Archiwum dla 13 września, 2010

Dwie kreski.

13 września, 2010

Dzień dobry.

Trudno właściwie coś napisać.

Dwa lata temu napisałabym coś w stylu notatki Yeah! Yeah! Yeah!, tylko Internet zamieniłabym na ciążę.

Chociaż teraz dzidziuś jest planowany, to i tak te dwie kreski były … no, z jednej strony szokiem, ale z drugiej? Musiałam wyjąć z pieca babeczki.

Kiedyś już pisałam o tym, że po poronieniu nie ma we mnie euforii; i nie ma jej we mnie. Nie tak, jak wtedy.

Ale to nie jest tak, że się nie cieszę czy, że Big B się nie cieszy. Obydwoje się cieszymy, a Big B jest dla mnie najkochańszym człowiekiem na Ziemi.

Na razie po prostu nie fruwamy z radości.

Trochę przez lęk. Bo jednak poroniłam.

Ale nie tylko – dobrze nam tu z Big B razem.

Wygodnie. Komfortowo. Bezproblemowo.

Przesypiamy noce i mamy czas dla siebie – dla siebie nawzajem i dla siebie osobno. Nie musimy się sobą dzielić. Ani sobą, ani naszą przestrzenią, ani naszym czasem.

Kiedyś zupełnie inaczej na to wszystko patrzyłam – euforycznie, ale też (tak mi się wydaje) nieco fałszywie. I nieco kompensacyjnie – dziecko miało mi dać (wtedy) coś, czego mi brakowało. Poczucia stabilizacji? Poczucia przywiązania do Big B? Poczucia szczęścia?

A teraz mam to wszystko, bez dziecka.

Tak, mówi się, że dziecko się urodzi i człowiek nie będzie sobie wyobrażał życia bez niego. Pewnie tak, ale tymczasem ma dopiero sześć tygodni (no cóż, wiem o ciąży już od jakiegoś czasu, ale najpierw lekarz, badania, a potem dopiero w eter) i jeszcze daleka droga do porodu. Mamy jeszcze czas, żeby zapragnąć nieprzespanych nocy i uznać, że bez miksowania zupek i zmieniania pampersów życie nie miało sensu 😉

Mnie – jeszcze – trudno jest wyobrazić sobie życie z dzieckiem.

Minął ten czas, kiedy gadałam do malutkich skarpeteczek kupionych we Francji.

Minął ten czas, kiedy dziecko miało uczynić mnie kimś bardziej znaczącym – z racji ciąży? Z racji bycia matką?

Może ja po prostu dojrzałam do ciąży?

pikfe