chyba nawet by nie mógł, bo to tereny Natura 2000. Droga do Miasta wygląda pięknie.

Zdjęcia – robione przy otwartym oknie cyfrową idiot-kamerą, przy zniecierpliwieniu kierowców za nami – nie oddają oczywiście urody zamokniętych łąk; nie widać łabędzi, krążących bocianów i innego wodnego ptactwa. Ja wiem, że to okrutnie na odwrót pokazywać tę ładniejszą twarz wielkiej wody, kiedy ludzie tracą dobytek życia i walczą dniami i nocami z żywiołem, ale tam jest naprawdę pięknie teraz.

Ponadto u nas bez szału – Uial wrócił dziś do domu; przed chwilą ściągałam (na drabinie) kotkę z lipy, wlazła z sześć metrów w górę i jestem pewna, że powtórzy ten wyczyn, choć z zejściem już tak łatwo nie było. Darła się okrutnie. Siódmy wlazł niżej (nie jest wagi piórkowej, jak Dziewczynka; raczej wagi ciężkiej) i jakoś zeskoczył, zostawiając spory krater w ziemi 😉

Może jutro będzie o mężczyźnie idealnym… 🙂

pikfe