Archiwum dla 1 grudnia, 2010

Biało mi…

1 grudnia, 2010

Dzień dobry.

Przyznam szczerze, że w poniedziałek rano nie spodziewałam się, że w poniedziałek wieczorem cięzko będzie u nas otworzyć drzwi wejściowe. Nie mieliśmy Internetu (zdaje się, że jacyś geniusze od budowy autostrady przerwali kabel), nie mamy TV, więc nie znaliśmy prognoz pogody, a kiedy wstałam w poniedziałkowy poranek, u nas nawet nie padało. Po śniadaniu zaczęło lekko prószyć i jeszcze narzekaliśmy z Big B, że będzie musiało prószyć tak trzy lata, żeby coś było w ogóle widać.

Wieczorem już prawie nic nie było widać. Schody do Domku schowały się pod zwałami śniegu, a z obiadu u Mamy Big B wracaliśmy momentami już prawie po kolana zanurzeni w biały puch.

Ja wiem, że jestem w mniejszości i że większość miejska wolałaby zimę suchą i lekką, słoneczną i bez opadów. Wiem też, że pewna część mniejszości wiejskiej też wolałaby zimę w wersji light i całkowicie to rozumiem, ale my za mali, żeby na aurę coś zaradzić.


Razem z Big B wolimy zimę śnieżną, zimę zasypującą, jednym słowem piękną zimę wiejską, gdzie nie ma brei, korków, lodowisk na chodnikach. U nas jest miło i biało.
Tak, trzeba odśnieżyć (w tym roku robił to tylko Borys. W zeszłym roku dzielnie mu pomagałam, ale teraz nie za bardzo domagam na dworze), trzeba napalić, ale trzeba też wywiesić jedzenie dla sikorek (ale jakoś ich nie ma), zapalić świeczki na wieczór… Zimą na wsi nie ma za dużo roboty. Zima na wsi jest do odpoczynku.
I jak napada śniegu, odpoczywa się jakoś bardziej.


Kot jednak – przynajmniej na razie – odmawia wyjścia na dwór. Wyjrzy i zaraz chowa się z powrotem do domu. Zrobił jeden krótki obchód po włościach, a zwykle siedzi na schodkach (odśnieżone) i czeka aż wpuścimy go do domu. Wygląda jakby brzydził się śniegu i dziwnie na nas patrzy, kiedy chcemy zabrać go na spacer (co wcześniej BARDZO lubił). Straszny z niego piecuch.
O Dziewczynie nawet nie piszę, nie dotknęła łapą śniegu. Wypadała raz (nie wiedziała jeszcze, co to snieg) i wtorpedowało ją z powtrotem do domu. Od tamtej pory nie wchodzi nawet do sieni…

pikfe

P.S. Internetu – jak pisałam – nie mamy do odwołania, publikuję tu korzystając z grzeczności Uiala oraz z funkcjonalności wordpressowego automatu.