Portret 7.

Dzień dobry.

Portret 7.

Szklany śnieg.

Poznała go w paryskim barze, całkiem niedaleko od swojego hotelu. Dosiadł się do jej stolika, pytając, czy nie dałaby mu pieniędzy. Duże, podkrążone oczy z niesamowitym blaskiem spoglądały na nią z naprzeciwka. Zanotowała w pamięci bladość skóry, niechlujny zarost, szmatławe i śmierdzące brudem ciuchy, tłuste włosy i potworne paznokcie. Nie mogła jednak oderwać wzorku od jego oczu.
– Zamów śniadanie, ja zapłacę – powiedziała.
– Wyglądam już tak źle, że nawet nie chcesz dać mi paru euro? – pokiwała potakująco głową. Rozłożył bezradnie ręce, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. Najpiękniejszego uśmiechu, jaki widziała w całym swoim życiu. Dokładnie tak wtedy pomyślała, tak dobrze pamiętała tamten dzień.
Do ich stolika podeszła kelnerka, a on mało dyskretnie przyglądał się jej nogom.
– Mogę przyjąć zamówienie? – zapytała zniecierpliwiona.
– Jajecznicę, sok pomarańczowy i mocną kawę – odpowiedziała ona, widząc, że on nie kwapi się do podjęcia jakiejkolwiek decyzji dotyczącej tego, co będzie jadł, o ile nie będą to nogi kelnerki.
– Świetny zestaw na kaca – powiedziała do siebie, coraz bardziej dziwiąc się, że ktoś taki siedzi z nią przy stoliku.
– Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym. Nie mam okularów, nie widzę, co jest napisane w karcie, a zresztą – ty stawiasz, ty wybierasz. Nie wiem, na co mógłbym sobie pozwolić – dodał, ponownie się uśmiechając.
– Papierosa? – zapytała.
– Z nieba mi spadłaś – spojrzał na nią z wdzięcznością, kiedy wyciągał z paczki marlboro. – Na imię mi Robert.
– … – powiedziała podając mu rękę ponad stołem. – Jesteś paryżaninem?
– Hmmm…. – roześmiał się. – A wyglądam?
– Nie wiem, jak wygląda paryżanin – odparła speszona.
– Myślę, że wiesz, tylko wstyd przyznać ci przy mnie, że kojarzy ci się z wyrafinowaną, drogą, męską elegancją albo z czarnym bawełnianym płaszczem, okularami w rogowych oprawkach i szalem. Nie pasuję.
Kelnerka postawiła przed Robertem jajecznicę, sok i kawę, a on spojrzał na danie zdegustowany. Zauważyła, że trzęsą mu się dłonie. Zaciągnął się papierosem.
– Nie zjem tego – powiedział.
– Nie jedz – odparła.
– Nie jesteś Francuzką, prawda?
– To widać?
– Zamówiłaś mi jajecznicę.
Roześmiała się.
– Zawsze sama jadasz śniadania?
– Z reguły.
– Jestem ci coś winien. Niewiele, bo nie liczę jajecznicy, ale mimo wszystko coś. Chodź ze mną – spojrzała na niego zdziwiona. Serce tłukło się jej w piersi. Był piękny. Brudny, śmierdzący, odrażający, ale piękny.
– Muszę iść do pracy – powiedziała.
– A czym się zajmujesz? – zapytał niedbale, wstając już od stolika.
– Wprowadzaniem faktur do systemu – spojrzał na nią okrągłymi ze zdziwienia oczami. Miała wrażenie, że całkowicie go zamurowało.
– To dość dobrze płatne zajęcie – odparła, jakby na swoje usprawiedliwienie. W domu nikt nie powiedział nic złego o tej pracy.
– I mimo wszystko chcesz tam iść? Zadzwoń, powiedz, że zwymiotowałaś. Chodź ze mną. Nie lubię mieć długów wdzięczności.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Moje fragmenty, Portrety, Przemyślenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: