Archiwum dla 7 stycznia, 2011

Jakoś trzeba się pozbierać.

7 stycznia, 2011

Dzień dobry.

Dziś było lepiej, chociaż od rana brzuch mnie bolał i spałam dłużej niż ustawa przewiduje.

Na szczęście mam w domu Big B, u którego wyczucie między troską a użalaniem się jest idealne. I tak, jak on idealny nie jest, tak te cechy są w takiej właśnie proporcji. Ukocha mnie i utuli, ale za chwilę powie, żebym wstawała i coś zrobiła ze sobą. A ja się przyznaję, mnie czasem potrzeba kopa z zewnątrz. Poza tym widzę, że jego nastawienie jest mniej zdramatyzowane i to też mi pomaga. Z facetem panikarzem nie dałabym rady.

Cóż, każdy ma gorszy dzień, a ja miałam go z pewnością wczoraj. Tragicznie byłoby, gdybym nie miała już siły, żeby coś z tym podłym samopoczuciem uczynić i tylko bym się użalała i użalała, leżąc w łóżku, pod kołdrą, jak niedźwiedź w gawrze (kuszące…).

Może nawet nie siły, tylko świadomości, że muszę chociaż spróbować. Przy czym postaram się zbyt dużo nie myśleć, tylko tak sobie po prostu trwać – dzięki Dosiu.

Nie mogę się tak użalać, bo oszaleję, a będzie, co ma być.

Dziękuję za wszystkie maile, telefony i komentarze, podnoszą na duchu prawie tak, jak Big B, który wchodzi do pokoju i mówi, że kawa (tak, tak, od niedawna już mogę ją pić, więc dawkuję sobie w małych, ślicznych filiżankach od Teściowej) stygnie i że trzeba, abym zwlokła się z wyra, ogoliła nogi, zrobiła listę do marketu i popisała 🙂

pikfe