Archiwum dla 22 marca, 2011

Po powrocie ze szpitala.

22 marca, 2011

Dzień dobry.

Nie musiałam uciekać, wypuścili mnie 🙂 Nawet nie musiałam przesadnie błagać, tylko obiecać, że będę grzecznie leżeć – nie wychodzi mi to do końca – i brać lekarstwa – co szczególnie trudne nie jest.

I tak od czwartku jestem w domu i szaleję z tego powodu ze szczęścia.

Dom pięknie pachnie, w odróżnieniu od szpitalnych korytarzy i pokoików.

Cudownie jest budzić się i słyszeć za oknem śpiew ptaków.

Fantastycznie jest, kiedy pierwszą osobą, którą się widzi jest Big B, a nie pani położna z termometrem i aparatem do mierzenia ciśnienia.

Dni są monotonne, ale to jest już tylko moja monotonia, bez telewizyjnych gwiazd i szalonych przyszłych matek 😉

*     *

*

I wyznaję teraz, że mnie szaleństwo też już lekko dopadło. Zaczynało się w szpitalu, ale tam nie miało szczególnie wielkich możliwości, żeby się w pełni rozwinąć. Za to w domu…

Z tym wiciem gniazda to prawda! Mogłabym (ale cóż, kiedy nie mogę) całe dnie układać, przekładać, porządkować, segregować, przekładać, przestawiać, przebierać, dopasowywać, układać…

Dobrze też, że są sklepy internetowe i że większość rzeczy mogę zaplanować i kupić sama. Poczytać opinie, poczytać o nowościach, podziwić się trochę: co też można dla dziecka kupić szokującego, także w cenie.

Poza tym ciąża wreszcie zaczęła sprawiać mi prawdziwą radość. Dobrze się z nią czuję. Miło mi i radośnie. Mogłaby się nawet nie kończyć! Smutek tylko, że muszę tak leżeć… Bo nie mam wielkiego brzucha, nie jestem opuchnięta i wymordowana. Jasne, brzuch trochę mi przeszkadza, ale wcale nie bardzo.

I naprawdę rozpiera mnie energia, Big B musi pilnować, żebym wracała do łóżka, a ja mam ochotę na… mycie kuchni…

Śpię świetnie, mam apetyt, a za bardzo nie tyję, dobrze się ze sobą czuję. I z Małą też dobrze się czuję.

Oby tak do końca 🙂

pikfe