Jeśli to wrzesień, jesteśmy we Francji (12).

Dzień dobry.

Jest super 🙂

„Nasz pokój jest cudowny, jadłyśmy dobre śniadanie nad basenem i nie chciało nam się nigdzie wychodzić. Napisałam list do KillBilli, a pikfe do Lisicy. PO 12 się zebrałyśmy i pojechałyśmy do miasto Folklakier 🙂
Było super, takie miasteczko jakie sobie wyobrażałyśmy i udało nam się kupić dużo herbaty za 2 euro 🙂 Pisze to w kawiarni gdzie właśnie ją pijemy 🙂 Tylko zimno jest… niestety.
Pikfe kupiła sobie koszyk na zakupy, ja mydełko dla KillBilli i jeszcze dla babci. Pojechałyśmy jeszcze do markety i do domu. Zjadłyśmy „obiad”.
Długo nie mogłyśmy zasnąć.
Fajny dzień”

Tak, to był wspaniały dzień.

Wreszcie udało nam się zobaczyć takie Południe, jakie miałyśmy w głowach, a to za sprawą uroczego miasteczka Forcalquier obok którego leży nasze cudne Mane. I zdjęciówka.

Jak to jest, że Francuzom jakoś łatwiej przychodzi dostosowanie koloru okiennic do koloru okiennic sąsiada? Albo że mają jakoś tam czas zadbać o to, co jest przed drzwiami? Albo że nawet tandetne ozdoby nie wyglądają w takich miejscach tandetnie?

Jasne, natknęłyśmy się też na mniej urocze zakątki. Tych widoków raczej nie znajdziecie na akwarelkach z Południa 😉

List do Big B jest szokująco optymistyczny: że miły dzień, że dobry dzień, że zostaniemy tu przez jakiś czas, bo bardzo nam się podoba, że gospodarze uroczy, że fajny spacer, a miasteczko śliczne. I o kotach jest też.

Ani razu nie używam czasownika „tęsknić”, ale dość barwnie rozpisuję się o tym, jaką to mam wielką potrzebę pisania listów. I całe szczęście, że miałam tę potrzebę, choćby dlatego, że mogę teraz wyczytać, dlaczego Olinus wzięła słowo obiad w cudzysłów! Na przekąskę czarne oliwki w zalewie prowansalskiej, danie główne to bagietka z białym serem i pomidorem [orzesz w mordę] z solą z Camargue (to prezent dla AardvarKa, ale nie mamy soli, więc bezczelnie ją otworzyłyśmy 🙂 ), a po daniu głównym francuskim zwyczajem sery – camembert i rocquefort. Tak bogatego posiłku jeszcze tu nie jadłyśmy.

Widać, że już od pewnego czasu byłyśmy poza domem, brak ciepłych posiłków zaczynał nam lekko doskwierać. To pewnie dlatego jak głupie cieszyłyśmy się z herbaty za dwa euro 🙂

Wspięłyśmy się też na samą górę Forcalqier  i tam stoi taki oto budynek – ale zabijcie mnie, nie pamiętam co to było. Wbrew temu, co pisze Dosia, mam gównianą wiedzę!

I widoki takie były, chyba od budyneczku ciekawsze.

Planujemy też, co by tu robić: do Grasse za daleko na jednodniowy wypad, podobnie jak do Monte Carlo (w liście piszę, że Olinus chciała jechać pooglądać luksusowe auta 🙂 ). Może Toulon? No, nie wiemy. Z organizacją nie było u nas najlepiej. Dużo rzeczy przegapiłyśmy, ale może dzięki temu w jakiś sposób udało się nam uchwycić ducha.

pikfe

P.S. A coś takiego chcę mieć u siebie 🙂

Reklamy
Explore posts in the same categories: Francja, Gdzieś dalej

Tagi: ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: