Chłapowo. Część druga.

Dzień dobry.

W niedzielę obudziłam się zachwycona życiem. Weekend nad morzem jednak odstresowuje. Zeszłam na dół i zjadłam całkiem dobre śniadanie, popijając całkiem przyzwoitą kawą. W dodatku na tarasie. I z widokiem na morze.

Miałam plan, żeby z samego rana iść plażą jak najdalej da radę i spotkać się z Big B gdzieś nad Zatoką, ale niestety bateria mojego telefonu, moja skleroza oraz lekka zadupistość (co w większości przypadków jest plusem nadmorskich miejscowości) Chłapowa zweryfikowały te plany. Otóż, bateria była prawie zdechła, ja zapomniałam  ze Wsi ładowarki, a pani w recepcji poinformowała mnie, że w Chłapowie raczej ładowarki nie kupię.

Postanowiłam iść do Władysławowa, zawsze to jakiś spacer.

Na plaży byłam koło dziewiątej i już zaczynał się lekki szał plażowania. Odkryłam, że najlepsze miejsca są tuż przy samym morzu – wszystkie były już zajęte. Chodzi o to, że dziecko może bawić się w wodzie, a rodzic może się opalać i nie musi za każdym razem lecieć z dzieckiem nad wodę. Nieważne, że ludzie w zasadzie wchodzą na twój ręcznik i zatrzymują się w twoim parawanie, grunt, że nie trzeba ruszać tyłka.

Kiedy doszłam do Władysławowa, do portu, było jeszcze w miarę spokojnie – cóż, przed dziesiątą, w niedzielę. Port ubogi może, ale podobał mi się.

Tam było jeszcze spokojnie. Samotny wędkarz łowił ryby; rodzina jadła na jachcie śniadanie, w czasie kiedy ich znajomi odpływali już leniwie na pełne morze. Miło było pochodzić tam sobie, samej.

Na studiach dwa razy byłam sama na wyjeździe – raz w Złotoryi, raz w Pińczowie. Słuchajcie, jak było fajnie 🙂 Chodziłam sobie na długie spacery z walkmanem (tak, tak, walkman!), nikt się ze mnie nie śmiał, kiedy wdepnęłam w wielką kupę gnoju (po kostki!), myśląc, że to pryzma ziemi, czytałam i nikt mi nie przerywał, jadłam kiedy chciałam i co chciałam… Fajnie było.

Port we Władysławowie.

Później udałam się na poszukiwanie ładowarki – zważywszy, że była niedziela, nie było to wcale takie łatwe, ale w końcu – dałam radę. I znów obsługiwał mnie bardzo młody chłopak, ale on był już bardziej profesjonalny.

Szukając czynnego sklepu z ładowarką, trafiłam na przystanek PKSu. Pamiętny on jest, oj pamiętny.

Lata temu siedziałyśmy tam z Olinusem Prime, czekając aż odjedzie autobus do Dębek. Wracałyśmy z Helu. Czekałyśmy tak (siedząc cały czas na ławce; tej, co ją widać – tylko trochę mniej designerska była) od siedemnastej do osiemnastej, autobus miał być jakoś za dwadzieścia szósta. O szóstej poszłam do budki zapytać się, kiedy autobus przyjedzie, a pani udzieliła mi najbardziej surrealistycznej odpowiedzi, jaką kiedykolwiek usłyszałam: autobus był o czasie.

I tłukłyśmy się transportem busowo – autostopowo – pieszym do samych Dębek. Zapamiętałam ten przystanek.

Władysławowo trochę pamiętałam z lat dziecinnych, ale to, co działo się na dworcu i na głównej (?) ulicy – hard-core! Tłumy ludzi, wymęczonych po podróży pociągiem, złych, wlekących za sobą bagaż i oczywiście złorzeczących na tłum. I oczywiście było gorąco, co by im pasowało, gdyby byli plaży, ale jeszcze nie byli. I w końcu uciekłam stamtąd.

… tylko po to, aby dojść tu…

O, ja, to nie jest moja definicja wypoczynku! Głośno, bo przecież teraz jeszcze tancbuda (lub też buda zwykła) musi na plaży być. Pifko musi być. I najlepiej ułożyć się przy tej tancbudzie (i przy koszach na śmieci, ale mniejsza z tym), bo po pifko blisko i do wyjścia z plaży niedaleko. Nieważne, że głowę trzymamy w stopach następnego plażowicza, jemu też to w gruncie rzeczy nie przeszkadza.

A spróbujcie dokluczyć do morza! I potem jeszcze kluczyć brzegiem morza, pośród moczących się w wodzie stóp (połączonych z wygrzewającymi się ciałami). Żeby było jasne – nie mam nic przeciwko dzieciakom (i ich ojcom) budującym wielkie zamki tuż przy wodzie; ludziom, którzy biegną jak szaleni do wody (mogą to być nieszczęśnicy z ostatniego pociągu, więc wszystko wybaczone). No, ale jak ktoś leży do połowy w morzu, to ja nie wiem, czy to jest grzeczne. W końcu ta plaży to nie jego, tak?

Z lekka umęczona wróciłam na plażę w Chłapowie, gdzie było tylko trochę lepiej. Udało mi się znaleźć miejsce, gdzie prawie nie było ludzi – przynajmniej w obrębie siedmiu metrów.

I wtedy zorientowałam się, że jest za pięć dwunasta, a ja mieszkam w hotelu, gdzie pewnie istnieje coś takiego, jak doba hotelowa! Na szczęście pani w recepcji była wyrozumiała, a ja prawie zdążyłam 😉 Tylko, że Big B jeszcze nie było, a ja miałam już swój plecak (no wiecie, nie zdążyłam naładować telefonu… żenada), tak więc czekaliśmy z plecakiem na plaży i też było fajnie, bo miałam co podłożyć pod głowę.

I kiedy w końcu Big B przyjechał – cieszyłam się, trochę tak, jak wtedy, kiedy on mieszkał na Wsi, a ja jeszcze w Mieście. Taki głupi uśmiech. Bo samej jest fajnie, ale wtedy, kiedy potem jest ktoś, kto potłucze się z tobą kilkaset kilometrów do domu.

Zjedliśmy oczywiście ryby (ja dwie flądry i dorsza, zawstydzające), bo clubbing nie owocował w takie swojskie potrawy; potem było już śmiesznie – załadowaliśmy moje rzeczy do auta i doszliśmy do wniosku, że pierwszy raz mamy nad morzem taką pogodę, że możemy się razem wykąpać, nie ryzykując zapalenia płuc.

Niestety, Big B nie wziął nad morze… kąpielówek. Nie mieliśmy też ręcznika, więc zaopatrzyliśmy się w coś wstrętnego i chińskiego (śmierdziało!) na straganie.  Big B nie był zachwycony, ale przecież nie o to chodziło, tylko o kąpiel w morzu. I wiecie, było świetnie 🙂 I samej wczoraj było świetnie i razem z nim też.

A potem zostało już tylko wspomnienie…

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Gdzieś dalej

Tagi: , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

2 Komentarze w dniu “Chłapowo. Część druga.”

  1. andzia Says:

    o moja wczorajsza buźka komentarzowa nie wlazła
    więc daję ją dziś
    🙂
    dziś mam wolne,muszę odpocząć ,właśnie idę nad morze,przyniosę fotki 😉
    poproszę o jakieś wiadomości „brzuszkowe”
    ściskam
    a


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: