Arlington Park, czyli opowieść o paniach domu.

Dzień dobry.

Rzadko piszę o książkach, które przeczytałam. Chyba nie mam ku temu wielkiego zacięcia i talentu, ale od czasu do czasu można spróbować, zwłaszcza, że zwykle lepiej mi idzie, kiedy książka mnie denerwuje.

I tak: nie wiem, czy powieść Rachel Cusk – Arlington Park – jest dobrą powieścią.Trudno mi ustosunkować się do tej książki. Z jednej strony podnosi ważne kwestie, takie jak tożsamość kobiet, ich rolę i miejsce jako matek i żon, ale z drugiej strony odnoszę wrażenie, że jest albo fatalnie przetłumaczona albo kiepsko napisana, a kobiety w niej to twory nieco neurotycznej wyobraźni Rachel Cusk. Lub też bardzo odległe od tego wszystkiego, co mnie jest znane.

Rachel Cusk to brytyjska pisarka, urodzona w Kanadzie w 1967 roku. Studiowała w Anglii, sporo podróżowała po Europie i Ameryce Południowej. Jest uznawana za jedną z najbardziej obiecujących pisarek młodego pokolenia.
Na wywiad z nią natrafiłam w Wysokich Obcasach („WO” z 13. listopada 2010) w czasie jednego z cięższych okresów mojej ciąży. Twarz angielskiej autorki spoglądała z okładki tygodnika, a napis tuż obok głosił, że zostając matkami – umieramy. Nie dziw zatem, że ochoczo zabrałam się za wywiad. Powitało mnie zdanie, że kiedy rodzisz pierwsze dziecko, po prostu umierasz.
Z racji faktu, że to jeszcze przede mną, dość ciężko jest mi ustosunkować się do tego twierdzenia, ale to, co dotyczy tożsamości kobiety w ciąży i po niej, żywo mnie interesuje. Po przeczytaniu wywiadu – że pozwolę sobie zacytować fragment: Kiedy kobiety zostają matkami, często słyszę taki tekst: O, teraz to rozumiem moją matkę. Gdy pytam je, co to znaczy, mówią, że kiedyś były w opozycji do swoich matek, wszystko robiły inaczej, a teraz mają dziecko i już zrozumiały, o co w tym chodzi, więc przeszły na drugą stronę. Trudno w takiej sytuacji powiedzieć, jaką wartość przedstawia to, co czujesz, ponieważ nagle bezrefleksyjnie przestajesz być sobą, a stajesz się częścią jakiejś mitologii , nabrałam ochoty na tę rewolucyjną prozę, zwłaszcza, że przeglądając portale internetowe dla przyszłych i świeżo upieczonych mam miałam wrażenie, że czeka mnie całkowite odmóżdżenie.

Zawiodłam się na Arlington Park.

Nie ma w tej książce praktycznie niczego, czego człowiek by się nie spodziewał. Poza tym jakoś nie mam poczucia, że mówienie o tym, że macierzyństwo nie jest czymś najwspanialszym, co może spotkać kobietę, jest jakimś wielkim tabu. Z pewnością było, ale chyba już nie jest tak źle. O tym się jednak mówi. Nigdy w życiu nie przeszłoby mi przez myśl potępić kobietę, która wyznaje, że ma dość siedzenia z dziećmi w domu i chciałaby wrócić do pracy.

Czego spodziewacie się po zbiorze krótkich opowiadań o dniu angielskich pań domu, białych, zamożnych kobiet wychowujących dzieci na przedmieściach Londynu?
Wspólnej wyprawy do centrum handlowego? Jest.
Obrazów zdesperowanych kobiet? Są
Kobiet zaniedbanych i otłuszczonych? Jasne.
W dresach? A jakże.
Materialistyczne podejście do życia? Bez wątpienia znajdziecie.
Rozlanych soczków i ciężkich wózków? Oczywiście.
Odwożenia do szkoły, jałowego życia towarzyskiego, oschłych mężów? Naturalnie.

To wszystko jest w książce Cusk, ale problem tkwi w tym, że ja niewiele ponad to znajduję. Hasło z obwoluty informuje, że ta książka to portret kobiet rozpaczliwie szukających spełnienia, ja jednak zaryzykowałabym, że to kobiety, które tego spełnienia znaleźć nie chcą. Ugrzęzły – w swoim odczuciu – ale czy w gruncie rzeczy jest im tak źle? Wygodnie i ciepło i luksusowych samochodach. Nie ma w nich woli, żeby zaryzykować i opuścić domy na przedmieściach. Ale uskarżać się – o, na to jest czas.

– I po cóż ja się tak wysilam? – powiedziała. Jej towarzyszka wzniosła oczy ku niebu:
– Człowiek sobie nieraz myśli: co ja tu w ogóle robię, prawda?
Rozmawiając, nieco odwracały od siebie twarze, ze wzrokiem badawczo utkwionym w horyzoncie.
– Dan wyjechał na cały tydzień do Paryża.
– Tak? Niektórym to dobrze.
– Znów tam kręci.
– No proszę.
– Na początku roku siedzieli tam prawie półtora miesiąca, ale musieli pojechać jeszcze raz, bo zapomnieli sfilmować wieżę Eiffla.
Druga kobieta prychnęła.
– Bardzo sprytnie.
– Oszaleć można. Mówię do niego: „To może teraz ja się tym wszystkim zajmę. Ty się niczym nie przejmuj i pozwól mi działać. Zostań w domu z dziećmi, a ja pojadę do Paryża”.
– Bo masz poczucie, że mogłabyś, nie? Zachowują się tak, jakby to było strasznie trudne, a człowiek co chwila sobie myśli, no wiesz, że da radę.
– Załatwię Paryż, wieżę, wszystko, i to dwa razy szybciej.

Rozumiałabym, gdyby bohaterki książki Cusk były w sytuacji materialnej tak ciężkiej, że nie mogłyby pozwolić sobie na nianię i po prostu nie miałyby wyjścia. Tymczasem wygląda na to, że taka droga życiowa to był ich wybór. Bo przecież mamy, do jasnej cholery, własną wolę!
Co gorsza, odnoszę wrażenie, że to kobiety, które działają zgodnie z zasadą „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” i po prostu nie chcą i nigdy nie znajdą szczęścia w życiu.  No bo czy szukający szczęścia w życiu człowiek zestawia ze sobą brudną bieliznę i miłość małżeńską?

Jak to się dzieje, że intymność przyzwala na aż taką słabość, takie zapuszczenie? Dlaczego za solenne przyrzeczenie, że spędzi resztę życia z Jamesem, Jessicą i Eddiem, mąż odwdzięczał się jej brudnymi gatkami w koszu na bieliznę, a dzieci – brakiem wszelkich uczuć? (strona 100)

Patrzą na życie i na ludzi z pogardą. Chciałyby, a nie mogą. Najlepiej byłoby, gdyby się zdarzyło samo, bez wysiłku. Nic nie ma dla nich znaczenia, jedynie ich znój, męka z dziećmi, męka z mężami, męka z pięknymi domami, których nie cierpią.
Nie mam jeszcze dzieci, nie mam ponad trzydziestu lat, ale takie spojrzenie na świat i na własne życie jest mi całkowicie obce. Jestem kobietą, a nie bezwolną istotą uwięzioną w patriarchalnym micie i jeśli coś mi się nie podoba, mogę próbować to zmienić, a nie tylko narzekać.
Nie podoba mi się bierność tych kobiet, ich wygodnictwo, ich – w gruncie rzeczy – prostactwo życiowe. Czy one zasługują na więcej?

Poza tym irytuje mnie styl Cusk – nadmiar słów, nadmiar metafor, które nie są spójne ze sobą, a do tego nie wnoszą żadnej treści, irytują jedynie kwiecistością.
No bo co to znaczy, że przyciemnione okna zdawały się unicestwiać otoczenie swoim niewidzącym wzrokiem. Juliet poczuła emanującą z powierzchni auta czystą, przemożną agresję albo odsłaniała krzywe, szare zęby, złowieszcze jak rząd nagrobków albo samochody przepływają jak intymne myśli albo – to już dla mnie mistrzostwa świata w pustosłowiu –  Zapłakany Eddie poszedł do salonu, gdzie wielkie , pokojowe oko telewizora utuliło go, zagarniając w obwiedzione lazurem nieba głębiny programów dla dzieci, emitowanych jak sen w pustym domu nawet podczas ich godzinnej nieobecności.
Nawet opis centrum handlowego nie trzyma się kupy, nie ma jednej spójnej myśli, która scalałaby całość.

Całość scala padający deszcz, burzowe chmury, dudniące o dachy krople, kałuże i przedzierające się przez ulewę kobiety z dzieciakami, wózkami, siatami. Trochę to za mało, żeby zachwycić i łamać tabu.

pikfe

P.S. Dla równowagi słowa zachwytu: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96942,7850496,Hit___Arlington_Park__kit___Trzeci_aniol_.html oraz

http://prowincjonalnenauczycielstwo.blogspot.com/2010/01/rachel-cusk-arlington-park.html

Reklamy
Explore posts in the same categories: Cytując innych, Film i książka

Tagi: ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

2 Komentarze w dniu “Arlington Park, czyli opowieść o paniach domu.”

  1. Dosia Says:

    Jestem zdumiona, że tak wiele osób po lekturze tej książki jest nią nadal zachwyconych. Ładnie ją podsumowałaś. Ja nie znalazłam odpowiednich słów po przeczytaniu na szybko kilku kartek w Empiku, więc się nie wysilałam na oryginalność
    Jeśli jeszcze nie miałaś w rękach, polecam „Polkę” Gretkowskiej – zapis jej stanu umysłu podczas ciąży, który nie przytłacza całkowitym skupieniem na własnym ciele, pokazuje, że życie toczy się dalej, a ciężarna nie jest jego pępkiem, ani osobą ubezwłasnowolnioną przez powiększający się brzuch

    • pikfe Says:

      Być może my czegoś nie dostrzegamy? Jakiś szczególnych walorów? Może wrażliwość nie ta? 😉

      Po „Polkę” muszę w takim razie sięgnąć, nie czytałam. Dzięki.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: