Stół, jaki jest.

Dzień dobry.

Dziś wysilę lekko umysł i machnę odrobinę o książce, której lektura sprawiła mi naprawdę dużą przyjemność. Bo jest Yoda, a są też inne przyjemności, które z Yodowym stylem życia można pogodzić zupełnie bezstratnie. Jedną z nich jest czytanie, kiedy Yoda śpi pięknie, wyglądając jak szczeniaczek albo starowinka (nie pytajcie dlaczego – ona po prostu tak wygląda; w dodatku nie jak koteczek, co byłoby naturalniejsze w naszym przypadku, ale właśnie jak szczeniaczek).

Na książkę Stół, jak jest. Wokół kuchni w Polsce autorstwa Wojciecha Nowickiego trafiłam właściwie przypadkiem, choć tematy kulinarne mieszczą się jakoś tam w kręgu moich zainteresowań. Gdyby nie entuzjastyczny felieton Wojciecha Orlińskiego w którymś numerze Wysokich Obcasów nie miałabym najmniejszych szans, żeby dotrzeć do tej pozycji. Skąd mam tę pewność? Otóż, na okładce widnieje – jakże już staroświecka i nierynkowa – informacja o nakładzie: szokująca liczba dwóch tysięcy egzemplarzy.

Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę jest wygląd książki – nie jakiś potworny graficzny koszmar, w jakich specjalizuje się (przykładowo, bo nie oni jedyni) skądinąd ciekawe wydawnictwo Albatros (wydające mojego ukochanego McEwana: jednak żałuję, że to nie Znak się załapał) – ale skromna elegancja, piękna graficznie, na cudnym, gładkim, grubym papierze, wzbogacona dodatkowo fotografiami z archiwum autora.

Treść – tyleż skromna (jedynie sto pięćdziesiąt pięć stron, wliczając w to fotografie), co piękna: esej to bowiem poufały. A że pewnie nie wszyscy mieli tę niewątpliwą przyjemność zanurzyć się w W ogóle i w szczególe Anne Fadiman, czyli w zbiorze esejów poufałych właśnie, zacytuję: Eseista poufały nie zwracał się do milionów; mówił raczej do jednego czytelnika, zupełnie jakby siedzieli sobie we dwóch przy ogniu trzaskającym w kominku, z rozluźnionymi krawatami, ulubionymi środkami stymulującymi w ręku i perspektywą długiego, strawionego na rozmowie wieczoru przed sobą. Punkt widzenia twórcy eseju poufałego jest subiektywny, rama kontekstowa konkretna, styl dygresyjny, ekscentryczność wyrazista, a śmiech – zwykle na własny koszt. I chociaż taki eseista najczęściej pisał o sobie, to równocześnie wypowiadał się na jakiś temat, mówił o czymś tak sobie bliskim i budzącym tak wielki entuzjazm, że słowa, które zapisywał, przeniknięte były po prostu miłością. (Anne Fadiman, W ogóle i w szczególe, Znak, Kraków 2010, strona ósma.)

Dokładnie taka jest książka Wojciecha Nowickiego, tyle, że zamiast przy kominku, siedzimy razem z autorem przy stole. Przy tym lekko dziwacznym polskim stole, zmieniającym się, jeszcze ubogim, a zarazem kipiącym od obfitości nowości, która bywa jednakże ciężkostrawna. Jak sam autor pisze – nie wystawi naszej kuchni, naszym stołom, naszym zwyczajom laurki.

I dostaje się karczmom przydrożnym i tej kuchni włoskiej w naszym wykonaniu, i temu, co uważamy za staropolską tradycję, i dietom, i kulturze jedzenia. Mamy także tragiczny dosyć obraz polskich szkół gastronomicznych (Na stole czekały na uczniów surowce – styropianowe tacki z porcjami jarzyn pod plastikiem, wprost z supermarketu, i olej rzepakowy. (…) Na oleju rzepakowym i jarzynach  ze styropianowej tacki nie można nauczyć się smaku. Bo gotowanie to długi proces, a na jego początku jest oglądanie, dotykanie, wąchanie; (…) Olej rzepakowy i suche jarzyny są w tym procesie przeszkodą nie do pokonania. ), jest i kelner polski. Sami wiecie, co się w restauracjach przydarzyć może i słusznie Nowicki zauważa, że nasz kelner to ktoś między poniżonym hrabią albo studentem na dorobku, albo nie daj Boże jednym i drugim jednocześnie.

Niedaleko szukać, w kawiarni w stolicy: nikt się nie pojawił, sama poszłam po menu; nikt się nie pojawił, sama poszłam złożyć zamówienie; na szczęście nie musiałam go już odbierać, ewentualnie można było próbować złapać, tak ciężko leciało na stół. Tam pracowała poniżona hrabianka.

Nowicki pisze o prawdziwym kelnerowaniu odwołując się do przykładu z Dziennika Sandora Maraiego, ja zacytuję Julię Child, z jej Mojego życia we Francji, bo choć jakościowo Marai nie do porównania, to jednak w gruncie rzeczy obydwa cytaty o tym samym mówią. Sięgnijcie do eseju Nowickiego, Marai dla bardziej wyrafinowanych gustów, z puentą nienaganną, a tymczasem Julia, w czasie swojej pierwszej wizyty we francuskiej restauracji : Gdy usiedliśmy, usłyszałam, jak dwóch biznesmenów przy sąsiednim stoliku zadaje kelnerowi, starszemu, dystyngowanemu mężczyźnie, pytania, a ten, gestykulując z katrą dań w dłoni, wyczerpująco na nie odpowiada.- O czym oni mówią? – zapytałam Paula. – Kelner opowiada im o daniu, które zamówili – odszepnął. – Z jakiej hodowli pochodzi kurczak, jak zostanie przyrządzony, jakie mogą zamówić do niego przystawki i które wina będą do niego najlepiej pasowały.

I ja tu popadam w dygresje, i ja nie mogę oprzeć się cytowaniu – w eseju Nowickiego na to wszystko także jest miejsce: na wspomnienia, na dygresje, na historyjki żartobliwe, na masę cytatów, od których zacytowania nie może się pohamować – ku przyjemności swojej i czytelnika. Czytając wiemy, że miał na pod orędziu masę cytatów, a uraczył nas – jednak z żalem – jedynie dwoma, trzema. Bo i na rygor formy musi być miejsce, a Nowicki, jako smakosz, zdaje sobie z tego sprawę doskonale.

Znać tu pasję i ogromną wiedzę, ale mamy jej tylko na smak, absolutnie nic ciężkiego. Jest  w tym eseju lekkość, łatwość czytania, subtelność. Czuć wyraźnie z jaką swobodą porusza się Nowicki w temacie, to erudyta, prawdziwy pasjonat, smakosz.

Czyta się Stół, jaki jest wspaniale, czuć niesamowitą łatwość i swobodę pisania, coś jak długi, leniwy posiłek w letni dzień. Francuska kuchnia być może: lekko, swobodnie, a i z wielką dbałością. I z miłością.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Film i książka

Tagi: ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

3 komentarze w dniu “Stół, jaki jest.”

  1. Dosia Says:

    A to wszystko dla wielbicieli celebracji kulinarnej. Ja jeszcze traktuję okolice jadalni jako zło konieczne 🙂

    • Dosia Says:

      Przyszłam zdementować samą siebie, bo tak naprawdę lubię gotować. Traktuję to jak ucieczkę od domowego chaosu. Ostatnio odkryła klopsiki z mięsa mielonego, ryżu basmati, przyprawy do piernika, uprażonych ziaren słonecznika i dyni, natki pietruszki i soku z pomarańczy. Rewelacja, mimo, że do tej pory obchodziłam z daleka połączenie skrajnie różnych smaków


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: