Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (14).

Dzień dobry.

Na początek spojer całego dnia – ale jest tego wart 🙂 Odautorski komentarz Olinusa na niebiesko.

„Kolejny super dzień! Rano była parada balonów i zagadałyśmy się z gospodarzem, powiedział, żebyśmy pojechały do kanionu. Było cudownie, takie piękne miejsce, takie góry. [Wow, to chyba dlatego, że tak się ZAGADAŁAM PO FRANCUSKU, nie umiałam potem nic napisać po polsku…]. UWAGA PISOWNIA ORYGINALNA Z KALENDARZA: Zatrzymałyśmy się w jednym miastem i herbatę i sałatkę. Była BARDZO przystojny kelner. Spotkałyśmy głupich polaków z Turynu. Potem pojechałyśmy do Digne, ale tam nie było fajnie. Market i wróciłyśmy do domu.
Musiałyśmy się spakować :(„

Z samego rana obudziło nas delikatne, acz stanowcze pukanie do drzwi. Okazało się, że nasi gospodarze postanowili zbudzić nas na wielką paradę… balonów 🙂

Dość to było nieoczekiwane, ale ubawiłyśmy się po pachy oraz – co chyba bardziej istotne – zmodyfikowałyśmy nieco nasze mętne plany. Okazało się, że w okolicy jest przełom rzeki Verdon, który koniecznie musiałyśmy zobaczyć. Tak przynajmniej twierdzili nasi gospodarze. A że zagadali nawet „pas-de-francais” Olinusa, to musiałyśmy jechać. I dzięki nim…

Dziś spektakularnie.

To Lac de Sainte – Croix, które dopiero zapowiada to, co nas czekało.

I coraz bardziej, coraz bardziej…

Wiecie, dla nas to było niesamowite, bo myśmy się czegoś takiego nie spodziewały. I nadal jestem trochę pod wrażeniem tamtej niesamowitości, dlatego dziś nie opędzicie się od zdjęć.

Zresztą, ponieważ właściwie cały czas siedziałyśmy w aucie, też nie za bardzo jest o czym pisać – poza tym, że miałam myśli nieczyste… 😉

W liście do Big B cierpię na męki, że nie możemy tam razem połazić. Dla kogoś, kto jeździ w góry, żeby po nich chodzić, wycieczka autem jest istną torturą. Piękną, ale jednak torturą.

I dwa z moich ukochanych zdjęć z tego wyjazdu.

Niestety, nie trafiłyśmy na kwitnącą lawendę, było już bowiem po zbiorach, ale i tak pola lawendy to jest coś, co wzrusza.

A myśli nieczyste miałam w miasteczku La Palud-sur-Verdon, gdzie obsługiwał nas boski kelner i prawie się o niego pobiłyśmy, a sciślej o to, która pójdzie do toalety, żeby ta druga została sama przy stoliku. Hm. Jak to Olinus ujął w liście do K.: ” Na szczęście dla Was i na nieszczęście dla nas, wcale nie zwracał na nas uwagi.” 🙂

Na kolejnym zdjęciu widać, jak wiodła nasza droga.

Widoki tam są naprawdę zachwycające.

Ja przepraszam, może ja zanudzam z tymi zdjęciami, w końcu Terry Pratchett uznaje oglądanie czyiś zdjęć z wakacji za torturę piekielną, ale… i tak wykonałam gigantyczną pracę odrzucając wiele z nich na różnych etapach (przegląd pierwszy i drugi, kopiowanie, pomniejszanie, wklejanie), a poza tym zawsze możecie wyłączyć bloga pikfe w diabły. Ja nie mogłam się pohamować 🙂

Niestety, nie udało nam się zobaczyć tej najbardziej spektakularnej części, gdyż przegapiłam drogę i nie dało się już zawrócić, a poza tym pogoda się popsuła, tzn. popadało i wszystko natychmiast zaczęło parować.

Później pojechałyśmy przez Castellane do Digne, ale nas nie zachwyciło, jako, że w tamtym czasie obydwie miałyśmy awersję do dużych miast. Cóż, teraz kiedy to wspominam… bardzo ładnie tam było, tak uzdrowiskowo. Chętnie wróciłabym do Digne.

I czekała nas jeszcze niespodzianka w drodze powrotnej. Nagle zobaczyłyśmy coś takiego.

Te dość oryginalne formy skalne ciągną się przez cały kilometr, a najwyższy z „mnichów” (zwanych tak z racji podobieństwa do mnichów w habitach i kapturach) ma 114 metrów. Ładną panoramę można zobaczyć tu.

A cała nasza trasa tego dnia przebiegała tak:

To był nasz ostatni dzień w Mane. Podjęłyśmy bowiem decyzję, że skoro Północ Francji tak nas zachwyciła, to… jedziemy na Północ!

Pisałam do Big B tak:  Nawet nie denerwuję się tak jutrzejszą podróżą, chociaż to długa droga, ale co mnie nie zabije, to mnie wzmocni, tak? Może też dlatego takie wakacje były mi potrzebne? Ja wiem, że przed Bolidem wiele kilometrów, a przed nami wiele noclegów, ale jakoś inaczej na to patrzę. W sumie za pierwszym razem trafiłyśmy dobrze i to, że nie spałyśmy w Stes… to cudowne. Teraz trafiłyśmy fantastycznie i nigdy nie znalazłybyśmy tego miejsca, gdybyśmy koło niego nie przejechały.

Oklaski 🙂

pikfe

P.S. Nie użyłam czasownika „tęsknić” i nie rozpisywałam się o tęsknocie.

P.S. 2

I jeszcze linki, jeśli ktoś nie ma dosyć zdjęć.

http://en.wikipedia.org/wiki/Verdon_Gorge

http://www.lesgorgesduverdon.fr/en/index.html

 

Reklamy
Explore posts in the same categories: Francja, Gdzieś dalej

Tagi: , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: