Fragment o Puszczy.

Dzień dobry.

W kolejny ciepły poranek pikfe wita Was i żegna jednocześnie, ponieważ zaraz będzie prawdopodobnie off-line do (co najmniej ) poniedziałku. Smuci mnie to, nie lubię nie mieć Internetu, nawet przez dwa dni, a do tego jeszcze Siódmy domaga się pieszczot i umiejscawia przed ekranem. W ostatnich chwilach mojego Internetu!

Tak więc dziś do poczytania fragment mojego opowiadania. I drugi jutro.

Z ganku wziął długi wędrowny kij, który służył mu wiele lat i szybkim sprężystym krokiem wyszedł na podwórko, o tej porze zalane światłem wschodzącego słońca. Las lękał się, drżał, ale Borys nie słyszał wołania o pomoc. Tuż przy dwóch nieco skarlałych sosnach, rosnących na samym skraju i tworzących wrota do puszczy przystanął, żeby głębiej wsłuchać się w to, co szeptały gałęzie. Nadal nie słyszał wołania, ale mimo tego ruszył prosto przed siebie, ścieżką, którą spacerował każdego dnia, ciesząc się spokojem, ciszą, brakiem.

W głębi puszczy wciąż panował półmrok, a mgła przyprawiała Borysa o dreszcz. Zwykle mgły były inne. Rzadsze. Ta zasnuła cały las, nigdy czegoś takiego nie widział i dziwił się, w zdziwieniu nie miał czasu na strach. Las milczał, nie, nie milczał, to było coś innego. On nie chciał być słyszany, nie miał nic do powiedzenia Borysowi, nie wskazywał ścieżek, nie ułatwiał marszu, nie wyjaśniał przyczyn.

Czasem trzeba było ściąć chore drzewo. Czasem odnaleźć zagubione zwierzątko. Pomóc ptakowi ze złamanym skrzydłem, podwiązać gałąź, ukryć przed drapieżnikami zrzucone gniazdo. Zawsze wtedy las go prowadził, teraz Borys szukał po omacku. Zagłębiał się w coraz gęstszą mgłę, w coraz mniej przyjazną puszczę. Znał ją dobrze, poznawał drzewa, dotykał uspokajającym gestem ich pni, ale one nie odpowiadały delikatnym drganiem. Przypominały te drzewa, które zostawił daleko za sobą, drzewa z tamtego świata, jakby martwe.

Nie był tchórzem, nie przyśpieszył kroku, nie zaczął się pocić i panicznie myśleć o powrocie do domu, ale wiedział, że jeśli się odwróci w stronę polany, na której mieszkał, jeśli choćby zerknie przez ramię, żeby sprawdzić, czy uda mu się jeszcze zobaczyć oświetlone słońcem podwórko, nie wróci z powrotem na ścieżkę prowadzącą do lasu. Zawróci. Do herbaty. Do słońca na ganku. Do grządek z dojrzewającymi pomidorami.

Do spokoju.

Las to podszepnął. Słowo „spokój” podszepnęła mu puszcza. Zatrzymał się, ale nie odwrócił głowy. Był ciekaw, co też las ukrywa przed nim, tam w głębi, coś strasznego, a jednocześnie coś, z czym potrafi sobie sam poradzić, w przeciwieństwie do chorego drzewa i ptaka ze złamanym skrzydłem. Oparł obie dłonie na kiju i zamknął oczy.

pikfe

Reklamy
Explore posts in the same categories: Moje fragmenty

2 Komentarze w dniu “Fragment o Puszczy.”

  1. pannajemiola Says:

    Piszesz genialnie! : D Masz strasznie ładny styl, tworzysz ciekawe opisy. Czekam na kolejne fragmenty z niecierpliwością ; )

    • pikfe Says:

      Oj, dziękuję, ale z tą genialnością to jednak przesada. Może kiedyś kolejne fragmenty będą, ale znając siebie – raczej nieprędko.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: