Portret 9. Emocjonalny popapraniec.

Dzień dobry.

Portret 9.

Emocjonalny popapraniec.

Z uporem maniaka nazywam go tak w pamiętnikach, tych pisanych prawie dekadę temu. Czasem zamiennie ze słówkiem dziwak. Nigdy nie określiłam, że widujemy się, raczej, że spotykamy się czasami. Nie rozumiem go; nie wiem, o co mu chodzi; zachowuje się, jakby wstydził się zaprosić mnie na bal ósmych klas; odwala takie numery, że nawet nie wiem, czy chce się ze mną dalej widywać. Pisze smsy o tym, jaka jestem wspaniała, a potem nie odzywa się przez tydzień. Planujemy wspólny wyjazd w góry, ale on ostatecznie rezygnuje, bo za bardzo mu się podobam (sic).

Na koniec, rozstrzygająca rozmowa, na kartkach pamiętnika nawrzucałam potem chłopakowi aż miło. Bo to w ogóle świetny dzień był.

Zaczęło się, kiedy dostałam na skórze dziwnych, okropnych, swędzących wyprysków. Potem było seminarium, na którym promotor zaproponował mi jakąś bezsensowną, banalną typologię z dupy. Następnie poszłam na konsultacje do jednego z adiunktów, a jego monolog zwalił mnie z nóg. Uznałam, że jestem głupia jak but i jeśli napiszę tę pracę, to będzie cud. Zresztą cała praca będzie do dupy, bo ja jestem do dupy. Na koniec dnia, niczym wisienka na torcie, spotkanie z nim. Zakomunikował mi, że sypiał, sypia i będzie sypiał z więcej niż jedną koleżanką i że nie chciałby mnie skrzywdzić.

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.

Rozważania o nim zakańczam wujem Stefanem, mistrzem ciętej riposty.

***

A jednak.

Był nieprawdopodobnie interesującym partnerem do rozmowy; uważny, inteligentny, racjonalny, o świeżym, oryginalnym i krytycznym spojrzeniu na rzeczywistość. Nigdy nie powtarzał cudzych osądów, umiał spowodować, że nagle dostrzegałam coś z zupełnie innej, niespodziewanej perspektywy. Tam, gdzie spodziewałam się krytyki, słyszałam aplauz; tam, gdzie oczekiwałam entuzjazmu, czekała na mnie miazga.

Czytał wszystko. Widział wszystko. Pamiętał wszystko.

Jego wiedza budziła podziw, był jakby poza naszą, studencką skalą, choć nigdy się nie wywyższał. (Że skończył medycynę powiedział dopiero, kiedy utrzymywanie tego w dalszej tajemnicy byłoby nieuczciwością i robieniem ze mnie idiotki).

***

Po tej dekadzie, kiedy wróciłam do wspomnień z nim związanych, ubawiłam się tym wszystkim, ale nie tylko. Dostrzegłam też, jak wielka zmiana optyki nastąpiła w moim życiu.

Choć niewiele starszy ode mnie, był dużo dojrzalszy, podczas gdy ja byłam jeszcze podlotkiem. Wkurzała mnie jego dojrzałość, chyba nieco cyniczna i zblazowana, choć bardzo poważna; jego mogła zachwycać moja dziewczęcość i naiwność spojrzenia (niezamierzona, ale teraz tak właśnie to widzę), bo niewiele chyba było jej w jego życiu singla i playboya, na którego wprawdzie nie pozował, ale którym bez wątpienia był.

Kiedyś zupełnie go nie rozumiałam, dopiero z czasem zaczęło docierać do mnie, że w wielu sprawach miał rację. Albo, że może nie do końca, ale w sumie teraz byłabym skłonna zgodzić się z nim.

I choć kiedyś tak tego nie widziałam, mało szlachetnie wzorując się na Bridget Jones (?) i nazywając go emocjonalnym popaprańcem, był uczciwy i zobaczył naszą wspólną przyszłość znacznie wyraźniej niż ja. Zaoszczędził mi wielkiego zawodu, którego mógł uniknąć tylko mówiąc mi „nie”.

Tyle na szczęście zrozumiałam.

I może też, dzięki decyzji, którą wtedy podjął, gdzieś tam, w jego głowie, żyje jeszcze tamta pikfe.

pikfe

P.S. I spojrzenie Olinusa, Trzeciej Perspektywy. Mnie coś umknęło, jej nie.

Bardzo skromny, ale odmienił moją grupę (mieszankę ludzi z różnych miast, w różnym wieku, z różnych powodów studiujących zaocznie). Miałam nawet fajnych ludzi na roku i myślę sobie, że ta fajność była właśnie jego zasługą. Kiedy wszyscy połapali się, ile on wie, ile przeczytał i ile widział i że nie ma w nim żadnej pozy, absolutnie żadnej, to postanowili nie pozować, bo to byłoby głupie. Ja tak to widzę.
Jak kiedyś jedna PANI DOKTORANTKA źle go potraktowała – do końca zajęć nikt się do niej nie odezwał, a to były ćwiczenia! Nie chciał podważyć jej wiedzy, ale ona sobie tak ubzdurała, zrąbała go, a cała grupa wbiła wzrok w podłogę i ani słowa. Chyba na następnych zajęciach go przeprosiła.

Oli

Reklamy
Explore posts in the same categories: Cytując innych, P4, Portrety, Przemyślenia, Stary kufer

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: