Wyssana.

Dzień dobry.

Mam już Internet i powinnam z niego ochoczo korzystać, uzupełniać zaległości, komentować i czytać, ale… jestem w ciąży.

Nie chce mi się. Mam mdłości. Napady senności. Słabo mi.

Generalnie jest tak, że żyję pod dyktat pasożytka.

Jeśli chce jeść – muszę rzucić wszystko i lecieć jeść (zaczęły się zbiory – zbieram się, żeby w nich uczestniczyć – ale na pole zabieram kanapki, a jestem nie dalej niż  trzy , cztery kilometry od domu). Muszę jeść pomimo tego,  że mam mdłości – to jest jak wewnętrzny przymus. MASZ JEŚĆ I KONIEC!!! TERAZ!!! Napisali, że kobieta w ciąży powinna jeść pięć mniejszych posiłków dziennie. Ha. Ha. Ha. Chyba umarłabym z głodu. Jeśli nie zjem, natychmiast zaczynam się czuć tak źle, że teraz to już naprawdę zabieram na pole te kanapki, a rano zamiast kawy wypijam kakao, zawsze to trochę kalorii więcej.

I tak po godzinie znów robię się głodna i moje oczy szukają – jabłko, tuńczyk (choć podobno się nie powinno – więc dzielę się z kotami, żeby nie zjeść całej zawartości puszki), jogurt z musli, śliwki. Po prawdzie trzeba przyznać, że są takie momenty (rzadkie, ale jednak), że jedzenie jest dla mnie prawdziwą rozkoszą, taką, że aż mi w mózgu wibruje ze szczęścia.

A najlepsze w tym wszystkim jest, że nie przytyłam – a zastanawiam się, czy nie schudłam minimalnie. Czuję się wysysana, eksploatowana.

Jak mam iść spać, to zasypiam na stojąco i mało co jest ważne. Drzemka w dzień jest nieodzowna, a dwudziesta druga to dla mnie już naprawdę bardzo późna pora na pójście spać. I naprawdę nie mam problemu z tym, żeby następnego dnia spać do dziesiątej, co daje jakąś oszałamiającą liczbę godzin snu na dobę (wliczając drzemki). Nie położę się? Serce zaczyna mi walić jak oszalałe, blednę, na niczym nie mogę się skoncentrować, snuję się jak zombie.

Fakt faktem, że śpi mi się jak nigdy w życiu, choć nigdy też na kłopoty ze snem nie narzekałam. Mam fantastyczne snu, które pamiętam. Nie boli mnie głowa od przespania. Nie mam problemu z zasypianiem. Rewelacja.

Tak więc byłabym najszczęśliwsza mogąc spać (od czasu do czasu mogliby podłączyć mnie do kroplówki), ale życie nie jest takie piękne 😉

Zmuszam się więc, bo przecież są zbiory, a i w domu coś trzeba zrobić, coś załatwić. Narzekam trochę (być może Big B miałby nieco inne zdanie w sprawie tego trochę), ale jakoś daję radę. Do końca pierwszego trymestru wytrzymam, potem podobno jest już lepiej. Tym żyję, bo nie cierpię być ciągle głodna, śpiąca, marudna i z mdłościami.

Są takie kobiety, które w ciąży czują się świetnie – bardzo im zazdroszczę.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Ciąża

Tagi: ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

6 komentarzy w dniu “Wyssana.”


  1. 🙂
    moja przyjaciółka tez jest w ciąży,wcina że aż miło popatrzeć
    ostatnio zrobiłam jej kiszoną kapustę z łazankami,bo miała na nią ochotę (ale smród kapusty nie pozwalał jej samej ugotować)
    wsunęła słuszną porcję a pół godziny później znowu była głodna
    ma dokładnie takie objawy ja Ty i też czeka na koniec trymestru z nadzieją że będzie lepiej
    pozdrawiam 🙂

  2. poprostuzycie Says:

    Kochana 🙂 a bądź sobie marudna, senna, wykorzystuj stan i przestań się przejmować zbiorami 🙂 jedz ile chcesz :))))))) i śnij kolorowe sny :))) Ja tak samo mówiłam na swojego Nastoletniego – Pasożyt jak nosiłam go w sobie :))))) Boże, ale jestem stara….. Życzę zdrówka….

    • pikfe Says:

      Oj, nie mogę się nie przejmować, to moja praca! Ale marudna i senna jestem aż do granic wytrzymałości 😉

      Wiesz, moje też kiedyś będzie Nastoletnie 🙂

  3. Dobrawka Says:

    Kochana Pikfe,

    serdecznie gratuluję tego nowego życia, co się do Ciebie przyssało.

    Ja właśnie należę do tych kobiet, które w ciąży czują się świetnie. Do końca został mi już niecały miesiąc, a tu żadnych dolegliwości! No może poza rosnącym i pielęgnowanym przez mojego kochanego męża lenistwem… które jest jedną z przyczyn tymczasowego zastoju na moim blogu. Za dużo myśli kłębi mi się w głowie, żeby usiąść i pisać o Francji, choć wierzę, że ochota na pisanie jeszcze do mnie wróci. Tymczasem przykładam ręce do mojego żyjącego własnym życiem brzuszka, zamykam oczy i opowiadam w myślach historie Maleństwu.

    Trzymaj się tam dzielnie i, jak mówi mój ginekolog: przede wszystkim jedz nabiał. Co najmniej trzy razy dziennie. Chyba działa, bo jeszcze nigdy w życiu nie miałam tyle pozytywnej energii.

    Pozdrawiam serdecznie!

    • pikfe Says:

      Dobrawko, gratuluję. Nic a nic nie wiedziałam! Ale, ale… ja nie wiem, czy to usprawiedliwia aż taką absencję na blogu. Bo to świetny blog jest, naprawdę. A już skoro dobrze się czujesz!
      Na razie jem to, na co mam ochotę (i na przykład prawie nie jem mięsa), ale fakt – na nabiał mam ochotę. Zaczynam dzień od mleka, to już coś znaczy.
      Widzisz, Ty masz Maleństwo, a ja Pasożytka, jak to samopoczucie w ciąży może wpłynąć na nastawienie… 😉 I to już niecały miesiąc, cudnie. Trzymaj się mocno.
      Pozdrawiam.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: