Portret 6. Bóg.

Dzień dobry.

Cytaty kursywą pochodzą z moich pamiętników.

Portret 6.

Bóg.

Dzisiaj miał zarost, ja miałam zawał.

W czwartek nie dopisałam, że zawsze ilekroć go zobaczę, trafia mnie PIORUN (na szczęście nie grzmi…).

Dzisiaj widziałam go, jak bawił się z psem (…) tak, wiem, że to brzmi beznadziejnie: rozczulił mnie facet, który bawił się z psem. Pełen odlot.

Stał oparty o ścianę, tak niedbale, wpadłam, bo pewnie byłam spóźniona, kiwnęłam głową na dzień dobry, a on tak się uśmiechnął…

Kiedy zobaczyłam go dzisiaj poczułam w gardle najmniejsza kosteczkę małego palca u nogi…

Kocham ten stan. Duuuużo endorfin, chociaż go nie widziałam.

Czasem tak po prostu idę, a wydaje mi się, że frunę. Uśmiecham się od ucha do ucha, a świat jest nasz.

Imponuje mi wiedzą (no, nie tylko, gdyby był spaślakiem z tłustymi włosami, bez tego rozbrajającego uśmiechu, pewnie nie wzbudziłby we mnie takich namiętności).

Prawie wpadliśmy na siebie (…) Jakiś amok, obłęd. Całe wnętrzności podskoczyły mi do mózgu, potem opadły do stóp i trochę się jeszcze poobijały po ciele. Chyba zrobiłam się blada, puls musiał mi skoczyć do jakiś pięciuset na minutę, ręce zaczęły mi dygotać. Boże, CAŁA zaczęłam dygotać i tak mi zostało do tej pory. To było w środę [pisane w poniedziałek].

Jestem w stanie „wrak nerwowy” albo „kłębek nerwów” albo „silniejszy bodziec i potrójny zawał murowany”.

Zauważył mnie i to zauważył nie ze względu na jakąś historię, tylko ze względu na to, co wiem.

[powiedział, że] jestem bardzo dobra, że to, co robię, robię bardzo dobrze, że umiem się uczyć i umiem myśleć, co jest bardzo rzadkie.

Był pierwszą osobą, którą spotkałam. Uśmiechnął się do mnie (…) tak, jakby powtarzał „Jesteś bardzo dobra i cieszę się, że mogę ci to powiedzieć”.

Dogonił mnie na schodach, a ja byłam bliska spadnięcia z nich.

Zapytałam, czy ma coś do pisania – wyjął z kieszeni długopis i zapytał, czy może być. Nie, kurcze, nie może… Chciałam uciec z tym długopisem (…) Spisałam jakąś maksymalną głupotę (godzina rozpoczęcia 19:77).

 

Usiadł koło mnie.

– Zdałaś?

– Tak.

– Niemożliwe. Jak?

– Na 4.

– Niemożliwe – uśmiech.

 

Ten zarost, ten mięsień na przedramieniu, ta figura, ten uśmiech, te oczy, ten mózg, ten sposób bycia – on mnie zupełnie onieśmiela.

Będę czekać pod kinem 45 minut. Zwariowałam zupełnie, wiem. Różne rzeczy przydarzają się ludziom. (…) tyle tylko, że nie było go przed tym cholernym kinem. Marzłam 45 minut, a ten baran leniwy nie przyszedł (…) upewniłam się tylko w dwóch rzeczach: a) że jestem głupia b) jak bardzo chciałam, żeby przyszedł i jak bardzo żałuję, że nie przyszedł.

Mój stan raczej się pogarsza. W dodatku nic nie zwiastuje poprawy, co jest dość smutne.

Wieczorem poszłam z Sybiraczką na fajkę. Ona cały czas mówi o swoim nowym ukochanym, ja o Nim – razem dogadujemy się dość dobrze.

Czasami w życiu jest taki moment, że człowiek ceni obojętność.

Śnił mi się ostatnio. Powiedział, że [dawniej] bardzo się kochaliśmy. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy i wiedząc, że nic się nie zmieni. (…) Po prostu pogodzenie się z faktem, że TEGO nie będzie. (…) Bardzo smutna ta chwila pożegnania, to zdanie sobie sprawy, że już nigdy nie będzie tego, o czym marzyliśmy, że nigdy nie doświadczymy tego, czego pragnęliśmy najbardziej.

Powinnam uważać z takimi idiotyzmami, bo nie przysparzają szczęścia.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Portrety, Przemyślenia, Stary kufer

6 Komentarzy w dniu “Portret 6. Bóg.”


  1. Primo: gdzie piąty?

    Secundo: pikfe, jak wiele my (nastoletnie my przynajmniej) mamy ze sobą wspólnego, pojęcia nie masz! Masakra jakaś.

    • pikfe Says:

      Piaty nie mógł się napisać, a szósty czekał. Bogowie nie powinni czekać zbyt długo 😉
      Nie ma w tych wpisach porządku chronologicznego, ale jak już przypiszę bohaterowi numer, trudno mi wepchnąć na jego miejsce kogoś innego.

      Ale że jak? Zdradzisz jakieś szczegóły?
      To taki coming-out, że też słuchałaś The Kelly Family? 😉 Albo taki mały świat, a nuż to ten sam Bóg był. To by się porobiło.

      Dla mnie to bardzo ciekawe, jak moi nieliczni Czytelnicy odbierają te wpisy. Dla mnie to swego rodzaju zanurzenie w przeszłości, ale też wyzwanie, jak opowiedzieć. Ciekawie, literacko, zmieniając jednak w coś bardziej uniwersalnego niż jednostkowe doświadczenie.

  2. sybiraczka Says:

    Hmmm…żebym nie żałowała, ze pytam…o kim mówiłam cały czas?

  3. sybiraczka Says:

    Chyba przestanę pytać 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: