Tajemnica szpitalnego jedzenia.

Dzień dobry.

Moje nadzieje okazały się płonne i czeka mnie kolejny dzień w tym przybytku ludzkiego szczęścia, spa odlotowym, piżamowych Krupówkach i co tam jeszcze. Lekarze chcą powtórzyć badania. Jak do tej pory udało się jeszcze zrobić usg (wszystko w porządku) i poza tym… nuda, jak w polskim filmie.

Zastanawia mnie dieta ciężarnych przebywających w szpitalu – ja wiem, że rodziny miłościwie dokarmiają – ale to, co dostaję do jedzenia wzbudza mój brak zaufania.
Po pierwsze, od soboty na śniadanie i kolację to samo: minimum masła, trochę chleba, dwa plastry jakiejś wędliny (mielonki? trudno stwierdzić). No i pyszna szpitalna herba.
Po drugie, czy rozgotowane oznacza lepsze? Mój dzisiejszy makaron nie trzymał się kupy, a polany był sosem z rozgotowanego mięsa, ale jakiego? To już raczej nie do stwierdzenia.
Po trzecie, zupy są wielką niewiadomą. Zwykle człowiek jednak wie, co je: ogórkową, pomidorową, krupnik, rosół. W szpitalu to już tak nie do końca – ja wczoraj i dziś jadłam po prostu zupę. Raz były w niej (rozgotowane) lane kluski, a dziś – ziemniaki. Ale co to  była za zupa? Utnijcie mi rękę, ale nie wiem.

Ja nie oczekuję, że będę rano dostawać croissanty z ekodżemem i szklanką świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy, na obiad krem ze świeżych pomidorów i pierś z indyka z żurawiną, a na kolację tłusty twarożek ze śmietaną, szczypiorkiem i świeżym chlebem. Nie, nie.
Ale byłoby miło, gdyby dało się zidentyfikować to, co jem. I ja bardzo chętnie zjem schabowego i prosty krupnik.

Mam nadzieję, że jutro wrócę już do domu, bo od szpitalnej duchoty, nudy i hałasu szaleję.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Ciąża

Tagi: , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

8 Komentarzy w dniu “Tajemnica szpitalnego jedzenia.”

  1. Dosia Says:

    nie oszalejesz, bo masz internet :).
    a wiesz, ze jeszcze ciekawsza jest szpitalna dieta dla matek karmiacych – dostalam kapuste kiszona (kwasne rzeczy dopiero po kilku miesiacach sie wprowadza w malych ilosciach), kompot z truskawek (uczulaja) i parowki (przeciez nawet dziecko wie, ze w parowkach sa smieci – sciegna, kosci, skory, chemia i prawie zero miesa)

  2. pikfe Says:

    Od razu setkę mogli dodać… do tej kapusty i parówki. Chyba jeszcze genialniej niż u mnie, przyznaję.
    Ta wędlina, co ją tu zapodają to wygląda trochę tak, jak sprasowana parówka…

    A Internet to nawet lepszy niż w Domku, bo w Mieście dużo szybciej działa 😉 Zawsze są jakieś plusy.

    • Dosia Says:

      najwiekszym plusem jest malenstwo w srodku, wiec nie ma co marudzic, boprzed toba o wiele wieksze wyrzeczenia, ktore bedziesz robic z usmiechem na twarzy i otwartym szeroko sercem :*
      znasz juz plec?

      • pikfe Says:

        Nie, jeszcze nie. Po usg na początku stycznia pewnie będziemy wiedzieć, jakiej płci jest krasnal, jak nazwał go wczoraj lekarz.

        Plusem wielkim oczywiście jest krasnal, ale szybki net niczego sobie 😉

  3. pannajemiola Says:

    U mnie było podobnie z jedzeniem, na szczęście smakowało, więc nie wnikałam :d Raz na kolację nawet jabłko dodali do kanapek z pasztetem! ;d
    A z obiadów to zupa takie niewiadomoco, ale drugie danie było porządne 🙂
    Warto posiedzieć i się pomęczyć, potem powrót do domu bardziej cieszy 🙂

  4. poprostuzycie Says:

    Kochana Trzymam za Was kciuki !!!!! Wierzę, że wszystko będzie dobrze :*** Ślę Buziaki 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: