Zakopane z Yodą (1).

Dzień dobry.

Nie bywam ostatnio zbyt często w Sieci, a co za tym idzie – na blogach i na blogu. Najgłębsza przyczyna tego stanu rzeczy to oczywiście Yoda – a jest mi szkoda każdej minuty. Poza tym w ostatnim tygodniu udało się nam wyskoczyć do Zakopanego. W gruncie rzeczy spowodowała to Yoda, a ściślej rzecz ujmując jej nieprzemijający katar. Postanowiliśmy udać się „do gór” w celach sanatoryjnych, ale i ku własnej przyjemności.

Jak to zwykle nam – nie chwaląc się za bardzo – pogoda dopisała, tak więc już pierwszego dnia zapakowaliśmy Yodę w ciepłe ubranka i pognaliśmy do Doliny Kościeliskiej.

Od razu na wstępie zaznaczę, że chciaż mój blog nigdy nie był piękny fotograficznie, to w tym przypadku może być nawet nieco gorzej. Zabrałam ze sobą tylko naszą malutką idiotkamerę i po prostu pstrykałam fotki.

Tego pierwszego dnia Yoda dość długo była aktywna i chociaż widoki nie robiły na niej żadnego wrażenia ;), to świerki – i owszem. Bardzo się jej podobały i nawet próbowała do nich zagadywać.

W schronisku Ornak PUSTO, co było fantastyczne. Wysiedzieliśmy się w słońcu, a Yoda – bez wątpienia w najbardziej luksusowych warunkach, bo w wózku i pod ciepłą pierzyną, się w tym słońcu wyspała. Spotkaliśmy też inną małą Yodę, już dwuipółletnią, która dzielnie zasuwała z rodzicami w kierunku Iwanickiej Przełęczy, co dało nam nadzieję, że i my niebawem nie będziemy musieli posuwać się tylko po dolinkach.

Następnego dnia wybraliśmy się do Doliny Chochołowskiej – oczywiście, ludzi prawie nie było, chociaż dostarliśmy tam dobrze koło dziesiątej. Trafiliśmy idealnie – na całkiem martwy sezon i na przepiękną pogodę.

W schronisku zadawaliśmy szpanu, żeśmy wleźli z wózkiem, ale naprawdę – to nie był jakiś wielki problem. Może dlatego, że nastawiliśmy się na mozół, a w sumie poszło bardzo ładnie? W Chochołowskiej jedyne dwa ciężkie fragmenty prowadzą po kocich łbach – niezbyt to komfortowe dla dziecka, ale na szczęście nasz wózek sprawdził się idealnie.

Na Polanie Chochołowskiej było naprawdę przepięknie.

A pod sam koniec okazało się, że Yoda ma już poczucie humoru, choc może nieco jeszcze dziwne. Big B pognał z wózkiem do auta, a ja szłam wolniej z Yodą na rękach i podziwiałyśmy zachód słońca u wylotu doliny.

Postanowiłam zrobić nam zdjęcie z ręki, co doprowadziło moją córkę do spazmów śmiechowych 🙂

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Gdzieś dalej, Tatry, Yoda

Tagi: , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: