Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (17).

Dzień dobry.

Mam w planach jednak coś tu uzupełnić, choć to już nie wrzesień, a październik zaczyna mieć się ku końcowi.

Pogoda jak u nas była we Francji drugiego października 2007 roku w małej mieścinie Yport: dziś jest fatalna pogoda, aż trudno to opisać. Na dworze jest szaro, buro, panuje chłód i wilgoć, jest mgła, cisza, a Yport wygląda jak umarłe w jesiennej, nadmorskiej mżawce. To dość deprymująca pogoda, robi się tak strasznie, kiedy jest mało ludzi (a raczej w ogóle ich nie ma) na ulicach.

Dalej piszę jednak, że Północ nas zachwyciła… Architektura…

Pomimo tej niezbyt udanej pogody wybyłyśmy oczywiście z domu, choć nie bez pewnych problemów… Dziś był bardzo miły dzień, choć zaczął się strasznie. Przy naszym hotelu jest bardzo wąska uliczka [raczej nasz hotel stoi przy bardzo wąskiej uliczce, ale mniejsza z tym] i tu Olinus zaparkowała, naprawdę blisko muru. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że ustawiła auto przodem do wysokiej i stromej górki, w połowie której stoi nasz hotel i ta wąska droga naprawdę prowadzi dość ostro w górę. Stwierdziła, że wyjedzie tyłem, kazała mi iść na skrzyżowanie naszej uliczki i innej [ojoj], też bardzo małej 9i rzadko uczęśzczanej0 i tamować ruch. Odpaliła auto, poszły straszne czarne dymy z rury wydechowej, wycie piekielne, po czym auto zgasło. Włos zjeżył mi się na głowie, a Olinus otworzyła drzwi i powiedziała z kwaśną miną, że nie ma siły, że ona stąd nie wyjedzie za nic na świecie. Okazało się, ze za trzy centymetry stracimy lusterko, które właśnie ta odległość oddzielała od muru… Na szczęście przyglądał się temu właściciel, zszedł i zaproponował, że wyjedzie autem, a Olinus bez najmniejszych oporów wyraziła zgodę. On wsiadł i pomknął pod tę górkę, żadne dymy nie poszły, on na tej górce jeszcze wykręcił i nie wyglądał na człowieka, który zmierzył się ze śmiercią (Olinus tak wyglądała po tych dymach) – Olinus stwierdziła, że pan uratował nam życie, bo ona by nie wyjechała. Potem wyjaśnił nam jeszcze jak dojechać do Honfleur, jest może lekko zdziwaczały i demoniczny, ale bardzo miły.

Jednak zamiast do Honfleur pojechałyśmy tego dnia do Etretat. Wrzucam więcej niż jedno zdjęcie, bo piękno tego wybrzeża jest nie do opisania.

Etretat i jego piękne klify zostały uwiecznione przez Moneta w serii obrazów, które możecie podziwiać tutaj. Miejsce faktycznie jest magiczne, a ta pogoda, cóż, tylko dodała mu uroku.

Monet jednak nie musiał oglądać – co za szczęście – dość koszmarnej zabudowy nabrzeża. Z daleka jeszcze tak nie razi…

… ale z bliska…

Po tej wycieczce pojechałyśmy jeszcze do Fecamp, nieco większego miasta, ale tam jakoś nic szczególnie nas nie zachwyciło.

Po powrocie do Yport poszłyśmy jeszcze wieczorem na naszą plażę, i jak notuje Olinus, dość późno się położyłyśmy.

I tak minął kolejny fantastyczny dzień.

pikfe

P.S. I prawdziwie szokujący fragment z listu do Big B: Cieszę się bardzo, że Cię zobaczę, ale chętnie zostałabym jeszcze we Francji.

Nawet już nie tęsknię… 😉

Advertisements
Explore posts in the same categories: Francja, Gdzieś dalej

Tagi: ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

2 komentarze w dniu “Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (17).”

  1. santa maria Says:

    nie przeczytałam, ale obejrzałam
    zapiera dech w piersiach – widoki jak z doskonałej literatury 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: