Poród. A właśnie, że było jak w filmie!

Dzień dobry.

Ciągle chodzi mi po głowie wspomnienie porodu Stasiuka, a przez to wracam też do momentu, w którym na świat przyszła Yoda. Skłamałabym mówiąc, że były to chwile miłe.

Ból był potworny, na szczęście szokująco krótki. I to nie jest ból, który pamiętam mniej albo taki, który rozmył się gdzieś, kiedy położyli Yodę na moim ciele. Uczucie nieziemskie, ale ulga, że to już koniec – także. Przy czym naprawdę się nie nacierpiałam – na porodówce byłam… niecałą godzinę. Później szok – nie wszystko pamiętam, część jak za mgłą.

Pisałam tak po narodzinach pierwszej córki. Tamten poród był taki prawie zaplanowany – panicznie bałam się, że zacznę rodzić w nocy i chyba podświadomie ten lęk doprowadził do tego, że rodziłam w czasie pracy całego szpitalnego personelu. Rano mój lekarz prowadzący powiedział, że to dziś, co bardzo mnie zdziwiło, ponieważ nie czułam absolutnie nic, co zapowiadałoby poród. Tymczasem już za pięć czwarta Yoda była na świecie.

Acha, bolało jak – wybaczcie proszę – skurwysyn.

Tym razem nie bałam się, że urodzę w nocy i oczywiście w nocy urodziłam.

Wiecie, jak to wyglądało? Jak ktoś kiedyś powie oglądając film, w którym ludzie jadą na złamanie karku na porodówkę, a rodząca kopie i bluźni w samochodzie, że tak to tylko w kinie i śmiać się będzie widząc rodzącą wpadającą na izbę, wrzeszczącą prawie, że ona do porodu i dopadającą do windy, która magicznie otwiera przed nią swoje podwoje i rusza natychmiast na górę, gdzie rodząca wypada z windy i w szalonym ataku kolejnego skurczu wpada na ławkę w poczekalni, śmiertelnie wystraszając jakiegoś przyszłego tatę, który ucieka z przerażeniem; gdzie wpada do sali i wrzeszczy, że to już, a położne wyrzucają prawie za drzwi inną mamę, której dziecko spokojniej czeka; gdzie nie ma czasu absolutnie na nic, a potem rodząca wrzeszczy jak opętana na łóżku porodowym… więc jeśli oglądalibyście taki film i ktoś by wam powiedział, że to tylko w głupawych filmach tak to wygląda, to powiedzcie mu, że nie. Że tak właśnie może być w prawdziwym życiu.

I jak przeczytacie kiedyś, że pierwsza faza porodu to trwa tyle, a druga tyle, a trzecia tyle, to ja zapewniam, że wszystkie fazy da się upchnąć w jednej godzinie, więc lepiej nie oddalajcie się od szpitala…

No i oczywiście – bolało jak skurwysyn. Ale o bólu jeszcze napiszę.

pikfe

 

Reklamy
Explore posts in the same categories: Ciąża, Stasiuk, Yoda

2 Komentarze w dniu “Poród. A właśnie, że było jak w filmie!”

  1. agnieszka Says:

    buziole Pikfe 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: