Posted tagged ‘dzieciństwo’

Stary kufer.

Marzec 6, 2010

Dzień dobry.

Mam taki stary kufer, a w nim pełno różnych skarbów: pudełka, w których są inne skarby; pamiętniki; stare kalendarze; fajne listy od nie zawsze fajnych chłopaków; pamiątki z dzieciństwa; stary wachlarz z kości słoniowej. Mam też parę rzeczy, którymi mogłabym niektórych poszantażować – własnoręcznie dopisany fragment wiersza z rysuneczkiem, duet z Muńkiem Staszczykiem, parę mniej cenzuralnych fotografii 🙂 Gubią się takie rzeczy w kufrze, a potem odnajdują, ale nie po to, żeby szantażować, bez obaw.

Otwieram to pudło od czasu do czasu, prawie zawsze przy okazji jakiś większych porządków. Część rzeczy, które zbierałam, traci swoje znaczenie i przestają być dla mnie w jakikolwiek sposób wartościowe. Albo mnie żenują, jak moje wiersze (ale tych nie wyrzuciłam, muszą zostać jako nauczka, a poza tym w dobrym dniu mogą sprawić naprawdę dużo radości) czy listy miłosne (chyba nigdy niewysłane, skoro są w kufrze) z okresu wczesne liceum-romantyczna dusza. Maksimum egzaltacji. Minimum sensu.

Wczoraj otworzyłam kufer, ponieważ niedługo będziemy się przeprowadzać, a śmieci się ze sobą nie zabiera, więc przyszedł czas, żeby przejrzeć to i owo. I tak powstaje tu nowa kategoria, Stary kufer.

Wczoraj znalazłam dwie książki, żeby nie było wątpliwości, ja je napisałam. Jedna opowiada o jeżu Kolcu, a druga o leśnych skrzatach, Gapciu i Mędrku.

Jakiś fragment tu zapodam. Radość pierwszego rozdziału. Pisownia oryginalna.

Poznajemy jeża Kolca.

Jeż Kolec był jednym mieszkańcem lasu Świętokrzyskiego. Był malutkim jeżykiem, którego urodziła matka imieniem Bimba. Jest mały, nie ma jeszcze bardzo ostrych igieł. W każdej rodzinie musi się znaleźć jakiś mały mądrala. Takim właśnie był Kolec. Zawsze chciał znaleźć prostszy sposób niż mama pokazywała. Na przykład wziąść jabłko, które już spadło z drzewa. Mama powiedziała – wrzódcie nosem na kolce jabłko, ale Kolec znalazł prostszy sposób wlazł na kamień i na jabłko skoczył igłami w dół. Jabłko się nadziało i był pierwszy od rodzeństwa. Zbliżał się wieczór. Idziemy spać – powiedziała mama.

Rozdział trzeci.

Kolec poznaje przyjaciela.

Idzie sobie Kolec przez las, aż spotyka wiewiórkę. Kto ty jesteś – zapytał Kolec. Jestem wiewiórką i mam na imię Kosia, a ty jak masz na imię? Kolec – odpowiedział jeż. Będziemy przyjaciółmi – postanowili. I tak zostali przyjaciółmi.

Kiedyś łatwo było znaleźć przyjaciela… A najpiękniejsze jest to, że szkoła u zwierząt trwa tylko jeden tydzień, a pozostałe 47 miesięcy są wakacje, tak, że Kolec miał dużo czasu, żeby bawić się z Kosią 🙂

Książka o skrzatach jest poważniejsza, ponieważ skrzaty mają obowiązki – zajmują się ratowaniem zwierząt z opresji. W rozdziale drugim wkładają z powrotem do gniazda małego wróbelka Ćwirka, potem Gapcio ratuje sowę ze złamanym skrzydłem, a Mędrek zająca Kicka (który pojawiał się wcześniej, jako posłaniec w rozdziale drugim). Najbardziej jednak dramatyczny jest rozdział szósty.

Skrzaty ratują czmiela Hinka.

Latał Himek po dziecinnym pokoju ludzi. Czmiel, czmiel mamo czmiel – zawołały dzieci. Mama natychmiast weszła do pokoju dzieci z łopką na muchy. Wtedy zraniła czmiela Hinka w skrzydło. Weszły skrzaty i zobaczyły co się święci. Gapcio strzelił z swojego łuku strzałą usypiającą w matkę i dzieci. Ile działa ta strzała – zapytał Mędrek. Pięć minut – odparł Gapcio. Musimy zabrać czmiela Himka do spitala – powiedziały skrzaty – ma złamane skrzydełko powiedział Mędrek. Skrzaty zaniosły czmiela do szpitala. Później wszystko było dobrze.

Ciekawe, co znajdę w starym kufrze przed przeprowadzką.

pikfe

Reklamy

Trzy części Wyobraźni.

Styczeń 16, 2010

Dzień dobry.

Dziś wspominka ze Starego Blogu.

23 czerwca 2009
Wyobraźnia.
Dobry wieczór.
Mam dwie siostry – Owcę i Sybiraczkę.

Kiedy byłyśmy dziećmi, łączyły nas szczególne więzy. Wspólne zabawy lalkami, ferie spędzane razem, bale czarownic, nieprzespane noce, zabawy w „Ściganego” i „Drużynę A”, ale też w szpital pluszaków. Razem przeżywane pierwsze miłości, pierwsze pocałunki, pierwsze ludzkie okropności.

Ale przede wszystkim – cały wielki świat tylko nasz.
Ferie w Marville z reprezentacją Francji w piłce nożnej.
Ratowanie zaspołu The Kelly Family z rozwalonego balonu.
Czarownica Kunegunda z lasu na Drugiej Działce.
Wakacje w Paryżu z Zidanem (TYM Zidanem), który nas gonił zapamiętale.
Akademicy – czarownicy na kulturoznawstwie.
John McClane  trenujący Tommy’ego Lee Jonesa na asfaltówce przed Drugą Działką.

To wszystko w opowiadaniach, które pisałam, a potem czytałam na głos.
Eskapizm? To już był chyba nawet ESKEJPIZM, ale było fantastycznie – mamy dużo wspólnych wspomnień ze zdarzeń, które nigdy się nie wydarzyły.

Ale kiedy Owca pyta, czy pamiętamy mecz w schronisku w Marville, to my pamiętamy.
Kiedy Sybiraczka wspomina dwie angielskie turystki i jedną amerykańską, to my doskonale wiemy, kiedy i dlaczego się przebierałyśmy.
Kiedy ja pytam o komnatę pod wanną w Kamienicy, to one wiedzą, o co chodzi.

I to jest piękne.

pikfe
pikfe (21:45)

24 czerwca 2009
Kamienica. Wyobraźni część druga.
Dobry wieczór.

„To był mały, niezwracający na siebie uwagi budynek w centrum miasta.  (…) Elegancka i stylowa brama z początków wieku rozpadła się kilka lat wcześniej. Podwórko pozostało brukowane, ale już w niczym nie przypominało przyjemnego mieszczańskiego podwórka, którym było kilkadziesiąt lat temu. Dzikie wino pnące się po kablu telefonicznym porastało całą prawą oficynę. Wszędzie walał się gruz i kawałki papy. Koło szopki stała ogromna czerwona kanapa, w której latem mieszkały myszy. Sam budynek powoli zamieniał się w ruinę. Butwiały belki podtrzymujące strop, pękały ściany. Wyblakły starannie pomalowane ściany, a niemalowane okiennice straszyły szarością. Krzywe szyby deformowały świat. Siostry zastanawiały się, co ich prababcia mogła tam ukryć. (…)

– Kiedy wasza prababcia umarł, dokładnie przeszukałem budynek. Szukałem tajnych przejść i odkryłem dwa. Oto pierwsze – wyszeptał coś pod nosem i dotknął dłonią brzegu wanny, która natychmiast zniknęła ukazując spiralne schody prowadzące na dół.
– To nie są ruchome regały ani rozsuwające się cegły. To bardzo zaawansowana magia i nieźle się napracowałem, żeby znaleźć to przejście. Proszę. – pierwsza zaczęła schodzić Owca. Zapachniało wilgocią, a po chwili zrobiło się zupełnie ciemno.
– Nie można tu zapalić światła? Może jakieś pochodnie albo co? – zapytała Sybiraczka.
– Schody są chronione przed świtałem zaklęciem, którego nie udało mi się złamać.
– Acha – jęknęła Sybiraczka – ale zapadni nie ma?
– Już nie. – schodzili kilkanaście minut w zupełnych ciemnościach.
– Widzę płomień! – krzyknęła Owca.
– To przy drzwiach do komnaty, już niedaleko.
– Na szczęście – szepnęła Sybiraczka – pikfe, czy ty tu w ogóle jesteś?
– Jestem, jestem.
– Ona się boi, że powie coś głupiego – kumy zarechotały, a pikfe pomyślała, że mogłaby wpaść w jakąś nieodkrytą przez Czarownika – Akademika zapadnię. W końcu stanęli przed potężnymi drewnianymi drzwiami z żelazną klamką.”

pikfe
pikfe (20:05)

29 czerwca 2009
Kunegunda. Wyobraźni część trzecia i chyba ostatnia.
Dobry wieczór.

Pewnego dnia odwiedziły mnie – nieświadomie – trzy siostry, małe dziewczątka w uroczych sukienkach. Usiadły w lesie i zaczęły tworzyć historię o czarownicy Kunegundzie. Były bardzo przejęte, bardzo wystraszone i nie wchodziły do lasu po zapadnięciu zmroku. Później oswoiły się z czarownicą, a nawet uznały, że mogą zostać wiedźmami.
Do lasu przynosiły różne prezenty dla Kunegundy, które układały w kręgu zrobionym z cegieł.
Posadziły w lesie jagody.
Kiedy były starsze, zorganizowały Bal Czarownic. W starych łachmanach tańczyły nocą wokół ogniska, w którym potem spaliły wcześniej zrobione kukły wiedźm.
Po przyjeździe zawsze przychodziły do lasu przywitać się ze starą Kunegundą i w napięciu słuchały skrzypienia drzwi jej domku na kurzej łapce.
Chciały pozyskać przychylność czarownicy. I miały ją, choć nawet, gdyby nie przyszły, ona nie mogłaby nic zrobić. Czarownice nie mogą już wpływać na losu ludzi.

Któregoś lata nie przyszły zaraz po przyjeździe. Po paru dniach, skruszone, zorganizowały wspaniały Bal Czarownic z głośnymi tańcami. Przepraszały starą wiedźmę.
Następnego lata Bal także się odbył, ale już bez kukieł. Chyba zabrakło pomysłów. Może chęci.

Kiedy Kunegunda obserwowała je idące drogą widziała, że nie mają już tych uroczych sukienek w kwiatki i jasnych, małych sandałków. Rozmawiały też o innych rzeczach niż dawniej. Przychodziły od czasu do czasu, najczęściej pojedynczo, najczęściej po to, żeby powiedzieć na głos coś, czego tamte dwie nie powinny usłyszeć. Przestały też budować szałas w lesie. Popadł w ruinę i zarósł małymi olchami. Została tylko kupa czerwonych cegieł, porośniętych mchem, które kiedyś były piecem. Czasem siostry przychodziły do szałasu zapalić i rozmawiały wtedy szeptem, tak, że Kunegunda prawie ich nie rozumiała.

Aż któregoś lata ścieżkę prowadzącą na polankę starej wiedźmy zarosły młode drzewka, których nikt nie zadeptał. Nikt nie odwiedził czarownicy.
Drogą w lesie chodziły trzy siostry, ale nie pamiętały o kręgu z cegieł. Znowu zaczęły nosić sukienki w kwiaty, ale wyglądały w nich jakoś inaczej. W każdym razie nie wyglądały tak, jakby chciały urządzić Bal Czarownic.

Kunegunda umarła na zapomnienie.

pikfe
napisała w 2002
pikfe (22:11)

Muszę przyznać, że lubię mieć siostry.

pikfe