Wiejscy mieszkańcy.

Dzień dobry.

Dziś masa zdjęć, bo naprawdę nie wiem, na jakie się zdecydować.

Otóż przedwczoraj, kiedy leżałam w łóżku (niestety, teraz zdarza mi się to co drugi dzień. Po takim leżącym dniu jest lepiej i wstaję, ale po chodzącym jest gorzej i znów muszę leżeć), Big B przyszedł do mojego smętnego pokoiku, zamkniętego w dodatku przed kotami, wyjrzał przez okno i kazał szybko wstawać.

Oto, co zobaczyliśmy – tuż przy mojej rabacie, jakieś pięćdziesiąt metrów od Domku.

Big B pognał po aparat, przyniósł mi statyw i pół popołudnia mogłam obserwować lisa.

Nie jest świetny?

Jak już kiedyś pisałam a propos kozic, obserwacje zwierząt są dla mnie zajęciem fascynującym, choć część z Was uzna je pewnie za tak ciekawe, jak łowienie ryb. Zwierzęta mają w zasadzie dość wąski repertuar zachować (zwłaszcza dla laika) – lis przez jakieś pół godziny próbował się wygodnie ułożyć oraz namiętnie się drapał. I poza tym nic.

Ale był piękny, dziki, zimowy.

Lis na wsi to raczej nic nowego. W tym roku, w trakcie kwitnienia (pod koniec) widzieliśmy w sadzie liska – szczeniaka, wyglądał przepięknie.

I ja nie miałabym nic przeciwko odpoczynkowi w słońcu, na śniegu, gdyby nie to, co zobaczyłam później.

I chwilę przed wejściem do nory:

Nie mam nic przeciwko lisom, nie boję się ich (wychodząc z założenia, że jednak one bardziej boją się mnie), ale to jest parka… Przeczytałam w Internecie, że one teraz dobierają się w pary, w marcu rodzą się młode, które w maju zaczynają funkcjonować coraz bardziej samodzielnie.

Po pierwsze, mamy koty i psy. Oczywiście, są szczepione przeciwko wściekliźnie, ale walka z lisem jakoś mi się nie widzi za wesoło. Nie wypuszczę teraz psów na noc, boję się. Siódmy też ma przymusowy areszt domowy. Lisy nie wyglądają na wściekłe, ale przecież ja nie jestem weterynarzem, mam tylko gugla.

Po drugie, w maju te liski zaczną tu harcować, a jak damy radę, w tym samym miesiącu wrócę tu z krasnalem. Mieszkamy na wsi, Domek nie jest ogrodzony od lisów. Bałabym się zostawić dzieciaka nawet na chwilę.

I co mam zrobić? W takich chwilach bardzo brakuje mi mojego dziadka leśnika, który na pewno by mi doradził, co zrobić.

Musimy je chyba przegonić, ale podobno w przypadku lisów to nie jest wcale takie łatwe. NA PEWNO ich nie otruję, co niektórzy sugerowali – wydaje mi się to tak cholernie bestialskie, że nie biorę takiego rozwiązania pod uwagę.

Można zastosować kopciucha, ale też inną, alternatywną metodę… czytałam kiedyś świetną książkę, Nie taki straszny wilk Farley’a Mowata. Gość zamieszkał na pustkowiu nieopodal wilczej rodziny. Opisuje swoje perypetie w zabawny sposób, a książka – jeśli ktoś lubi literaturę faktu o zwierzętach – godna polecenia.

Mowat stanął przed dylematem zaznaczenia swojego terytorium, co – jak wiadomo – wilki robią za pomocą moczu. Nie było to ponoć łatwe (faceci chyba nie mają umiejętności podsikiwania), ale dał radę i zadziałało świetnie. Wilk podchodził do obsikanego przez Mowata kamienia, wąchał i odchodził na swoje terytorium. Może namówię Big B i on też spróbuje? 🙂 W końcu jest samcem, tak?

Ostatecznie można je też odstrzelić (co wydaje mi się najbardziej humanitarne z rozwiązań ostatecznych), a znajomych myśliwych akurat nie brak. Wolałabym jednak je wypłoszyć. Niech zmienią norkę. Ostatecznie to dzikie zwierzęta, tak blisko ludzkich siedzib nie powinny przebywać.

Wiadomo, najlepiej byłoby złapać je w pułapkę i wywieźć, ale ja się na tym kompletnie nie znam. Może powinnam zadzwonić do jakiegoś leśnika?

Chyba właśnie tak zrobię, może on mi coś rozsądnego doradzi. Okropne są takie dylematy.

Po południu, kiedy lisy miały porę sjesty, wyjrzałam znów i zobaczyłam inne zwierzę, mające akurat ucztę.

Wydaje mi się, że to pustułka, ale poprawcie mnie jeśli się mylę.

Szczątki tego czegoś, co jeszcze niedawno było (prawdopodobnie, bo są najpospolitsze) wróbelkiem, widać dość dokładnie.

Wiecie, że lubię życie na wsi, a już obserwacje zwierząt to coś, co cenię bardzo wysoko. Nie ma może u nas jakiś tabunów dzikich zwierząt (a szkoda), ale i tak jestem zachwycona. Szkoda tylko, że musimy te liski przegonić.

pikfe

 

Advertisements
Explore posts in the same categories: Życie wiejskie

Tagi: , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

8 komentarzy w dniu “Wiejscy mieszkańcy.”

  1. Lisica Says:

    Lisy górą :))) Chociaz fakt, moga przysporzyć trochę kłopotów…

  2. pannajemiola Says:

    Uwielbiam obserwować zwierzęta, a lisy są piękne! Na ptaszkach się za to nie znam 😉
    A pomysł zaznaczania terenu jest hmm, ciekawy :d Można spróbować : P

    • pikfe Says:

      Wiesz, lisy to zwierzęta terytorialne… zapach człowieka je odstrasza (przynajmniej tak sądzę). Ponoć są też bardzo sprytne, więc nie wiem… Mowat dał radę wilkom, może damy i my 🙂

  3. Kulka Says:

    Piękny ten lisek 🙂 ale fakt faktem, nie chciałabym go mieć za tak bliskiego sąsiada.

  4. poprostuzycie Says:

    Zazdroszczę ci Kobieto takich obrazków 🙂 a lisy same odejdą 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: