Archiwum dla 3 czerwca, 2012

Więc może powinnam się zamknąć?

3 czerwca, 2012

Dzień dobry.

Jak wspomniałam wcześniej: tęsknię. I nie mam z tą tęsknotą problemu. Co więcej, uważam za naturalne i zdrowe, że człowiek tęskni za tym, co lubi. Teorii do tego nie dorabiam, że niby jako matka tęsknię (tęskniłam i wcześniej, podobnie to wyglądało). I że przez tę matczyność moja tęsknota jest jakby wielokrotnie wzmocniona, może nawet cierpieniem uszlachetniona i uwznioślona. Wiecie – tak po polsku.

Ostatnio temat macierzyństwa i matki uciemiężonej jest na topie, pisze się, mówi się, dyskutuje się, bo Matka Polka jest wkurzona.

Przyznam, że czytaliśmy z Big B oniemiali, on jeszcze bardziej niż ja, do tej pory tematu nie zgłębiał, a ja – jak może pamiętacie – zaczęłam już dawno od Arlington Park.

Cóż, urodziłam pierwsze dziecko i – nie umarłam. Nie czuję się też częścią jakiejś mitologii. Ale może, do cholery, ja jedna?

Otóż, Matka Polka jest wkurzona na wszystko właściwie – na babcie, na lekarzy i służbę zdrowia, na męża, na ekspertów, Kasię Cichopek i Annę Muchę.

Ja się pytam, jak wiecznie zmęczona i wkurzona Matka Polka, która dosłownie sekundy czasu dla siebie nie ma (tak przynajmniej wynika z tych tekstów), ma czas, żeby czytać o wózku Ani Muchy oraz o sposobach wychowania preferowanych przez Kasię Cichopek. Ja bym jej może zaproponowała, żeby w tym czasie zrobiła coś, co nie będzie jej wkurzało.

Naprawdę proponuję przeczytać artykuł z Wyborczej, bo można tam trafić na prawdziwe perełki.

Jeszcze bardziej wkurzające są gazety i programy telewizyjne, które promują karmienie piersią, poród naturalny czy ”ekologiczne macierzyństwo” (czyli noszenie dzieci w chustach, tetrowe pieluchy i pranie w orzechach albo płatkach mydlanych). – Zdaniem matek te rzeczy powinny pozostać w sferze indywidualnych, a nawet intymnych wyborów, a nie podlegać modzie – tłumaczy dr Sikorska.

Ale czy ktoś wmusza? Czy walą do drzwi i każą od deski do deski czytać czasopisma, które promują tak szkodliwe zachowania jak karmienie piersią? Czy przychodzi policjant od Matek Polek, włącza telewizor, przypina Matkę Polkę pasami do kanapy i zmusza bidulkę do oglądania porannych programów i wykorzystywania zdobytej dzięki nim głębokiej wiedzy w życiu codziennym? Czy siłą dostarczają nam płatki mydlane i badają ścieki na obecność mydlin – a jak nie: grzywna?!

A ci mężowie, co to nie wiedzą, gdzie ich własne ciuchy leżą, to niby co? Przed „dzieckiem” to oni może wiedzieli i tylko teraz tak im się zapomniało?

Człowiek czyta oniemiały – bo czy to dorośli ludzie piszą? Czy to dorośli ludzie mówią? Czy to z poważnego dziennika artykuł jest?

Żadnych Kaś Cichopek w mojej ciąży ani w moim macierzyństwie nie było; o ekologicznym wychowaniu, owszem – słyszałam, ale żebym się czuła napastowana przez Reni Jusis czy innego ekoeksperta, tego powiedzieć nie mogę. Sporo metod? Sporo rad? Owszem, od tego człowiek ma mózg, żeby go użyć, choćby jako odsiewni idiotyzmów.

Mam partnera, na którego mogę liczyć i który jest świetnym ojcem, a chorym dzieckiem zajmuje się równie dobrze jak mama; babcie i dziadek – co najmniej nie straszą, a Yoda ich uwielbia; lekarz – w sumie jak równa z równą rozmawiamy; eksperci jakoś w moim świecie nachalnie się nie pojawiają, o Ani i Kasi, ich wózkach, dzieciach i sposobach – nawet nie wspomnę.

Mnie macierzyństwo wyzwoliło z okowów tego, co „się powinno” – więc może powinnam się zamknąć?

pikfe