Uwaga, brzydkie wyrazy!

Dzień dobry.

Szczęśliwie piszę już z domu; szczęśliwie sytuacja wygląda na opanowaną i mam nadzieję, że już tak pozostanie.

O ile można wartościować w jakiś sposób pobyty w szpitalu, to ten był bardziej udany. Trudno mi oceniać to lekarsko, nie znam zagrożeń ani sposobów postępowania i nie będę tego komentować.

Tym razem jednak łóżko było wygodne, a poduszka była poduszką. Zupy no-name’y, ale przynajmniej nie dawali już drugiego dania (tak na moje oko w tamtym szpitalu jakieś 70% drugiego dania wracało z powrotem do szpitalnych kuchni).
Z innymi współpacjentkami znalazłam jakiś lepszy kontakt; łaziło się ( ja niestety mniej, bo kazali leżeć) z pokoju do pokoju, żeby dowiedzieć się co tam u której słychać. Wreszcie dziewczyny wytłumaczyły mi, jakie to uczucie, jak macica się stawia.Nikt w pokoju nie oglądął TV (moim zdaniem plaga szpitalnych sal).

Obchody, nawet wieczorne (poza jednym) były bardziej szczegółowe: lekarz podchodził do każdej z nas, patrzył w kartę, pytał się o konkretne rzeczy.
Kiedy po kolejnym krwawieniu całkowicie się załamałam, lekarz najpierw podniósł mnie lekko na duchu, potem obiecał konsultację psychologiczną (i słowa dotrzymał), a na koniec poprosił inne pacjentki, żeby do mnie przyszły (sobota, położyli mnie samą w pokoju) i pogadały. Pomogło.

Byłam świadkiem początku akcji porodowej, co byloby nawet dość zabawne, gdyby nie fakt, że mnie też to pewnie czeka. Pani w wieku pod czterdziestkę, po porodzie (czyli jednak doświadczona), kulturalna, co jakiś czas tężała – prowadząc normalną rozmowę – i jedyne słowa, jakie wydobywały się z niej, były naprawdę brzydkie i dotyczyły tego, jak miłe i urocze potrafią być bóle krzyżowe. Najgorszy moment mijał, pani z powrotem powracała do przerwanego wątku.

Ja mam dużo leżeć i odpoczywać (ale już nie od leżenia, które też potrafi być męczące) i trzymać się z dzieciakiem mocno co najmniej do 31. marca, czyli jeszcze sporo dni przed nami. Ale moim zdaniem nie jest tak źle, jak niektórzy lekarze mówią i do tego marca to ja mocno wierzę w nasze szanse.

Mnie w ciąży całkowicie odbija – mam ochotę kląć jak szewc (wcześniej NIE!), a do tego wieczorami czytam sobie na głos wiersze Mickiewicza (wcześniej nawet współczesnej poezji nie czytałam, a co dopiero romantyków!).

 

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Ciąża

Tagi: , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

4 Komentarze w dniu “Uwaga, brzydkie wyrazy!”

  1. Kulka Says:

    Mam nadzieję, że teraz będzie już wszystko dobrze – trzymam kciuki 🙂 a Mickiewicza też lubię, choć bardziej Szymborską. Ale generalnie, to wolę prozę 😉

  2. poprostuzycie Says:

    Kochana stres trzeba odreagować 🙂 Pamiętaj, jesteś w ciąży i wszystko ci wolno i wszystko zostanie wybaczone i 🙂 masz dobrą wymówkę, aby być przez pewien okres wredna 😉 chociaż troszkę hihihihiiihhi 🙂 Będzie dobrze 🙂 czas leci szybko 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: