Koniec historii z kocurkami.

Dzień dobry.

Dziś Światowy Dzień Kota. Długo zastanawiałam się, co napisać. Mam kocią bibliotekę, mam kocie przemyślenia, wreszcie mam kocie anegdoty.

Ale nie lubię pisać na zadany temat. Nie napisać jednak o kocie w jego dzień? Napiszę. O naszych kocurkach, i będę tak jeszcze pisała przez dni cztery.

Już jakiś czas temu wydaliśmy kocurki.

Dwa maluchy poszły już w listopadzie, a pozostałe cztery były z nami dość długo, bo aż do dwudziestego stycznia – miały trzy miesiące i dwadzieścia dni. Poznaliśmy lepiej Białego Ogona, (naszą, w odróżnieniu od Uialowej) Pisku, Szatana i Białą. Z początku malutkie i bezproblemowe…

… z czasem rosły. Miały swój pokój, w nieurządzonej jeszcze łazience na dole. Nie wychodziły stamtąd, zresztą początkowo wcale nie miały dużego zapotrzebowania przestrzennego. Big B przyniósł im korzenie drzew, szalały jak szalone.

Drzwi zastawiliśmy kartonem, w którym spały. Początkowo z niego nie wyskakiwały, a potem się nauczyły. Na szczęście NAJPIERW nauczyły się załatwiać w kuwecie.

Powoli zaczynały aneksję domu. Dół. Kanapa. Fotel. Schody. Góra. Stłuczona lampa.

To była niezła banda.

Rosły coraz bardziej,  ich charaktery kształtowały się coraz wyraźniej.

Obserwowanie ich dorastania było prawdziwą przyjemnością, bywało, że nie potrafiliśmy oderwać od nich wzroku. I mogliśmy się z nich śmiać, małe koty nie są jeszcze tak wyczulone na swoim punkcie.

Nie powiem, coś tam poniszczyły – lekko obdrapały krzesła, nadszarpnęły nieco obicie kanapy (mamy koty, jesteśmy przewidujący: obicie jest wymienne), skatowały krzesło komputerowe Big B, ukradły podkładki pod talerze i przeznaczyły je na… drapaki. Poza tym były naprawdę grzeczne: żadnego załatwiania się poza kuwetą, drapania mebli, gryzienia czego popadnie.

No… z choinką szalały, dlatego od dołu była rustykalna 🙂

Niestety, nie trafiły z różnych przyczyn do domu, do którego chciałam, żeby trafiły. Były już duże, kocica zaczynała je odpędzać, a Siódmy zaczął znikać z domu – wyraźnie było widać, że ma dość tej hałastry.Moje własne koty cenię ponad inne. Poza tym Big B zaczynał dostawać szału.

One też. Za dużo kotów na jeden Domek.

Nie mogłabym uszczęśliwić sześciu kotów.

Musieliśmy je oddać.

Ale to już inna historia.

Od lewej: Biała, Biały Ogon, Nasza Pisku Pisku, Szatan.

Mam nadzieję, że jest im dobrze.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Koty

Tagi: , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

9 komentarzy w dniu “Koniec historii z kocurkami.”

  1. Kulka Says:

    Piękne kociaki 🙂 również mam nadzieję, że w nowym domu będzie im dobrze – ja sama nie wyobrażam sobie posiadania całej takie watahy 🙂

    • pikfe Says:

      Wiesz, w którymś momencie to przerosło również moje wyobrażenia! 😉 Dla nas miejsca w domu zostało malutko, tylko w sypialni mogłam się zabunkrować. Nie zmienia to jednak faktu, że wcale nie żałuję!

  2. hordubal Says:

    Jejku ile kociaków.Ja też kiedyś miałam 4 koty,to było istne szaleństwo. Jeden rozpędzał się przez cały pokój i potrafił wskoczyć na kubek z herbatą,bo ktoś poruszył kubkiem :)Przynajmniej było dużo zabawy.Teraz namawiam swojego męża na kota,ale jest ciężko.Mówi,że będę miała dziecko,to po co mi kot :)Oj cięzko z tymi mężczyznami.

    Ps.Bony do mnie dotarły.I piękna kocia kartka także.Dziękuję bardzo.

    • pikfe Says:

      Nooo…. w szczytowym momencie było osiem – sześć małych i dwa dorosłe. To było szaleństwo!

      Mieszkam na wsi, jak wiesz, moje koty są wychodzące i patrząc na to, jak cieszy je takie życie (pół domowe: miska, kocyk, ciepełko oraz pół dzikie: walki, myszy, samotność) nie wiem, czy zdecydowałabym się na kota mieszkając w mieście.

      Poza tym wiesz, może Mąż ma trochę racji? U nas logistycznie trzeba będzie pewne problemy rozwiązać: kuweta (no, nie byłoby fajnie, gdyby dzieciak najadł się żwirku), kojec dla dziecka (czy ja marzę o tym, żeby kot tam wskakiwał?), suszarka z praniem (koty czasem lubią – moje na szczęście nie – ściągać ubrania. Czy to fajnie, jak wyśpi się w kaftaniku). Poza tym większe dziecko będzie pewnie trochę tego kota męczyć. Ja kotu tego nie życzę 🙂

      Zaobserwowałam co prawda, że zwierzęta mają do dzieci większą cierpliwość niż do dorosłych, ale to stres i dla kota i dla Ciebie.

      Poczekaj, to córeczka będzie, ona za parę lat poprosi tatusia o kotka 🙂

  3. poprostuzycie Says:

    Prawdziwe rasowe Czarne Koty :)))))))

  4. pannajemiola Says:

    Są urocze; czarne koty mają w sobie magię 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: