Portret 8. Robak.

Dzień dobry.

Portret 8.

Robak.

Kiedy ja wzdychałam do Boga, Robak wzdychał do mnie. Nawet przez sekundę nie pomyślałam, że ktoś może widzieć we mnie tyle, ile ja dostrzegałam w Bogu.

A jednak.

Robak był wytrwały, choć niekłopotliwy. Nigdy nie zdradził się z uczuciami, jakie żywił i nawet, kiedy dowiedziałam się o nich, nie krzyknęłam „wiedziałam!”, spoglądając na stare fakty w nowym świetle. Nic z tych rzeczy, był fenomenalnie dyskretny w tym względzie, choć spotykaliśmy się często.

Bardzo lubiłam z nim rozmawiać. Inteligentny, oczytany, pasjami oglądał niszowe filmy i słuchał niszowej muzyki. To dzięki niemu sięgnęłam po „Władcę Pierścieni”, potem po prozę Sapkowskiego, to on pożyczył mi Imre Kertesza, z nim dyskutowałam o Woolf i Coetzeem. Przynosił mi płyty, których nigdy nie byłam w stanie słuchać i raczył opowieściami o dziwacznych horrorach. Zawsze zatrzymywał się, kiedy paliłam, żeby chwilę pogadać.

Był inny niż większość moich kolegów z roku, całkowicie pozbawiony zacięcia do przybierania artystycznej pozy. Nie było w nim nawet śladu zadęcia, tylko skromność. I luz (może sztuczny, ale bardzo przekonywujący). Nie straszył ciemnymi podwórkami, butelką ciepłej wódki i śmierdzącym kiepem; wręcz przeciwnie, niepalący, niepijący, momentami może nieco mroczny, ale mimo wszystko uśmiechnięty, taki poukładany, choć kibic i po przejściach.

***

Uratował mnie kiedyś, tak bardzo pomógł, i ani przez chwilę nie chciał nic w zamian, przez cały wieczór pozostając tylko kolegą.

Pamiętam tamten dzień, kiedy błądziłam samotnie po ulicach miasta, zastanawiając się, czym jest Śmierć i dlaczego tak bardzo nas dotyka, dlaczego wszystko, a czasem nawet więcej, zabiera. Padało, było zimno i ciemno, jakiś listopad?

Minęłam kawiarnię, jasną i rozświetloną, w której siedziały wszystkie moje koleżanki, rozemocjonowane rozmawiały przy kawie i papierosie, a ja patrzyłam z zewnątrz i wiedziałam, że nie; że nie tym razem, że nie wejdę.

Do domu nie chciałam wracać, był jak kawiarnia.

Nikt nigdzie mnie nie rozumiał. Chciałam być sama i jednocześnie rozpaczliwie kogoś potrzebowałam, nie będąc nawet w stanie wsiąść do tramwaju.

Spotkałam jego, przypadkiem, w deszczu, na ciemnej ulicy.

I choć nigdy nie był moim przyjacielem, przytuliłam go i zaczęłam płakać. Długo, mocno, boleśnie.

Był mądry, nie zadawał pytań. Milczał tak długo, jak tego potrzebowałam, a potem zabrał mnie gdzieś i gadał, gadał, gadał. Tak długo, aż spokojną wsadził mnie w tramwaj i poprosił o smsa, że dojechałam.

***

Jak dobrze byłoby, gdyby to był koniec.

Jednakże Robak miał gadatliwych kolegów, dowiedziałam się bowiem z ust co najmniej drugich, że darzy mnie niezwykłym uczuciem nie od tygodnia, nie od miesiąca, ale od lat.

I to chyba była litość, może wzięcie na próbę, a może chęć uszczęśliwienia?

Nie pamiętam, wstydzę się.

Przedsięwzięcie od początku skazane na porażkę, choć przy aplauzie plotkujących. Nieudolne próby tworzenia paczki, w której nie było dla mnie miejsca. Niezbyt udane wyjścia z moimi przyjaciółmi. Jego niedyskrecja, która mnie zabolała. Jego koszulka, którą zdjął ukazując ciało tak dla mnie nieatrakcyjne, że o niczym poważnym nie mogło być mowy. Żadnych mięśni na przedramieniu, żadnej niedowagi, ktoś gdzieś mówił, że kobiety nie są wzrokowcami i liczy się charakter? Robak miał dobry charakter.

Poza tym źle się czułam jako bogini. Próbowałam chyba wykorzystywać to, że ustawił mnie na tym nieosiągalnym dla zwykłych śmiertelników piedestale. Wszystko było mi wolno, a wiedziałam, że tak nie wolno.

W tej samej kawiarni przed którą stałam patrząc na moje rozentuzjazmowane koleżanki, powiedziałam mu, nie po latach, nie po miesiącach, tylko po tygodniach, że ja jednak nie. Trudne, choć z pewnością trudniejsze dla niego. Niemniej jednak ułatwił mi zadanie; zaczął bowiem grozić straszną krzywdą uczynioną sobie. I wkurzył mnie, choć zachowałam zimną krew.

Wsadziłam go do tramwaju i poprosiłam o smsa, że dojechał.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Portrety, Przemyślenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: