Frustracje.

Dzień dobry.

I znów leżę w łóżku, na szczęście nie szpitalnym. Brzuch mnie boli, a podobno nie powinien. Tak więc leżę, czego nie lubię, ale jeszcze bardziej nie lubię nie wiedzieć, co mnie i małemu/małej jest.

Bo ja nie wiem, czy Wy wiecie, że pobyt w szpitalu był niezbyt owocny i w badania i w diagnozy.

Z zapowiedzią poronienia trafiłam na oddział patologii ciąży, gdzie przez sobotę i niedzielę widziałam lekarza dwa razy przez dziesięć sekund. Pobrano mi krew do morfologii i mocz do analizy oraz podawano leki, które biorę sama w domu.

USG dopiero w poniedziałek, ale po obchodzie.

Badanie ginekologiczne praktycznie po wypisie, bo się domagałam! I słusznie, jak się okazało.

Do domu z receptą na nospę i progesteron. Właściwie to wystarczyłaby po prostu wizyta.

Dlaczego stało się tak, jak się stało? Czemu mam zagrożoną ciążę? Co to powoduje?

Coś powoduje, tyle wiem od lekarzy.

Ale czy myślicie, że ktoś zapytał, czy mam w domu zwierzęta (toksoplazmoza – ja się badam na własną rękę, więc wiem, że nie) albo czy w rodzinie są choroby tarczycy i czy robiłam takie badania? Nie, nikt nie zapytał. W zasadzie to o nic nikt nie pytał.

A o ilu rzeczach ja, zwykły kulturoznawca, po prostu nie wiem? Przecież nie jestem lekarzem, nie znam zagrożeń!

We wtorek czekali z obchodem prawie do 9, bo pili kawkę. A położne budzą nas o 6 rano i pewnie tylko kobieta, która była w ciąży jest w stanie wyobrazić sobie, co to znaczy nie zjeść nic od 6 do 9 będąc w ciąży. Dodam, że to był raczej obieg niż obchód. Mój nędzny przypadek zajął lekarzy na całe 3-4 minuty. A cały oddział kobit męczył się na głodniaka 3 godziny!

Nie, nie, wcale nie każę przychodzić lekarzom do pracy na 6 rano, ale o 8 mogliby ten obchód zaczynać.

Bo obiegu znikali z pola widzenia, zwłaszcza Ci, którzy nie mieli ŻADNYCH pacjentek na oddziale (dlaczego moja lekarka miała pod opieką 9 kobiet, a co najmniej czterech lekarzy – ani jednej? Ja bardzo bym chciała wiedzieć, co taki lekarz robi w czasie pracy już wcale nie tak tragicznie płatnej).  Chyba nie myślicie, że po obiegu lekarz przychodzi jeszcze do pacjenta. Wolne żarty.

Szukam teraz innego lekarza, bo nie chcę znowu trafić do szpitala po telefonie do mojego. Pójdę tam i cała bajka się powtórzy? Krew, mocz, USG, nospa i do domu? Leżeć mogę w domu, nospę biorę zgodnie z zaleceniami, a po prostu nie wierzę, że oni cokolwiek w tym szpitalu zrobią i nie chcę tam wracać. Gdyby cała akcja trwała 24 godziny – przychodzę, raz-dwa badanie ginekologiczne, usg, pobrania, a następnego dnia wyniki, diagnoza i do domu –  ostatecznie jestem w stanie to przeżyć. Ale nie będzie, dam sobie rękę uciąć. Pomorduję się tam na pryczy i z więziennym wiktem, a potem znów będzie to samo.

Kiedy poskarżyłam się, że boli mnie brzuch, dostałam nospę domięśniowo w tyłek. Przestał, fakt, ale chciałbym, żeby leczyli przyczyny, a nie skutki, a przyczyną nikt się nie zainteresował.

A żeby przyjąć kobietę zagrożoną poronieniem i nie zrobić na wejściu usg?

Wiecie, nie leczę się wujkiem guglem i nie uważam, żebym była mądrzejsza od lekarzy, ale miło byłoby gdyby oni trochę bardziej przykładali się do swojej pracy.

Dlatego uderzam prywatnie. Płać, płacz i lecz się sam, a oni kawkę niech piją, aż w końcu ktoś to towarzystwo pogoni.

pikfe

 

Reklamy
Explore posts in the same categories: Ciąża

Tagi: , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

9 Komentarzy w dniu “Frustracje.”

  1. Dosia Says:

    Kochana moja, ja obie ciąże prywatnie chodziłam i na początku trafiłam na fatalnego lekarza, który mimo brania kasy za wizytę był gburem i na każdej wizycie straszył mnie coraz nowszymi zagrożeniami, jakie mogą wystąpić w danym miesiącu. Fajnie, co? A to był gość z polecenia, ja też byłam mu polecona. Kilka lat starań o dziecko, a ten wyskakuje co chwilę z jakimś problemem, więc wiadomo, że ja wpadam w paranoję i ciąża nie przebiega prawidłowo. W końcu powiedziałam „dość” i poszłam do lekarza, którzy jest też anestezjologiem z nadzieją na cesarkę. Cóż, nie zgodził się (choć i tak miałam cc ze względów medycznych), ale uważam, że nie mogłam lepiej trafić. W ostatnią sobotę przyjął mnie nawet w szpitalu na dyżurze, bo wiedział, że nie mam jak podjechać do jego gabinetu popołudniami 🙂
    Dlatego moja rada – upewnij się, że prywatny lekarz zadba o ciebie i dziecko i że pomoże przy porodzie. A przy bólu brzucha podstawową sprawą nie jest nospa, tylko magnez 3 razy dziennie po 2 tabletki i rozszerzony komplet badań, choć prawdopodobnie to tylko skurcze macicy.

    Ps. W weekend żaden szpital nie robi badan, chyba że masz tam znajomych lekarzy, położne i laborantki. Poza tym zwrot za pobyt dostaje dopiero po odleżeniu przez pacjentkę 4 dni

    • pikfe Says:

      A propos PS – wiesz, nie oczekiwałam, że w niedzielę rano zbierze się konsylium nad moim przypadkiem, ale usg, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku jest z dzieckiem? Widać, że jestem naiwna…

      Wiesz, brzuch boli tak, jak nie powinien 😦

      Cholera, ciężko z tymi lekarzami…

  2. poprostuzycie Says:

    Wiesz taka jest prawda, że te pensje w szpitalach to taki dodatek do pracy prywatnej… Biegnij Kobieto do lekarza jak najszybciej, a najlepiej może jakaś klinika… Wiem jedno czego nauczyłam się, krzyczeć o swoje do lekarza… i o wszystko co mi się należy, a jak nie ten to następny, trudno trafić na kogoś dobrego. Trzymam Kciuki za Was i wierzę, że będzie wszystko dobrze :*

    • pikfe Says:

      Pensje w szpitalach nie są już takie bardzo śmieszne.

      Szukam teraz, ale wolałam szukać dermatologów… Poza tym do dobrego specjalisty trudno się umówić na szybko.

      Dzięki poprostuzycie, my też mamy nadzieję, że w maju pochwalę się ślicznym, zdrowym małym/małą 🙂

  3. pannajemiola Says:

    Musisz walczyć o swoje zdrowie, szkoda, że z lekarzami 😦 To chore, ale nieraz trzeba być naprawdę upierdliwym, by uzyskać opiekę medyczną.
    Rozumiem, jak się teraz czujesz, powinnaś przede wszystkim odprężyć się i wierzyć, że wszystko będzie dobrze, a ciąża przebiegnie poprawnie. Podstawą jest spokój, odpowiednie podejście do sytuacji i jak największy optymizm, nie powinnaś się stresować lub gniewać, co i tak na pewno wiesz 🙂 Jesteśmy z Tobą 🙂

  4. Kulka Says:

    Ja na szczęście nie mam na koncie traumatycznych doświadczeń szpitalnych, ale każdy wie, jak jest. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze!

    A poza tym – wprost zaczytałam się w Twoim blogu, na pewno będę wpadać regularnie.Pozwolisz, że dodam Cię do linków?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: