Dlaczego moje dziecko nie jest wampirem?

Dzień dobry.

Może ja jestem Matką Polką? Bo mnie jakoś nie przeszkadza, że mam dziecko i nie zbieram w głębi duszy negatywnych emocji, którymi nie wypada się dzielić.

Piszę jakby w polemice na list, który przeczytałam na portalu GW, zatytułowany Dzieci są jak wampiry.

Mam powiedzonko, które ukułam na własny użytek i którym dzielę się z innymi matkami, w pełni mnie rozumiejącymi: Dzieci są jak wampiry, które od kiedy się tylko pojawiają, zabierają nam nasz czas, uwagę i pieniądze. I tak już do końca życia. Stwierdzenie może nie jest zbyt miłe, szczególnie w Polsce, gdzie wisi nad nami presja Matki Polki, kochającej, opiekuńczej i poświęcającej się, ale prawdziwe.

Tak jakby Matka-Nie-Polka była niekochająca, nieopiekuńcza i niepoświęcająca się.

Szczerze mówiąc nie do końca nawet rozumiem stwierdzenie, że dziecko może być wampirem. W jakim sensie?

(…) zabierają nam nasz czas, uwagę i pieniądze (…) uważam je za potwory, które zabierają lub chcą zabrać cały mój czas i energię.

Wszystko w życiu zabiera nam czas, wszystkiemu należy poświęcić uwagę, a wielu rzeczom (ach, fryzjerom, ach, ciuchom – do czego odwołuje się Autorka) – także pieniądze. Bez energii także trudno cokolwiek zdziałać.

To jak? Dziecko powinno cicho leżeć i jeszcze dopłacać za siebie?

Znów brakuje mi tutaj tego, o czym już kiedyś pisałam: miłości. Bo choć Autorka pisze, że bardzo kocha swoje dzieci, to jakoś ta miłość wydaje mi się pokraczna.

Bo wampir nie kocha, relacja z wampirem do niczego dobrego nie prowadzi – a relacja z dzieckiem tak. Wampir (czy to dosłownie czy metaforycznie) żyje z nas, a nas to wykańcza (mniej lub bardziej metaforycznie).

Czy Yoda swoim uśmiechem, swoimi pierwszymi krokami, swoim „ma-ma” wykańcza mnie? Czy kiedy budzi się w nocy z wrzaskiem, ze mnie wypływa cała energia, córka kwitnie, a ja konam? A może kiedy uczy się jeść i rozlewa/ rozmaśla/ rozsypuje wszystko wokół siebie to tak, jakby rozmyślała mnie albo swojego tatę? Owszem, poświęcamy Yodzie czas, energię i pieniądze, tak jak sobie wzajemnie, jak innym bliskim nam ludziom, jak pracy i jak temu, co lubimy robić. A nasza córka nie jest wampirem, bo każdego dnia czyni nasze życie bardziej wartościowym, piękniejszym, jaśniejszym – a nie odwrotnie.

Zdaje się, że trudno jest wychować dziecko i jednocześnie oczekiwać od życia, że ułoży się tak, jakby tego dziecka w ogóle nie było. Bo wtedy chyba nie byłoby wampirem, tak?

pikfe

 

Reklamy
Explore posts in the same categories: Przemyślenia, Yoda

Tagi: ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

6 Komentarzy w dniu “Dlaczego moje dziecko nie jest wampirem?”

  1. santa Says:

    Pewnie jestem fatalna, ale mi porównanie do wampirka bardzo pasuje 🙂 Bo faktycznie mój świat z robakiem (jak pieszczotliwie nazywam córkę, która nawet siedząc na kolanach, wije się niemiłosiernie) skurczył się do jej rozmiarów. Pewnie inaczej by się sprawa miała, gdyby ktoś ze mną tę opiekę dzielił… Bo tak to małe tałatajstwo wysysa ze mnie energię, a czasu zostawia ciut, ciut. Pieniądze póki co są najmniejszym zmartwieniem, takim, co urośnie wraz z dzieckiem zapewne 😉
    Myślę, że to jak zawsze kwestia perspektywy, planów i ambicji..i może jeszcze hormonów. Mi faza matkowania w pełni oddanego przeszła właśnie po roku, wraz z odstawieniem od piersi – organizm się wyciszył, wrócił do bycia mną w pełni. I tak, czasem mam żal, że to co „moje” skurczyło się aż tak bardzo na rzecz „dziecka”.
    A kocham swoje dziecko, czego kwestionować raczej nikt prawa nie ma.

    Każdy ma chyba swoją drogę miłości 🙂 A w pikfe już nowe hormony buzują 😛

    • pikfe Says:

      Ja bynajmniej świętą nie jestem, a hormony nie mają tu za wiele do rzeczy, bo ja robię się raczej wroga 😉

      Mnie uderzyła niefortunność tego porównania, dlatego, że wampir kojarzy mi się zdecydowanie negatywnie: właśnie jako całkowicie jednostronna relacja, w której jedno rozkwita z ewidentną szkodą dla drugiego. Emocjonalny wampiryzm jest prawdziwą potwornością i wyjątkowo kłóci się – dla mnie – z posiadaniem dzieci.
      I z miłością w tym sensie, że trudno mi wyobrazić sobie miłość, która polega na wykorzystywaniu jednej osoby kosztem drugiej. Z tym właśnie kojarzy mi się wampiryzm.

      Co nie oznacza, że moja dziecko i ja to dwie świętości 🙂 Yodą nazywamy Potworem 🙂

  2. Lucy Says:

    Rozumiem Twój pogląd na sprawę, ale rozumiem też tok rozumowania autorki artykułu. Może to granica w stylistyce sformułowań, a może rzeczywiście pisanie dla pisania, bo temat chwytliwy, niemniej jednak któś, kto musi dzielić 24-godzinną dobę pomiędzy obowiązki, stres utrzymania rodziny i wychwanie dziecka, nierzadko popada w przesadę. Przychodzą chwile zwątpienia, niekiedy ciągnące się miesiącami i nawet jeśli pewne sprawy były dla nas nieistotne, przy tylu ograniczeniach zaczynają się wyostrzać. Kobieta znów chce się poczuć kobieca, zadbana, atrakcyjna nie jako żona, matka, gospodyni. Niestety, problem rodzi się w głowie, jest odbiciem zmęczenia, nagromadzenia ilości nowych obowiązków, które trzeba pogodzić z dotychczasowymi….
    Poza tym kobiety często wypowiadają się pod wpływem emocji, które, kiedy ostygną, zmieniają ponownie tor i wraca się do normalności.
    Oczywiście, dziecko nie powinno stanowić balastu, szczególnie, gdy to dziecko jest dopełnieniem nas samych, ale potrafi dopiec jako zbiór okoliczności związanch z jego pojawieniem się na świecie.
    Myślę, że łatwiej o zwątpienie, kiedy nie ma się żadnej odskoczni i zamiast zaakceptować nowy tryb życia, żyje się wciąż bez „zobowązań”

    • pikfe Says:

      Wolałabym, żeby wyzwała od wampira swojego jakże pomocnego towarzysza życia… Wieszanie na dzieciach przysłowiowych psów za poczucie własnego niespełnienia jest dla mnie czymś, czego nie należy robić. Dorośli ludzie powinni umieć ponosić konsekwencje własnych zachowań, a nie winić własne dzieci. Sami jesteśmy odpowiedzialni za własne życie i choć to trudne, to akurat w tym wypadku jestem bardzo rygorystyczna. Chyba jak nigdy. Winienie kogoś za własne niepowodzenia nie bardzo mieści mi się w głowie. W końcu swój rozum mamy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: