Archive for the ‘Stary kufer’ category

Skrzynka Pandory.

Sierpień 21, 2014

Dzień dobry.
Mam taki kufer, gdzie trzymam różne stare szpargały. Listy lekcyjne z podstawówki, wiekowe notesy z emfatycznymi wpisami z wczesnej młodości, setki kartek z młodzieńczymi opowiadaniami spod znaku eskejpizmu (nie, nie, nie eskapizmu; eskejpizmu właśnie, to taki eskapizm w wersji hardcore), pamiętniki i pudła z rzeczami, które kiedyś miały znaczenie.

Ostatnio znów zaczęłam tam zaglądać, nie wiem, czy potrzebnie, jestem bowiem wrażliwa na wszelkie przejawy mijającego czasu.

Pierwszy raz przejrzałam swój pamiętnik (z 2000 roku) bez palących rumieńców wstydu. Jasne, że żenada, nuda i naiwność, ale to przecież… młodość. Intensywność doznań i emocji jest zatrważająca, momentami wręcz męcząca, bo mój nieco już starszy układ nerwowy niektóre momenty z trudem wytrzymuje. I muszę sobie robić przerwy w lekturze, pierwszy raz nie dlatego, że zapadam się ze wstydu pod ziemię. To po prostu diablo mocna rzecz.

Tylko płaska.
Może z wiekiem zmniejsza się intensywność, za to znacząco powiększa się głębia i wielowymiarowość życia, całe to bogactwo niuansów, czasem piękne, czasem przerażające, które we wczesnej młodości bardziej niż ocean przypomina płyciutką kałużę.

PicsArt_2014-08-21 19_33_07

Pouczające doświadczenie, choć po przeczytaniu grafomańskiego opowiadania z młodości znalazłam się na skraju załamania nerwowego.

Bo wiecie, co jeszcze ma młodość? Ta wczesna młodość, ta przedmaturalna, ta smarkatność wręcz?

POTENCJALNOŚĆ.

A jej z wiekiem coraz mniej.

    pikfe

2 grudnia 1991 rok poniedziałek

Kwiecień 6, 2011

Dzień dobry.

Dziś odnaleziony dzięki AardvarKowi pamiętnik, czyli kategoria Stary kufer.

Jak zawsze, ortografia i interpunkcja oryginalne.

2 grudnia 1991 rok poniedziałek

Dziś nie poszłyśmy do szkoły. Ponieważ Olinus Prime była chora, a ja miałam kaszel i katar. Zostałyśmy same przez pare godzin. Przyjechała mama i powiedziała że się bardzo ładnie zachowywałyśmy, ale mama nie widziała biegającej po całym do mojej młodszej siostry. Nie powiedziałam nic mamie. Umyłyśmy się, zjadłyśmy kolacje i poszłyśmy spać.

3 grudnia 1991 rok wtorek

Dziś też nie idziemy do szkoły, ale ja już nie byłam taka grzeczna, wole nie mówić o mojej siostrze. Zjadłyśmy śniadanie, umyłyśmy się, poszłyśmy do łóżka. Dziś znowu zostałyśmy na kilka godzin. Dwa razy poprawiałyśmy kordłe. Olinus Prime grała w grę jaja, a ja pisałam albo prawa konstytucji albo też ten pamiętnik.Trochę czytałam i piłam pepsi. W telewizji nic nie było.  Słuchała czterech pór roku. Mama przywiozła nam wafelki, pumpki i kalendarze świąteczne w jedynce było podkowa, w dwójce była muszelka. Trójka to słoń. Nie możemy się doczekać i zobaczyć co będzie w czwurce. Okazało się, że mama przywiozła jeszcze wafelki. Było bardzo fajnie. Posprzątałyśmy pokój. Umyłyśmy się i poszłyśmy spać. Hu psssi Hu psssi Hu psssiiii.

mała pikfe

Najbardziej rozwaliło mnie, że pisałam prawa konstutucji.

I kordła.

I co to są pumpki?! Toutes proportions gardées – coś jak sepulki?

A jaka nauka wypływa z tego pamiętnika? Wszyscy kłamią 😉

pikfe

Mocne.

Marzec 25, 2011

Dzień dobry.

Dziś powrót do kategorii Stary kufer, czyli – jak napisałam wcześniej – miejsca, z którego wygrzebuje się mniej lub bardziej kompromitujące rzeczy.

I dziś taka rzecz bardziej kompromitująca, zapodam tu raz na jakiś czas coś takiego w ramach uczenia się dystansu do samej siebie.

A niektórych może rozśmieszy maksimum egzaltacji i minimum sensu. Bo dziś czasy licealne… Mówiłam, że będzie mocne. Bo to wiersze są.

***

W magicznym kręgu

Pozwalasz pieścić się

Szatanowi

Ustawieni za głazami

Ślepcy

Myślą, że to

Ich Pan Bóg

 

***

W Twoim synu

Narodzi się twój

Kochanek

Twoje wieczne

Marzenie

Niespełnione

Pożądanie

W Twoim synu

Narodzi się twój

Kochanek

 

***

Wrócę, obiecuję, że wrócę

Cały

Bez wysokiego stężenia

Soli morskiej w komórkach

Wyłowili go

Cały był w soli

Biały

Napęczniały

Zbutwiały

Martwy

Brzydki

Wyłowili go

 

***

Modląc się o ciebie

Klęczę przy łóżku

Opierając łokcie na

Białym prześcieradle

Po kątach pokoju

Na kartach papieru

Chowają się sny

Za oknem przeleciał

Nietoperz

 

***

Miej Świadomość własnego ciała

Miej Świadomość jego ciała

Kochaj jego ciało

Jego ciało zgniło

Pod ciężką płytą z marmuru

Do kochania zostaje mi

Dusza, która siedzi

We mnie

Ze mnie jest

Dwugłowy potwór

 

***

Załóż obrączkę

Weźmy ślub

Dotknij mnie

wzrokiem

Cień zatańczy

na krzyżu

Cień twojego

języka

 

***

Jesteś kłamliwą istotą

rzeczy

Nic tu po mnie

jestem prawdą

jedyną rzeczą

w którą wierzysz

daję ci to, czego

naprawdę pragniesz

a teraz nie płacz –

odchodzę

bóstwo nie jest

bezinteresowne

 

W kwestii powyższej twórczości autorka chciałaby poruszyć dwie kwestie.

Po pierwsze, uwierzcie mi, to nie jest jeszcze hard-core w moim wykonaniu. Te wiersze są przynajmniej oszczędne w formie. Proza – to jest dopiero popis.

Mam też wiersze z jeszcze wcześniejszego okresu, tak z początku liceum (myślę, że to jest trzecia klasa liceum). I to jest jeszcze lepsza zabawa. Kiedyś popłakałyśmy się z Olinusem Prime czytając je. I to nie ze wzruszenia.

Po drugie: skąd ta egzaltacja i obsesyjność? Z nudy? Bo chyba nie wszystkie nastolatki tak mają?

Ja nie pamiętam, żeby jakiś mój licealny wybraniec utopił się w morzu… Ani żebym tkwiła w obsesyjnym związku.

Będę miała córkę.

Może dobrze pamiętać o swojej licealnej egzaltacji (i minimum sensu).

pikfe

Być gdzieś indziej. Z pewnym hobbitem.

Kwiecień 28, 2010

Dzień dobry.

Dawno, dawno temu, wcale nie w odległej galaktyce ani za siedmioma górami czy za siedmioma rzekami, pikfe odbyła podróż. To była specyficzna podróż, ponieważ pikfe nie ruszyła się zza biurka, a mimo tego ta podróż jest dla niej nadal fantastycznym wspomnieniem.

Ta, gdzie pikfe była, poznała hobbita. Wcześniej czuła się bardzo zagubiona w mieście pełnym ludzi, bez mapy, całkowicie nieobeznana z tym dziwnym światem. Chodziła bez ładu i składu i wcale jej się nie podobało. Nikt jej nie odpowiadał, wszyscy odchodzili albo patrzyli pogardliwie.

(…) Oprócz nich spotykamy jednak także inny rodzaj gier, takie mianowicie, które oparte są na dążeniu do stworzenia jak najintensywniejszej diegezy. Nie musi to być wcale zbieżne z symulacją, czyli wiernym odwzorowaniem bodźców (jak w systemach imersyjnych). Czasem wrażenie obcowania z kompletnym światem osiąga się sposobami bardziej ascetycznymi. (…)

Aż któregoś dnia, kiedy pikfe czytała informację na jakiejś tablicy, podszedł do niej hobbit, uśmiechnął się i dał jabłko. Zaczęli rozmawiać i ten hobbit okazał się pierwszą osobą, która chciała z pikfe rozmawiać. Chodzili razem łowić ryby – co było bardzo trudne i bez pomocy hobbita pikfe na pewno by się tego nie nauczyła. Roznosili listy i przesyłki do okolicznych zamków i siedzib, bo hobbit miał wszystkie mapy w głowie. Raz nawet uciekali przed trollem.

A hobbit znał już wielką Arkadię, jej wojowników, jej sławy … teraz miał bawić się w małość, szarość… I co? I spotkał pikfe. Było to ciekawe. Postać wyglądała dwojako: bardzo urozmaicone zachowanie; słaba znajomość mechanizmów Arkadii. Od początku – intrygujące. Czy to second? Czy to facet kreujący kobietę? Ale nie było to dla mnie jakimś tematem – świetnie się z pikfe łaziło.

Na początku miałem misję taką, aby pikfe pokazać świat. A i samemu połazić. Było to takie świeże bardzo. Czułem, że ta druga osoba także dobrze się bawi.

Raz siedzieli na molo, nad jeziorem. Zachodziło słońce, a hobbit ze złości tupnął nogą, bo pikfe coś niemądrego powiedziała. Potem płynęli promem, a potem pikfe spędziła pół nocy rozwiązując jakąś zagadkę, a do piwnicy co chwila wchodził zniecierpliwiony elf. Zaglądał i znikał.

Dotyczy to szczególnie takich przypadków, gdy powołanie świata odbywa się za pomocą środków wyłącznie językowych. Tak właśnie dzieje się w „wieloosobowych lochach”, czyli MUD-ach. (…) Pavel Curtis stwierdza dobitnie: MUD nie jest zorientowany na cel; nie ma rozpoczęcia, ani zakończenia, nie ma w nim „rezultatu”, ani też pojęć „wygranej” czy „zwycięstwa”. Mówiąc krótko, mimo iż użytkowników MUD-ów nazywa się potocznie graczami, MUD wcale grą nie jest.

Pikfe czekała na każde spotkanie z hobbitem i promieniała, kiedy się zjawiał. Uwielbiała zwiedzać z nim ten świat, uwielbiała ich przygody, nawet lubiła rąbać drzewo, a poza tym to był niezły zarobek, nie to, co roznoszenie listów. Z hobbitem życie pikfe było łatwiejsze, bez niego trudno było jej dać sobie radę. Napadli ją kiedyś na promie i mocno poturbowali.

Czekała na niego.

Potem okazało się, że on czekał też na nią.

MUD-y umieścić można zatem na spektrum, którego jeden kraniec stanowiłby gry analogiczne do RPG (…). Drugi kres zajmowałyby środowiska, w których gra jest tylko pretekstem do towarzyskich spotkań (…). Jedyna różnica, zresztą decydująca, polega na fakcie, że MUD-y odwołują się zawsze do wyobrażonej przestrzeni fizycznej, w której odbywa się spotkanie, a także do fizycznych wyglądów osób i rzeczy.

Z czasem… po tych kilku „nocnych” do bólu posiadówkach, zacząłem się zastanawiać się, kto też siedzi po drugiej stronie. I tu wyjaśnienie. Był to mój pierwszy przypadek tego typu, że to ja byłem zainteresowany tym, kto siedzi po drugiej stronie, czekałem, czy dzisiaj pikfe wejdzie, czy się pojawi. (…) Dla mnie to było takie bardzo świeże, bardzo nowe, wręcz trochę wzruszające. To dziwne, bardzo, ale były to dla mnie chwile niezapomniane.

Chociaż w popularnym rozumieniu rzeczywistość wirtualna to mnóstwo elektronicznych kasków i cyberrękawic (..) [MUD-y] są dokładnie tym samym, tyle, że obrazy nie są generowane przez komputer, ale tworzone w wyobraźni graczy.

Gdzieś tam, w Arkadii, pikfe znalazła przyjaciela, z którym przeżyła przygody, które pamięta do tej pory; z którym gadała siedząc nad szumiącą wodą; z którym nawet wycinanie drzew i łowienie ryb było frajdą.

A potem pikfe to popsuła, ale to już zupełnie inna historia.

pikfe

P.S. Cytaty kursywą pochodzą z książki Piotra Sitarskiego Rozmowa z cyfrowym cieniem. Model komunikacyjny rzeczywistości wirtualnej, RABID 2002, strony 27 – 33.

P.S. 2 Cytaty w szarym kolorze pochodzą od Hobbita.

Stary kufer.

Marzec 6, 2010

Dzień dobry.

Mam taki stary kufer, a w nim pełno różnych skarbów: pudełka, w których są inne skarby; pamiętniki; stare kalendarze; fajne listy od nie zawsze fajnych chłopaków; pamiątki z dzieciństwa; stary wachlarz z kości słoniowej. Mam też parę rzeczy, którymi mogłabym niektórych poszantażować – własnoręcznie dopisany fragment wiersza z rysuneczkiem, duet z Muńkiem Staszczykiem, parę mniej cenzuralnych fotografii 🙂 Gubią się takie rzeczy w kufrze, a potem odnajdują, ale nie po to, żeby szantażować, bez obaw.

Otwieram to pudło od czasu do czasu, prawie zawsze przy okazji jakiś większych porządków. Część rzeczy, które zbierałam, traci swoje znaczenie i przestają być dla mnie w jakikolwiek sposób wartościowe. Albo mnie żenują, jak moje wiersze (ale tych nie wyrzuciłam, muszą zostać jako nauczka, a poza tym w dobrym dniu mogą sprawić naprawdę dużo radości) czy listy miłosne (chyba nigdy niewysłane, skoro są w kufrze) z okresu wczesne liceum-romantyczna dusza. Maksimum egzaltacji. Minimum sensu.

Wczoraj otworzyłam kufer, ponieważ niedługo będziemy się przeprowadzać, a śmieci się ze sobą nie zabiera, więc przyszedł czas, żeby przejrzeć to i owo. I tak powstaje tu nowa kategoria, Stary kufer.

Wczoraj znalazłam dwie książki, żeby nie było wątpliwości, ja je napisałam. Jedna opowiada o jeżu Kolcu, a druga o leśnych skrzatach, Gapciu i Mędrku.

Jakiś fragment tu zapodam. Radość pierwszego rozdziału. Pisownia oryginalna.

Poznajemy jeża Kolca.

Jeż Kolec był jednym mieszkańcem lasu Świętokrzyskiego. Był malutkim jeżykiem, którego urodziła matka imieniem Bimba. Jest mały, nie ma jeszcze bardzo ostrych igieł. W każdej rodzinie musi się znaleźć jakiś mały mądrala. Takim właśnie był Kolec. Zawsze chciał znaleźć prostszy sposób niż mama pokazywała. Na przykład wziąść jabłko, które już spadło z drzewa. Mama powiedziała – wrzódcie nosem na kolce jabłko, ale Kolec znalazł prostszy sposób wlazł na kamień i na jabłko skoczył igłami w dół. Jabłko się nadziało i był pierwszy od rodzeństwa. Zbliżał się wieczór. Idziemy spać – powiedziała mama.

Rozdział trzeci.

Kolec poznaje przyjaciela.

Idzie sobie Kolec przez las, aż spotyka wiewiórkę. Kto ty jesteś – zapytał Kolec. Jestem wiewiórką i mam na imię Kosia, a ty jak masz na imię? Kolec – odpowiedział jeż. Będziemy przyjaciółmi – postanowili. I tak zostali przyjaciółmi.

Kiedyś łatwo było znaleźć przyjaciela… A najpiękniejsze jest to, że szkoła u zwierząt trwa tylko jeden tydzień, a pozostałe 47 miesięcy są wakacje, tak, że Kolec miał dużo czasu, żeby bawić się z Kosią 🙂

Książka o skrzatach jest poważniejsza, ponieważ skrzaty mają obowiązki – zajmują się ratowaniem zwierząt z opresji. W rozdziale drugim wkładają z powrotem do gniazda małego wróbelka Ćwirka, potem Gapcio ratuje sowę ze złamanym skrzydłem, a Mędrek zająca Kicka (który pojawiał się wcześniej, jako posłaniec w rozdziale drugim). Najbardziej jednak dramatyczny jest rozdział szósty.

Skrzaty ratują czmiela Hinka.

Latał Himek po dziecinnym pokoju ludzi. Czmiel, czmiel mamo czmiel – zawołały dzieci. Mama natychmiast weszła do pokoju dzieci z łopką na muchy. Wtedy zraniła czmiela Hinka w skrzydło. Weszły skrzaty i zobaczyły co się święci. Gapcio strzelił z swojego łuku strzałą usypiającą w matkę i dzieci. Ile działa ta strzała – zapytał Mędrek. Pięć minut – odparł Gapcio. Musimy zabrać czmiela Himka do spitala – powiedziały skrzaty – ma złamane skrzydełko powiedział Mędrek. Skrzaty zaniosły czmiela do szpitala. Później wszystko było dobrze.

Ciekawe, co znajdę w starym kufrze przed przeprowadzką.

pikfe