Może nie złą, ale na pewno nie świętą.

Dzień dobry.

Na początku – ostatni wpis był oczywiście żartobliwy (pod kategorią Wesołkowatość). Nie potrzebuję psychologa dziecięcego (vide: matka wampirów), żeby wiedzieć, że dziecko może mieć swoje humory  i że siedzenie z mamą, kiedy pewnie chciałoby się być z tatą, może doprowadzić  do rozpaczy. Po prostu, to co udało się Big B było dla mnie w pierwszej chwili zaskakujące. Nie dlatego, że uważam, że ojciec nie jest w stanie uspokoić i nakarmić (codziennie mam dowody, że jest), tylko dlatego, że myślałam, że tu nic się nie da poradzić. Albo ewentualnie w mękach. A tu proszę – piętnaście minut i po sprawie. To mama się myliła.

A że według niektórych matka to instytucja nieomylna – ja pewnie zła jestem.

**

*

Temat macierzyństwa i tęsknoty rozwlecze się nie tylko na ten post. Nie mam niestety cudownej zdolności prostego i wyrafinowanego jednocześnie ujmowania własnych myśli, jak Santa.

Tęsknię. Czasem bardzo.

Zaglądam codziennie na strony, patrzę na Tatry za każdym razem inaczej wyglądające i naprawdę mi tęskno.

Tatry to wspaniałe wycieczki mojego dzieciństwa. Tamte wycieczki dały mi poczucie wyjątkowości  – bo byłam tam, gdzie nie każdy mógł (chciał) wejść, bo widziałam to, co nie wszyscy widzieli, bo to było wyzwanie z dreszczykiem, a ja się nie bałam.

A potem Tatry samodzielnie i odpowiedzialnie, bo z małym Uialem, któremu góry chciałyśmy (z Olinusem) pokazać. Od dzieciństwa minęło sporo lat, a dla mnie widok Tatr (czego się nie spodziewałam) był wstrząsający. Zobaczyłam panoramę gór i zaczęłam w zwykłym rejsowym autobusie wyć ze wzruszenia.

I na koniec Tatry z Big B, na początek miłości. To ja byłam jego przewodnikiem w czasie naszych pierwszych wspólnych wakacji. Entuzjazm tamtego pierwszego dnia był ekstatycznym doznaniem – nigdy przedtem nie doświadczyłam tak bardzo tego, co nazywa się potocznie skrzydłami miłości. Bez dużej dozy przesady i bez wdawania się w zbędne szczegóły jakoś tak się złożyło, że Tatry świadkowały naszej wspólnej historii, już od tamtego pierwszego wyjazdu.

A teraz mogę sobie na Tatry popatrzeć via kamery internetowe. I tak, zgadzam się, że to wcale nie Yoda nas ogranicza (jak pamiętacie, Yoda miałaby niańkę i niańka w postaci Olinusa i Kubatrona), tylko raczej Ziarenko, swoim pojawieniem się uniemożliwiające długie i forsowne – te, które obydwoje lubimy najbardziej – marsze po wysokich górach.

Ale zrobię to dla Ziarenka, nie zaryzykuję, tylko uwiędnę patrząc w ekran monitora.

Tatry są dla mnie ważne.

Tatry z Big B są ważne szczególnie.

**

*

Pamiętacie, co kiedyś pisałam, przy okazji pierwszych dwóch kresek?

Ale nie tylko – dobrze nam tu z Big B razem.

Wygodnie. Komfortowo. Bezproblemowo.

Przesypiamy noce i mamy czas dla siebie – dla siebie nawzajem i dla siebie osobno. Nie musimy się sobą dzielić. Ani sobą, ani naszą przestrzenią, ani naszym czasem.

Kiedyś zupełnie inaczej na to wszystko patrzyłam – euforycznie, ale też (tak mi się wydaje) nieco fałszywie. I nieco kompensacyjnie – dziecko miało mi dać (wtedy) coś, czego mi brakowało. Poczucia stabilizacji? Poczucia przywiązania do Big B? Poczucia szczęścia?

A teraz mam to wszystko, bez dziecka.

Tak, mówi się, że dziecko się urodzi i człowiek nie będzie sobie wyobrażał życia bez niego. Pewnie tak, ale tymczasem ma dopiero sześć tygodni (no cóż, wiem o ciąży już od jakiegoś czasu, ale najpierw lekarz, badania, a potem dopiero w eter) i jeszcze daleka droga do porodu. Mamy jeszcze czas, żeby zapragnąć nieprzespanych nocy i uznać, że bez miksowania zupek i zmieniania pampersów życie nie miało sensu.

I choć Yoda wzbogaciła nasze życie w sposób, którego nie potrafię wyrazić słowami, to nadal daleka jestem od uznania, że wcześniej było bez sensu.

A wcale nie uważam się za złą matkę.

pikfe

Zdjęcia pochodzą z serwisu http://www.zol.pl/webcam/ oraz z http://kamery.topr.pl/kamery.html#Morskie_Oko_kamera_2

P.S. Niestety nadal nie mogę komentować (udaje się to tylko na WordPressie).

Advertisements
Explore posts in the same categories: Przemyślenia, Tatry, Yoda

6 komentarzy w dniu “Może nie złą, ale na pewno nie świętą.”


  1. może wyloguj sie jak chcesz komentować… :/

    • pikfe Says:

      To niestety nie pomaga. Wydaje mi się, że to musi być coś z aktualizacją jakiegoś oprogramowania, ale nie mam pojęcia jakiego – z czasem wyjdzie, bo aktualizuję wszystko po kolei 😉

  2. Lucy Says:

    Jezu, już zapomniałam, jak to było skakać po Tatrach niczym kozica. Ja też wprowadzałam swojego męża na górskie szlaki, choć wcale nie miał na to ochoty. Bronił się zawzięcie złymi doświadczeniami z dzieciństwa, aż w końcu zakochał się w pieszych wędrówkach. Każde wakacje dzieliliśmy na: góry i morze w tej właśnie kolejności – najpierw totalne zmęczenie, ale wysoki poziom endorfin, później słodkie lenistwo na plaży lub przy basenie. Bywało, że jechaliśmy z południa na północ Polski nie śpiąc dwie doby, byleby tylko nie stracić kilku cennych oddechów górskiego powietrza.
    Było, minęło.
    Czekam, aż dzieci pójdą na studia…

    Tli Ci się w głowie pomysł na imię dla małej fasolki?

  3. kefir Says:

    Z takim podejściem do Tatr jeszcze się nie spotkałem, dobrze, że cały czas stoją niewzruszone i nie uciekną…sentymentalnie się zrobiło:)

  4. Piotr Says:

    Ciekawy tekst i fajne zdjęcia, aż chciało by się połazić po szczytach.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: