Minęły już ponad trzy miesiące.

… odkąd urodziła się Yoda. Dokładnie trzy miesiące i sześć dni.
To mało i dużo jednocześnie.

Mało, bo ona nadal jest niemowlakiem i nadal wymaga właściwie takiej samej opieki, jak w dniu narodzin. Albo – co widać po mojej internetowej aktywności – większej (Inna rzecz, że na skutek okrutnych burz i wichur przez dość długi okres czasu byliśmy właściwie całkowicie offline).
Dużo, bo bardzo urosła (6250 gramów i 66 centymetrów w stosunku do 3300 gramów i 52 centymetrów z dnia narodzin) i bardzo dużo, imponująco dużo się nauczyła (jak każdy niemowlak). To niesamowite, ile taki maleńki człowiek nabywa umiejętności każdego dnia. Nieskończenie mnie to fascynuje – Yoda jest już zupełnie innym dzieckiem niż była miesiąc temu.

Życie z Yodą jest fascynujące, chociaż życie dodatkowo jeszcze zwolniło tempo (a z drugiej strony jakoś szaleńczo przyśpieszyło, ale to inna bajka), bo Yoda zatrzymuje się nad każdą rzeczą. Plakatem w restauracji, cegłą w murze, krzakiem, koło którego przechodziliśmy tak często, że przestaliśmy go zauważać. Dla niej świat jest ciągłym odkrywaniem. Dla nas też mógłby być (choć w inny sposób), ale zwykle nie mamy na to czasu.

I tym wszystkim, czego ten mały człowiek się nauczy i pozna, próbuje się z nami podzielić, więc nasza Yoda Mała Yoda gada jak najęta – wystarczy, że zobaczy znajomą twarz i od razu zaczyna koncert „aaaaa” i „eeee”, „aguuu” i „agliiii” i przeróżnych innych dźwięków. Kładziemy sobie Yodę na kolanach i gadamy z nią w jej języku, niesamowicie ją tym uszczęśliwiając. Wielka, trzeba powiedzieć, scena (jak napisał kiedyś Jerzy Pilch w Polityce):

Yoda: AAAAAAAA
pikfe/Big B: AAAAA
Yoda: aaaaaeeee
pikfe/Big B: aaeeeee
Yoda: aguuuu
pikfe/Big B: aguuuuu

Jej uśmiech – i prawdopodobnie uśmiech każdego niemowlaka, który uczy się komunikować ze światem, odpowiadającym na jego próby ciepłem i miłością – jest czymś nie do opisania. To piękno, radość i szczery zachwyt nad światem i sobą (chociaż jeszcze nieuświadomiony) połączone w idealnych proporcjach, takich jakie się już potem w naszym życiu nie zdarzają.

Poza tym Yoda jest właściwie bezproblemowa: zdarza się jej już przesypiać noce, bo nażera się jak nieprzytomna wieczorem i posiada umiejętność niesikania w nocy; kiedy dojada w nocy, nawet się nie budzi, więc cała rzecz nie zajmuje nam zwykle więcej niż kwadrans. Big B nie pamięta już, kiedy budziłam go w nocy.

Płacze sporadycznie i w 90% wiadomo, o co jej chodzi (kiedy zaczyna wyć przy cycku – chce być podniesiona do pionu, najczęściej po to, żeby odbeknąć, rzadziej po to, żeby zasygnalizować swój bunt przeciwko zasypianiu; kiedy zaczyna wyć w łóżeczku, znaczy to oczywiście, że chce być wzięta na ręce i chce oglądać, dalej oglądać świat; kiedy drze się na rękach u innych, chce do mamy).

Nie ma problemów w nieznanych sobie miejscach, powiedziałabym raczej, że lubi „zwiedzać”, bo nigdy nie płacze (poza kolejkami w sklepach – ale to akurat jest dobre, bo ludzie ustępują nam miejsca 😉 i poza domem zachowuje się zwykle jak anioł. (Ponieważ Big B odkrył, że nasze dziecko uwielbia obrazki („bawiąc się” z nią w jedną z „tatusiowych” zabaw, czyli kładąc  dziecko na swoich kolanach i czytając sobie książkę – a Yoda całymi minutami medytowała nad kolorową okładką), poszliśmy z Yodą do muzeum i to był strzał w dziesiątkę. Podejrzewam, że była jednym z uważniejszych oglądających obrazy Strzemińskiego. Poza tym mało kto gada do obrazu 😉 )
Dodatkowo obserwuję, że ostatnio nabywa umiejętności autozasypiania z kciukiem w buzi i więcej czasu potrafi spędzić sama: leżeć sobie w łóżeczku po zabawie w łóżku po spaniu (bo przecież śpimy w trójkę, jakżeby inaczej).

Czy Yoda jest rozpieszczona? Ktoś pewnie powiedziałby, że tak.
Bardzo dużo czasu spędza z nami, bardzo często jest noszona na rękach – właściwie zawsze, kiedy tego chce, ale ja nie wiem, czy dopuszczam kategorię rozpieszczenia trzymiesięcznego dziecka. Chyba nie.
Że niby miałby być chłodny chów i mam pozwolić jej płakać, zamiast wziąć ją na ręce i pokazać podwórkową lipę albo klamkę od okna czy inny arcyciekawy przedmiot? Chory – jak dla mnie – wymysł.
Długi czas Yoda spała u mnie na rękach (a ja często razem z nią – albo czytałam), straszono mnie okrutnie, że tak już będzie ZAWSZE, ale widzę, że teraz to powoli się zmienia: Yoda potrafi zasnąć sama, bynajmniej nie u mnie na rękach. Jest jej po prostu wygodniej, kiedy rozwali się na swojej poduszce („poduszce” czyli właściwie dwoma zeszytymi kawałkami bawełny z uwięzionym między nimi powietrzem) i wyciągnie nogi. Może się też do woli przeciągać. Ten „straszny” problem w gruncie rzeczy rozwiązał się sam.

Rozpuszczamy ją zatem, pieszczotami, byciem razem, uwagą i poświęcanym czasem. Całej trójce jest z tym świetnie.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Yoda

6 Komentarzy w dniu “Minęły już ponad trzy miesiące.”

  1. Sybirak Says:

    Boże jak sobie pomyślę, że za ok 6mcy też mnie to czeka, to aż sobie współczuję. Ale może jest nadzieja. Może ktoś zna kogoś kto po urodzeniu dziecka nie sfiksował? Jeśli tak, to bardzo proszę o kontakt.
    P.S. W wersji nieocenzurowanej „też mnie to czeka” brzmi „też mnie tak walnie w dekiel”, ale nie chcę dostać jakiegoś bana, więc…

    • santa maria Says:

      czy tez „walnie w dekiel”? – wysoce prawodpodobne… ja w kazdym razie moge sie pod tym postem spokojnie podpisac. Muzea sa naszym ulubionym miejscem spacerow w deszczowe dni. Nosimy, spiewamy i gaworzymy razem… a i poranna gimnastyka wspolnie – a co! Niemowlak odwazniejszy, a mama z kazdym usmiechem szczesliwsza – i nie istotne, jak ostra czy niezalezna kobieta wczesniej byla…
      Ja nie zaluje tej zmiany. Wieczorne „wolne na miescie” nabralo nowych kolorow… (choc pije sie jedynie herbate) 😉

  2. Sybiraczka Says:

    Niech Sybirak nie marudzi, bo przeciez uwielbia nasze muzeum, bardziej niz ja…wiec bedzie mial pretekst;)
    A to „walenie w dekiel”…to NIE JA wpadlam na pomysl zeby juz robic album ze zdjeciami z usg;))))

  3. Sybirak Says:

    Proszę, jest jeszcze gorzej. Jiż mnie wali 😉

  4. dorota Says:

    Jakie w dekiel? Małe dziecko jest małe przez chwilę i dobrze jest to prostu zauważyć, bez pędzenia do multikina z miesięcznym niemowlakiem, bo mamusia już wytrzymać nie może. Jasne, że oceniam. Bo to trwa krótko, moment, i dobrze jest złapać. Potem będzie inaczej, będzie łazić na czworaka, później już homo prawie erectus będzie, za chwilę gadać zacznie i to bez przerwy.
    Pozdrawiam serdecznie
    Dorota


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: