Archive for the ‘Gdzieś dalej’ category

Widok na Everest.

Październik 24, 2011

Dzień dobry.

Co powiecie na to?


To widok na południową ścianę (mam tę informację tylko z jednego źródła) Mount Everestu. Kamera została zainstalowana na wysokości pięciu tysięcy sześciuset metrów (z tego, co się orientuję, kamera znajduje się we włoskim obserwatorium meteorologicznym, o dzień drogi od jednej z głównych baz trekkingowych) przez Włochów.

Ja pewnie nigdy tam nie dotrę, nawet nie wiem, czy mam chęć. Na sam szczyt na pewno jej nie mam, a i myślę, że do trekkingów znajdą się mniej zatłoczone miejsca.

Ale usiąść rano przed komputerem, z kubkiem ciepłej herbaty, i odpalić sobie widok na Mount Everest, o którym tyle czytałam (jak jeszcze myślałam, że może kiedyś będę miała ochotę na niego wejść) – to lubię.

Linka do tej strony dostałam od AardvarKa, nie będę wiśnia i też się podzielę:  http://www.evk2cnr.org/WebCams/PyramidOne/everest-webcam.html

Może też to polubicie?

pikfe

Reklamy

Do uzupełnienia, ale coś uzupełniłam :)

Październik 6, 2011

pikfe pozdrawia 🙂

Do uzupełnienia.

Październik 5, 2011

Dzień dobry.

Ale jeden wpis uzupełniony 🙂

pikfe

do uzupełnienia

Październik 4, 2011

Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (18).

Październik 3, 2011

Dzień dobry.

Znowu do uzupełnienia, bo cholera, posiała gdzieś listy do Big B!

pikfe

Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (17).

Październik 2, 2011

Dzień dobry.

Mam w planach jednak coś tu uzupełnić, choć to już nie wrzesień, a październik zaczyna mieć się ku końcowi.

Pogoda jak u nas była we Francji drugiego października 2007 roku w małej mieścinie Yport: dziś jest fatalna pogoda, aż trudno to opisać. Na dworze jest szaro, buro, panuje chłód i wilgoć, jest mgła, cisza, a Yport wygląda jak umarłe w jesiennej, nadmorskiej mżawce. To dość deprymująca pogoda, robi się tak strasznie, kiedy jest mało ludzi (a raczej w ogóle ich nie ma) na ulicach.

Dalej piszę jednak, że Północ nas zachwyciła… Architektura…

Pomimo tej niezbyt udanej pogody wybyłyśmy oczywiście z domu, choć nie bez pewnych problemów… Dziś był bardzo miły dzień, choć zaczął się strasznie. Przy naszym hotelu jest bardzo wąska uliczka [raczej nasz hotel stoi przy bardzo wąskiej uliczce, ale mniejsza z tym] i tu Olinus zaparkowała, naprawdę blisko muru. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że ustawiła auto przodem do wysokiej i stromej górki, w połowie której stoi nasz hotel i ta wąska droga naprawdę prowadzi dość ostro w górę. Stwierdziła, że wyjedzie tyłem, kazała mi iść na skrzyżowanie naszej uliczki i innej [ojoj], też bardzo małej 9i rzadko uczęśzczanej0 i tamować ruch. Odpaliła auto, poszły straszne czarne dymy z rury wydechowej, wycie piekielne, po czym auto zgasło. Włos zjeżył mi się na głowie, a Olinus otworzyła drzwi i powiedziała z kwaśną miną, że nie ma siły, że ona stąd nie wyjedzie za nic na świecie. Okazało się, ze za trzy centymetry stracimy lusterko, które właśnie ta odległość oddzielała od muru… Na szczęście przyglądał się temu właściciel, zszedł i zaproponował, że wyjedzie autem, a Olinus bez najmniejszych oporów wyraziła zgodę. On wsiadł i pomknął pod tę górkę, żadne dymy nie poszły, on na tej górce jeszcze wykręcił i nie wyglądał na człowieka, który zmierzył się ze śmiercią (Olinus tak wyglądała po tych dymach) – Olinus stwierdziła, że pan uratował nam życie, bo ona by nie wyjechała. Potem wyjaśnił nam jeszcze jak dojechać do Honfleur, jest może lekko zdziwaczały i demoniczny, ale bardzo miły.

Jednak zamiast do Honfleur pojechałyśmy tego dnia do Etretat. Wrzucam więcej niż jedno zdjęcie, bo piękno tego wybrzeża jest nie do opisania.

Etretat i jego piękne klify zostały uwiecznione przez Moneta w serii obrazów, które możecie podziwiać tutaj. Miejsce faktycznie jest magiczne, a ta pogoda, cóż, tylko dodała mu uroku.

Monet jednak nie musiał oglądać – co za szczęście – dość koszmarnej zabudowy nabrzeża. Z daleka jeszcze tak nie razi…

… ale z bliska…

Po tej wycieczce pojechałyśmy jeszcze do Fecamp, nieco większego miasta, ale tam jakoś nic szczególnie nas nie zachwyciło.

Po powrocie do Yport poszłyśmy jeszcze wieczorem na naszą plażę, i jak notuje Olinus, dość późno się położyłyśmy.

I tak minął kolejny fantastyczny dzień.

pikfe

P.S. I prawdziwie szokujący fragment z listu do Big B: Cieszę się bardzo, że Cię zobaczę, ale chętnie zostałabym jeszcze we Francji.

Nawet już nie tęsknię… 😉

Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (16).

Październik 1, 2011

Dzień dobry.

Pierwszego października udało się nam dojechać na Północ Francji.

Po drodze znalazłyśmy miasto (miasteczko), które nas całkiem oczarowało: Les Grandes Dalles (tu zdjęcie lotnicze, szóste od góry, tu mapa google). Tak pisałam do Big B: miasteczko było malutkie, z plażą, ciche, wyludnione i bardzo się nam tam podobało, ale niestety nie było ani hotelu, ani nawet pokoi dla gości. Szczerze mówiąc to to miasteczko było nawet trochę straszne – przez te budynki [w stylu normandzkim] i przez wyludnienie – trochę kojarzyło mi się nawet z „Lśnieniem”. Trochę jak takie miasto z koszmaru – wielkie domy z zamkniętymi okiennicami, pusto na ulicach, szara pogoda, cisze… Naprawdę fajnie tam było, szkoda, że nie było gdzie spać.

Właśnie stamtąd jest pierwsze zdjęcie w tym wpisie. I z tego, co się orientuję, wszystkie pozostałe.

O dziwo, znalazłyśmy hotel (w Yport) 😉 Co więcej – udało się nam nawet rozpakować, ale przypłaciłam to prawie życiem. Z listu do Big B wyczytałam, że Olinus wypakowywała auto, a ja tachałam cały ten majdan po jednych schodach (z ulicy do kamienicy), a potem po drugich (na pierwsze piętro), wąskich i stromych! I kiedy niosłam wielgachny kosz wypełniony butelkami z winem, Olinus łaskawie otwierała przede mną drzwi i zarykiwała się ze śmiechu, że nogi mi tak dygają… Bardzo zabawne 😉 Naturalnie Olinus nawet nie wspomina o tym, jak się rozpakowałyśmy. Nic dziwnego!

„Znowu podróż. Wyjechałyśmy o 8 rano. Pojechałyśmy na wybrzeże, jechałyśmy przez cudowne miasteczka, ale nie było miejsc.
W końcu zatrzymałyśmy się w Yport w domu takiego miłego pana maniaka układania puzzli 🙂
Przeszłyśmy się wieczorem na plażę, z piwkiem. Zaczepiali nas jacyś młodzi bardzo kolesie.
Upiłyśmy się trochę, ale w domu pisałyśmy jeszcze listy.
Ptak przerażająco śpiewał.”

Hm… upiłyśmy się, mocno powiedziane, bo nie udało nam się wypić nawet po butelce 😉 W ogóle doszłyśmy wówczas do wniosku, że jak na naród polski, dość fenomenalne jesteśmy, ponieważ to piwo na plaży w Yport to był nasz pierwszy alkohol w czasie tego wyjazdu. I ostatni. A mimo to wyjazd wielce udany!

pikfe

P.S. W ogóle nie pamiętam przerażająco śpiewającego ptaka!

P.S. 2  Nie napisałam nawet słowa o tęsknocie 😉