Archiwum dla Styczeń 2011

Ciężarnej życie.

2 stycznia, 2011

Dzień dobry.

Po Świętach, po Sylwestrze, po Nowym Roku.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku ten maraton będzie zupełnie inny, bo pierwszy z Małą.

Fakt, nie pisałam o tym, ale lekarz, który ostatnio robił mi USG powiedział, że będziemy mieli córkę. Inny powiedział potem, że ze zdjęcia nie wynika jednoznacznie, że będzie dziewczynka… Co lekarz, to inna opinia – w dodatku tak w sprawie płci, jak i w sprawie mojej ciąży.

Lekarz A mówi, że jest dobrze i on w zasadzie nie widzi powodów do lęku – ale przy lekach lepiej pozostać.
Lekarz B mówi, że nie jest źle, ale te leki to lepiej odstawić.
Lekarz C mówi, że jest kiepsko i leki koniecznie trzeba brać.

Bądź tu mądry, pacjencie.

Ja nie jestem urodzoną matką – trudno mi rozpoznać skurcze i „złe” bóle.

Co więcej – nie wiem, czy to rusza się Mała czy jelito 😉 Podobno TO WIADOMO, co jest trochę deprymujące, bo ja NIE WIEM.
Raz było „trzepotanie motyla”, ale tylko raz i przez bardzo krótki moment.Niestety, nie był to dla mnie moment olśnienia i nawiązania więzi z Małą, a raczej… zaciekawienia. Czy to ona czy jeszcze nie ona? Hm. Czuję ją czy nie?
Potem to, co czuję mogłabym opisać jako przepływanie wielkiej ryby tuż pod powierzchnią wody, ale czy to Mała, a nie szaleństwa w moim brzuchu – nie wiem.

Przypomniała mi się ostatnio scena z „Gwiezdnych wojen”, z „Nowej Nadziei”. Pamiętacie, jak Luke i Han ratują Leię? W końcu lądują w zsypie, a raczej w zgniatarce śmieci, która zaczyna działać, a do tego mieszka w niej dodatkowo jakiś Obcy. To metafora mojego brzucha w tej chwili 😉 Wszystko w strefie zgniotu, tak źle i tak niedobrze (się ułozyć), a w dodatku jeszcze jakaś Mała tam pływa!

Cóż, różnica jest taka, że ja nie chcę jej zastrzelić, a ona mnie pożreć 🙂

Miłego wieczoru.

pikfe