Poród w rodzinie.

Dzień dobry.

Nie pisałam o tym wcześniej, ponieważ na początku nie mieliśmy zarówno pewności, jak i Internetu, a potem – kiedy pojawił się brzuch – tylko Internetu. No, a potem czekaliśmy do rozwiązania.

Nasza kotka, Dziewczynka, była w ciąży i urodziła sześć kociąt nad ranem pierwszego października.

Nie planowaliśmy mieć małych kotów, choć – jak to bywa w przypadku wpadek – nie zachowywaliśmy się też zbyt odpowiedzialnie. Jedna ruja na wsi przeszła spokojnie, nie pojawił się żaden adorator, więc w czasie drugiej wypuszczaliśmy Dziewczynę na dwór i któregoś dnia spostrzegliśmy adoratora w skrzyniopaletach, razem z naszą kotką. Ich bzykanie zakończyło się sukcesem, bo po powrocie z wakacji u kotki objawił się brzuch. A potem już tylko rósł, aż Big B mówił, że kotka idzie na rekord i że będzie dziewięć 😉

Zrobiliśmy jej gniazdo z kartonu i ona zaakceptowała to miejsce, bo trochę tam polegiwała. W ostatniej fazie ciąży już prawie nie wychodziła na dwór (nie chciała), leżała głównie na boku i dyszała, wyraźnie zmęczona.

Zwykle zwinny i skoczny kot z trudem właził na parapet.

Zaczęło się trzydziestego września po południu – kotka zawołała nas do gniazda, chciała, żeby przy niej siedzieć i ją głaskać, tak więc siedziałam i siedziałam, ale to był tylko fałszywy alarm. Po jakimś czasie znowu się uspokoiła, ale tylko po to, żeby obudzić nas o trzeciej nad ranem swoim piskiem i drapaniem w drzwi. Zaczęła już plamić, a odOlinusa Prime wiedzieliśmy, że to początek porodu; zresztą ona od razu zaprowadziła nad do swojego kartonu i zaczęła mieć najzwyklejsze na świecie bóle parte.

Pierwszy poród był najtrudniejszy – kotek zaczął rodzić się ogonkiem (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że u kotów to normalne i zaczęłam strasznie panikować, ale na szczęście jest Big B i Internet; choć podobno – w innych  źródłach podali – taki poród może zakończyć się śmiercią, jednakże zdarza się to bardzo rzadko) i długo to wszystko trwało, prawie czterdzieści minut. Bolało ją chyba jak jasna cholera, bo darła się okropnie.

W końcu, o trzeciej trzydzieści dziewięć urodził się pierwszy kotek.

Chwilę po urodzeniu nie wyglądają najlepiej, jak takie małe obce. Kotka jednak zaraz zjada worek owodniowy, przegryza pępowinę i zjada łożysko (co o dziwno nie było dla mnie obrzydliwe).Na temat zjadania łożyska czytałam różne rzeczy – być może obydwie są prawdziwe: że kotka zjada je, żeby mieć zapas energii i móc zostać ze świeżo narodzonymi kociakami w gnieździe; że zjada je instynktownie ze względu na dużą zawartość oksytocyny, hormonu, który stymuluje wytwarzanie mleka i wzmacnia instynkt macierzyński.

Olinus Prime zbiła teorie jednym celnym zdaniem: To po co Siódmy je zżerał?!

(To była druga ciąża Dziewczynki, przy pierwszej asystowała Olinus Prime, Kubatron i Siódmy właśnie. I właśnie wtedy zjadł łożysko. Widocznie smaczne).

Potem koty rodziły się podręcznikowo – mniej więcej co trzydzieści minut – o czwartej dziewięć (kot cały czarny, z białym czubkiem ogona), o czwartej trzydzieści sześć (cały czarny) i o czwartej pięćdziesiąt osiem (z białym podgardlem). Trochę musieliśmy jej pomagać (była bardzo zmęczona), podtykać jej kotki do mycia; trochę przy porodzie asystował Siódmy, ale bez większego entuzjazmu.

Po czwartym Dziewczyna się uspokoiła, ułożyła na boku, przestała mieć bóle parte i naprawdę myśleliśmy, że to już koniec. Big B poszedł spać, a ja zostałam z nią jeszcze. I dobrze.

Za dziesięć piąta znowu zaczęła mieć bóle parte, znowu zaczęła się wydzierać i bardzo szybko i sprawnie w przeciągu kwadransa urodziły się dwa kolejne – jeden z białymi skarpetami i ostatni cały czarny.

Z ostatnim przez chwilę było dramatycznie, ponieważ… urodziła go do połowy (łepek został w środku), pozbyła się worka, umyła i straciła zainteresowanie dalszym rodzeniem, a tu łapki wierzgały, więc mocno musiałam ją zmobilizować do ostatniego wysiłku, a ona naprawdę miała już dosyć.

Ostatecznie skończyło się na sześciu ślicznych, żywych kotach.

Pierwszego dnia po porodzie wyglądają już bardzo ładnie, chociaż oczywiście są ślepe i nawet nie mogą ustać na łapach.

Dziewczyna jest bardzo ufna, można je na chwilę wyjąć z kartonu.

Inna rzecz to smutny los naszej kotki – ciągle leży, jak uwiązana, w kartonie. Myje je, liże, karmi praktycznie bez przerwy. Wyszłaby na dwór, ale dalej niż na parę kroków się nie oddali, instynkt zabrania.

Widać po niej, że jest udręczona. Jak tylko może, ucieka z kartonu, ale przecież ma ich sześć, któreś budzi się co chwila, więc ona zaraz musi wracać.

A przedtem było pięknie – wychodziła na całe dnie z domu, jadła myszki, wylegiwała się w trawie. Jednym słowem – robiła, co chciała i ograniczały ją tylko pory karmienia

Ciężki jest los matki.

Ojej.

pikfe

P.S. Teraz o małych kotach będę często pisać, bo to niezła zabawa będzie 🙂

Reklamy
Explore posts in the same categories: Koty

Tagi: , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

13 Komentarzy w dniu “Poród w rodzinie.”

  1. Virginia Says:

    Gratuluję powiększenia rodziny :). Chyba będę stronić od porodu naszej suczki, bo niełatwe to zadanie, z tego co czytam.

  2. andzia Says:

    za parę dni zacznie ignorować małe i wychodzić na coraz dłuższe spacery 🙂
    ale gratulacje,pamiętam moje kocie porody
    na szczęście już mam to z głowy 🙂

  3. Virginia Says:

    A ja tu pisałam komentarz pół godziny temu i go nie ma :(. Gratuluję powiększenia rodzinki!!! Ale od porodów zwierzęcych będę chyba jednak stronić, bo nie takie łatwe to zadanie jak myślałam.

  4. Naga Says:

    Nieźle się rodzina powiększyła. Małe kotki są śliczne ale trochę z nimi kłopotu. Zwłaszcza jak podrosną…

  5. poprostuzycie Says:

    Kochana :))) hihihi i tak do śmierci :)))) Matki niestety ciągle uwiązane nawet jak ich dzieci mają 50 lat :)))) ale za to co za radość jak syn czy córka w wieku 18 lat się przytuli 🙂 i wiesz, że tego potrzebuje :))) pozdrawiam 🙂

  6. pannajemiola Says:

    Cudownie! Gratuluję 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: